Miasto Stołeczne Warszawa wyruszyło na pomoc ludziom bezdomnym. W schroniskach prowadzone są kontrole przez wynajętą za pieniądze podatników firmę, która bada….poziom zadowolenia mieszkańców. Przychodzi pan i nagrywa wypowiedzi ludzi bezdomnych. Wynika z tego spraw kilka. 
Po pierwsze– czujemy głęboki niesmak, ponieważ współpracujemy z Miastem od ponad 20 lat i nachodzenie  tego typu kontrolami bez uprzedzenia, o każdej porze jest absolutnym brakiem zaufania. I wzbudza nieufność mieszkańców w stosunku do nas. Relacje w schroniskach to coś więcej niż stosunek klient-hotel. Zaufanie i braterstwo buduje się długo. My nie świadczymy usług klientom, panowie od pomocy społecznej. 
 Po drugie– chcielibyśmy wiedzieć, ile kosztuje wynajęcie takiej firmy i dlaczego te pieniądze nie są przeznaczone na rzeczywistą pomoc. Bo to, że firma zarobi i urzędnicy się wykażą to jasne. Z biedaków można świetnie wyżyć nie tknąwszy palcem ich rzeczywistych problemów. I wielu żyje: z badań, szkoleń prowadzących donikąd i konferencji oraz opracowywania kolejnych programów i standardów mijających się z rzeczywistymi potrzebami ludzi. Ponoć na opracowanie tzw. standardów dla schronisk wydano/tym razem inny urząd/ miliony zł. Nie mówię tu o ludziach zatrudnionych przy konkretnej pracy w schroniskach: lekarzach, pracownikach socjalnych, pielęgniarkach itp., bo ci otrzymują wynagrodzenie za pracę, która komuś służy i pomaga. I nie są to kokosy.
Dalej: mieszkańcy naszych domów byli w wielu wypadkach oburzeni pytaniami, które zmierzały do podchwycenia jak największej liczby ocen negatywnych. Stwierdzili, że nie kala się własnego gniazda i nawet gdyby mieli jakieś zastrzeżenia to i tak by tego nie powiedzieli. Mają honor, oni przynajmniej. Wielu traktuje nasze schroniska jako swój dom. 
Wreszcie– kim są, w dużej mierze, przepytywane osoby: cóż, wielu jest niepełnosprawnych, z problemami psychicznymi i uzależnionych. Cierpiących i niezadowolonych z życia, co jest oczywiste. Nie mających zaufania do nikogo i nadziei.  Bo bycie bezdomnym to nie przyjemność. 
WordPress plugin

I tu przypomina mi się historia pewnego znajomego, który pracował jako opiekun w niemieckiej noclegowni dla ludzi bezdomnych. Wyleciał z pracy, bo mieszkańcy poskarżyli się, że odmówił pójścia nocą po pizzę i piwo. Myślę, że najlepsze oceny wystawiać nam będą, jak nie będziemy wyganiać z łóżek do pracy lub jej szukania, pozwolimy pić i ćpać, zapewnimy wikt/luksusowy/ i opierunek oraz sprzątaczki nie oczekując nic w zamian i umożliwimy życie parami. Można by dołożyć jeszcze  wynagrodzenie za sam fakt mieszkania w schronisku. W końcu odszkodowanie się należy. I osobne pokoje z łazienką. czemu nie. Dajcie nam na to kasę, sama pójdę jako mieszkanka do takiego schroniska.
Absurdy za pieniądze przeznaczone na pomoc wprowadzane przez ludzi, którzy o pomocy społecznej nie mają pojęcia. I do tego krzywdzące samych bezdomnych, bo trzeba zrobić wszystko, żeby ze swojej sytuacji wyszli, a to wymaga często lat i żelaznej konsekwencji. Czasami niejako wbrew im samym. 
Jesteście zadowoleni? Paryż

Nie zmieścił się w standardach-Bruksela

W rzeczywistości bowiem trzeba być albo cynicznym/nie posądzam/ albo niemądrym, żeby tak podchodzić do problemu. Praca z ludźmi pokrzywdzonymi to nie fabryka, w której efektem wymiernym jest dobra jakość towaru i sprzedaż. Czekamy na dalsze twórcze pomysły urzędników miejskich mające polepszyć los bezdomnych
Skądinąd- każdy mieszkaniec schroniska ma wiele możliwości, żeby się poskarżyć, jeśli uważa się za skrzywdzonego. I wielu to robi, bo albo lubią albo są chorzy. Bywa, choć rzadko, że skarga jest zasadna.  Ale na każdą skargę trzeba reagować. Toć żyjemy w demokracji. A że oprócz praw ma się obowiązki? Cóż, to drobny szczegół. 

Mam taki pomysł. Są firmy, które organizują wolontariat dla pracowników. Pisałam o tym. Daje to wiele obu stronom. Może by urzędnicy biur od pomocy społecznej przyszli jako wolontariusze do schronisk? Da to wiele. Obu stronom.


Nad-obowiązkowo

św. Ludwik Guanella 1842-1915

Małemu chłopcu Matka Boża ukazała przyszłe życie: „To wszystko zrobisz dla ubogich”. W czasach walki z Kościołem zakładał we Włoszech domy dla sierot i niepełnosprawnych, szkoły dla ubogich dzieci. Specjalnie zdobył uprawnienia nauczyciela, choć często zabraniano mu, jako katolickiemu księdzu uczyć. Budowane domy dla niepełnosprawnych też zamykano i nawet podpalono. Zaczynał od nowa. Ufał bezgranicznie Opatrzności. Kiedy przełożona jednego z domów sygnalizowała, że nie ma nic do jedzenia dla podopiecznych, powiedział: „Siostro, jest dopiero 11.30. Opatrzność ma jeszcze pół godziny”.  Dzieci poszły się więc modlić, a pod dom zajechał wózek z workami ryżu. Jednocześnie uczył kapłanów-członków zgromadzenia, które założył, że „Sługa Miłosierdzia powinien każdego wieczoru kłaść się do łóżka tak zmęczony, żeby myślał, że go obito”. Osuszył dzięki pracy podopiecznych bagnisty teren, który dostał za darmo, bo był bezużyteczny i wybudował ośrodek, a część działek sprzedał zdobywając pieniądze na swoją działalność. Nawet medal za to dostał! Upośledzone umysłowo dzieci nazywał „dobrymi chłopcami” unikając słowa „upośledzenie. Zbierał wokół siebie wszelką nędzę i odrzucenie. Nazywał je największymi skarbami Kościoła. 
Kiedy zapytał papieża Piusa X /swojego przyjaciela/ czy może nazwać kolejny dom dla upośledzonych jego imieniem, papież ochoczo się zgodził: „Tak, tak, postaw mnie na czele swoich opóźnionych w rozwoju, uwiecznij mnie poprzez nich.” 
Czy dzisiaj facet jak on jest potrzebny? Potrzeba tysięcy!!! I bab też.