Jestem w szoku. Miłym. Późnym popołudniem, czyli dobrze po godzinach pracy, zadzwoniła zatroskana kierowniczka pewnego Ośrodka Pomocy Społecznej z zapytaniem, czy, zgodnie z umową, dowieziono ze szpitala jej podopiecznego, starszego człowieka. Chcielibyśmy być w takich szokach jak najczęściej.
Doszłyśmy z ową panią szybko do wspólnego wniosku: są zawody szczególne, które są jednocześnie powołaniem. W każdym miejscu trzeba być porządnym człowiekiem, ale są takie, w których trzeba być człowiekiem bardzo porządnym.
Mój ojciec, który był lekarzem, mawiał: są trzy zawody, w których trzeba pracować dobrze bez względu na zapłatę. Ksiądz, nauczyciel i lekarz. Ja bym dodała jeszcze kilka, a wszystkie związane bezpośrednio ze słabszym, zależnym od nas człowiekiem.
Powołanie na ogół kojarzymy z kapłaństwem albo zakonem. Nic bardziej mylnego. Powołanie to wezwanie do jakiegoś zadania. Może być do kelnerstwa, macierzyństwa, albo do kładzenia asfaltu tak, żeby się na nim ktoś nie zabił.
Żeby znaleźć powołanie trzeba usłyszeć wezwanie. A ono jest dla wszystkich w swojej głębi jedno: „Pójdź za Mną”. Potem drogi są rozliczne.
Wielu chrześcijan odpuszcza sobie, zrzucając owo pójście na księży czy zakonnice. Wielu księży, zakonnic uważa, że jak już raz poszło, to dalej samo poleci. No i leci. W dół.
Wielu małżonków kończy wędrówkę w dniu, w którym dopiero trzeba zacząć. W dniu ślubu.
Jak się nie idzie, to się dojdzie.
