Wiele osób prosi nas o modlitwę. Dziękujemy za to, bo w ten sposób uczestniczymy w wielkim tchnieniu Ducha i Kościele. I modlimy się, tutaj w Zochcinie. Myślę, że można krąg ów poszerzyć i zrobić skrzynkę modlitw, do której kto chce – wpisywać będzie intencje, a ten kto chce- modlić się będzie razem z nami. Zatem zabieram się za to, co zajmie mi chwilę. Żeby nie pozostawiać jednak pustki po dzisiejszym blogowym spotkaniu – kilka wiadomości.
Ksiądz Jacek jedzie do Krakowa, gdzie będzie mówił homilie w kościele, a Józio z Adamem sprzedawali nasze przetwory. Kraków niech szykuje kasę, zwłaszcza, że niektóre hity się kończą.
Szykujemy się do wizyty młodzieży niepełnosprawnej z opiekunami. Już prawie wszystko gotowe. W Warszawie tłok. Zwłaszcza kobiet jest bardzo dużo. Młodzież z Nagorzyc zaczyna znów jazdy na basen pod wodzą Janka i Magdy.
Kot jest tak tłusty, że nie wchodzi po schodach. Odkryłam,że jest to skutek konkurencji z Felkiem, Arturowym pupilem. Kocisko nie może znieść tego psiaka i wyjada mu z miski, kiedy Felek śpi w objęciach Artura. Ale swojej nie da ruszyć. I co? Wolny rynek górą, ale słabszy dostaje w tyłek. Norma! Robię za asystenta socjalnego i pilnuję sprawiedliwości społecznej, czekając aż pies zje spokojnie swoją porcję.
Aha, udało mi się wreszcie napisać nasz biuletynek, który rozsyłamy do Przyjaciół. Nie przypuszczałam, że poprzez sprawność budowniczego, montera, napraw AGD, matki, kierowcy, żebraczki, praczki, sprzątaczki, pyskaczki /kiedy trzeba walczyć, bardzo trudna sprawność!/ skończę jako pisząca. A miało być tak fajnie! Tylko u nas takie możliwości kursów doszkalających. Trzeba jednak stale powracać do celu szkoleń.
Nad-obowiązkowo
Starzec Sylwan/1866-1938/, mnich z Góry Atos zarządzał licznymi warsztatami swojego klasztoru. Zatrudnieni tam byli młodzi Rosjanie, którzy wyjeżdżali na emigrację zarobkową. Kiedyś przyszli do niego inni mnisi z zapytaniem: „Jak to się dzieje, że twoi robotnicy tak dobrze pracują, choć ich nie pilnujesz, a my mamy kłopoty z utrzymaniem dyscypliny?”
„Nie wiem- odpowiedział. Ja po prostu codziennie rano, przed pracą modlę się chwilę z nimi, potem przydzielam im zadania, wracam do celi i modlę się za każdego. Przedstawiam Panu ich żony, ich dzieci, wchodzę niejako w miłość Boga do każdego z nich i tak trwam, póki nie skończą pracy. Mówię: popatrz Panie na Mikołaja. Jest młody, ma zaledwie 20 lat, a musiał opuścić żonę i dziecko. Wejrzyj na jego cierpienie, otaczaj miłością tych, których zostawił, strzeż ich. Niech wróci bezpiecznie do domu z pieniędzmi, ale także z radością i miłością, gotowy do walki z przeciwnościami losu. I tak powtarzam o każdym, aż łzy miłości zstępują w głąb mojej duszy.
I mówił: na początku modliłem się ze łzami współczucia dla Mikołaja, ale z biegiem czasu zobaczyłem ich zanurzonych w strumieniu miłości Bożej i sam byłem w tym strumieniu. I tak wymieniam każdego z pracujących, aż do zakończenia dnia. Na koniec idę do nich, modlimy się razem i żegnam ich w pokoju.”
klasztor św. Panteleimona, w którym żył św. Sylwan
