Codzienna krzątanina- pranie, telefony, kąpanie Artura, ekipy remontowe i sianie trawy. Jeszcze po drodze awanturka z młodym, który ma trudności z normalnym, nie wymagamy grzecznego, zachowaniem wobec innych. Bieganie pomiędzy domami, których w Zochcinie przybywa. Jak się zapomni papieru toaletowego biorąc z magazynu cukier, to trzeba śmigać kilkaset metrów. Dobre do tego są dzieci, ale dzieci w internatach.

Dostaliśmy niezwykle mądre pismo od Agencji Rolnej. Z treści tego pisma zrozumieliśmy tylko, że jakiś urzędnik decydujący o wielkości dopłat rolnych się pomylił/lub nie, bo sprawa będzie w  sądzie./ W czym się pomylił- niestety nie napisano, to znaczy wymieniono kilka artykułów i paragrafów ustaw. Inżynier zadzwonił do Kielc i po wielu trudach wydobył z panienki informację, że jest różnica między obszarem upraw wynikającym z mapy, a zdjęciami z satelity. Owa różnica wynosi ok.1%, co w przeliczeniu na nasze dopłaty wynosi ok.30 zł. Ile wynosi koszt pracy: urzędnika piszącego bełkotliwy list, z którego żaden rolnik nic nie zrozumie, bo musiałby mieć kilka kodeksów prawa pod ręką, oraz koszt owej rozprawy? Zwłaszcza, że zdjęcia z satelity nie są dokładne, bo wystarczą drzewa na miedzy, żeby zmienić obraz. Ale ilu urzędników ma robotę! Za czyje? Podpowiadam: wprowadzić współczynnik błędu związany z takimi różnicami.
 Taniej. Ale chyba nie o to chodzi. Za państwowe można poszaleć. Co to ma wspólnego z Ewangelią? Bardzo wiele. Po pierwsze, jeśli pisze się list do kogoś, to tak, żeby odbiorca mógł go zrozumieć. To kwestia szacunku. Po drugie – pieniądze nie spadają z nieba. I bez względu na to, czy są moje prywatne, czy wspólne, są owocem czyjegoś wysiłku /wyłączając sytuację np.kradzieży/ i stoją za nimi zmęczone twarze ludzkie. Należy je szanować. Szanować, nie wielbić. Odpowiednio użyte mogą zrobić wiele dobrego.
   kasa z nieba spada tylko w bajkach