w Krzyżtoporze

Kolejna, już w tym sezonie ostatnia grupa mieszkańców naszych domów w Warszawie wczasuje w Nagorzycach. Pogoda taka sobie, ale za to można jeść i spać do woli. Choć dwie krótkie wycieczki udało się zrobić. Dla ludzi żyjących na co dzień w wieloosobowych salach warszawskich domów, w ciasnocie, to chwila przerwy i oddechu.
Powoli ruszają zajęcia w świetlicy. Muzyczne będą przez chwilę w siłowni. Chętnych mnóstwo, ale miejsca mało. Mamy obiecane kontenery od niezastąpionego Pana od Kontenerów.

Dzisiaj w Zochcinie zebranie w sprawie wiatraków. Lobby inwestora jest świetnie zorganizowane, ludzie niedoinformowani lub nie informowani dotychczas przez Władzę o zaletach i wadach oraz ryzyku. Natomiast inwestor, otrzaskany z podobnymi sytuacjami w innych rejonach doskonale wie, jak sprzedać swoją wizję i działalność. Jest na świecie i w Polsce mnóstwo wątpliwości co do sławnych wiatraków i ich wpływu na środowisko i zdrowie ludzi. Jasne, że inwestor o tym nie mówi, a gminy licząc na szybki i stabilny dochód z podatków nie są zainteresowane dialogiem ze społecznością mogącą wnieść sprzeciw. Oby się nie przeliczyły. Tak robi się w wielu gminach. Cóż, społeczeństwo obywatelskie rodzi się z trudem, a pieniądz jest często silniejszy niż dobro wspólne i dialog. Nie miejmy zbyt wielu złudzeń co do osoby panującej nad światem.

To Pan Forsa. Na tyle, na ile mu pozwalamy, rzecz jasna.
Było gorąco, ale taki mamy lokalny temperament. Na koniec okazało się, że to moja wina, te wiatraki i że skłócam ludzi. Przeciwnicy inwestycji, a ludzie tu się znają, są albo zastraszani albo też przedstawiani jako ciemnogród. Nie ma ustaw bezpośrednio regulujących odległość wiatraków od domów. W wielu krajach są. Dlaczego nie ma? Z dwóch powodów: lobby „wiatraczne” i wygoda władzy, która konieczność pozyskiwania energii odnawialnej spuszcza na samorządy. I przymyka oko na ew.szkodliwość i uciążliwość dla konkretnych ludzi w konkretnych domach. Dla ułatwienia dodam, że prąd z wiatraków jest bardzo drogi i dopłacamy do niego wszyscy. Resztę można doczytać, pełno w internecie. Tyle o wiatrakach, choć ważki temat, bo wychodzi spod niego wiele informacji o współczesnym świecie i nas samych.
Ale życie się toczy, warzywa trzeba z pola zebrać, remonty pokończyć, chłopak, którego choroba zmusiła do przerwania nauki- wrócił do szkoły dzięki pomocy naszego Doktora od Głowy, kasy szukać, psy nakarmić.Pierony, nic nie chcą jeść, tylko „baskę” czyli kiełbaskę z arturowych kanapek, co sprawia, że muszę mu dokładać na bułeczki, a jak odganiam sieściuchy, to wrzeszczy, Artur rzecz jasna: „daj peska jeść”. I wychodzę na zwierzęcego tyrana. Samochody poreperować, transport z darami przyjąć/20 t tir/, na które czekamy jak na zbawienie, bo cieniutko przędziemy. A do szkoły to nam tylko jedno dziecko zostało. Ufff!!! No i dwójka przedszkolaków w Jankowicach, dzieci Agnieszki i Andrzeja. Lekarzy, szpitale i komisje lekarskie pozałatwiać, gaśnice certyfikować i ……wiele innych.
I ks.Jacek z wyprawy do Warszawy przywiózł…..relikwie bł. Jana Pawła II. Jak to zrobił nie wiem, ale wiem, że JPII załatwił nam wiele spraw, w tym poprawę zdrowia chorych. Będą nam przypominać o wielkości duchowej Papieża i o tym, że nasi bracia, którzy są już w Niebie nie zostawiają nas samych tu na ziemi. I że święci, to byli ludzie z krwi i kości, jak każdy z nas, a nie od urodzenia bezcielesne aniołki bez wad, pokus i ludzkich potrzeb, radości oraz cierpienia.
Nad-obowiązkowo

Papież Paweł VI niesiony w lektyce

Papież głośno rozmyśla przy licznych współpracownikach: – Co ja zrobię z tymi sedia gestatoria (lektykami papieskimi)? Kurzą się, miejsce zajmują. Paweł VI sprzedał tiarę i pieniądze rozdał ubogim, ale komu ja to sprzedam? Wiem… (i tu pada nazwisko jednego z polskich biskupów). 



Podryw na księdza
Pewnego razu Karol Wortyła wybrał się na samotną wycieczkę w góry. Ubrany sportowo, wyglądał tak, jak wielu innych turystów. W trakcie wędrówki spostrzegł, że zapomniał zegarka, podszedł więc do opalającej się na uboczu młodej kobiety i już miał zapytać o godzinę, gdy ta uśmiechnęła się. – Zapomniał pan zegarka, co? – A skąd pani wie? – zapytał zaskoczony Wojtyła. – Z doświadczenia – odrzekła – Jest pan dziś już dziesiątym mężczyzną, który zapomniał zegarka. Zaczyna się od zegarka, potem proponuje się winko, wieczorem dansing… – Ależ proszę pani, ja jestem księdzem – przerwał jej zawstydzony Wojtyła – Wie pan – odpowiedziała rozbawiona nieznajoma – podrywano mnie w różny sposób, ale na księdza to pierwszy raz. /Kwiatki Jana Pawła II/
Swoją drogą ciekawa jest ewolucja papieskich środków poruszania się w historii.
Na poważnie
Kościół uważa, że orędzie społeczne Ewangelii nie powinno być traktowane jako teoria, ale przede wszystkim jako podstawa działania i zachęta do niego. Pod wpływem tego orędzia niektórzy z pierwszych chrześcijan rozdawali swe dobra ubogim, dając świadectwo, że nawet między ludźmi różnego pochodzenia społecznego możliwe jest pokojowe i solidarne współżycie. Czerpiąc w ciągu wieków moc z Ewangelii, mnisi uprawiali ziemię, zakonnicy i zakonnice zakładali szpitale i przytułki dla ubogich, członkowie bractw religijnych oraz mężczyźni i kobiety wszelkiego stanu nieśli pomoc ludziom potrzebującym i upośledzonym społecznie, przekonani, że słowa Chrystusa: „Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili” (Mt 25, 40), nie powinny pozostawać pobożnym życzeniem, ale muszą skłaniać do konkretnego działania.JPII