Wpadłam na chwilę do naszej świetlicy w Nagorzycach. Pełno dzieciaków i młodzieży. Kończyły się zajęcia teatralne, zaczynała próba jasełek. Pani od teatru dojeżdża prawie 50 km spod Kielc. Jako wolontariuszka!
Życie tam wre.Taki widok to nagroda za obłędną pracę przy remoncie budynku i zdobywaniu kasy na utrzymanie. Ale najbardziej cieszy, że rodzicom chce się przyprowadzać dzieci. Oczywiście młodsze, bo starsze przychodzą same. I z  tej zakopanej w śniegu wioski płynie światło. W sobotę zawita do nas Uniwersytet Dziecięcy z Warszawy z pokazami tajemnic właśnie światła. Poziom mamy naprawdę wysoki!
Targ w Opatowie jest niezastąpiony. Kupisz tu siekierę – taką prawdziwą, piekarnik do ciast, grzybki, chrzan i wszelakie dobra, które w supermarketach kosztują drożej a smakują gorzej. Jeszcze takie targi w Polsce istnieją. Ja ograniczyłam się do owego piekarnika i siekiery. Rzemieślnicza konstrukcja, niezwykle przydatna kiedy mamy kilkanaście ciast do zrobienia. Tego mieszczuchy nie znają. Nasze ciasta nigdy nie są spalone.
Dzisiaj rozmawialiśmy w kaplicy o tym, po czym można rozpoznać Zbawiciela. Po  dobru, które nas spotyka. Inżynier z Mikołajem przywiózł wędlinę spod Krakowa, ksiądz Jacek – korpusy i skrzydełka kurze spod Kielc. Hasło firmy, która nam to ofiarowuje: „Rozbieramy do rosołu”. Dowcipne. Trochę słoninki   jutro dostaną sikorki.  Kilka osób dało warzywa. W piątek  należna część dotrze do warszawskich domów. Tam jest koło 200 osób do nakarmienia. W Tarnobrzegu młodzież zbiera żywność w supermarketach. Przed Bożym Narodzeniem wszyscy chętniej dzielimy się z innymi. To jest sukces Pana Jezusa. Całkiem niemały. A my robimy zapasy na chude następne miesiące.
Św. Mikołaj – nowy patron kaplicy schroniska dla chorych spisuje się dzielnie, choć jak wiadomo działa bez zezwolenia Arcybiskupa, bo nie mamy na to papierka. Nowa pralka dotrze tam jutro. O suszarce też pomyślał. Ma przyjść z ambasady kraju wcale nie chrześcijańskiego. Solidarność ze słabszymi nie zna granic. Także religijnych.
W ten sposób nasza śnieżna pustynia wcale nie jest pusta. W małej kaplicy, choć realnie jest nas kilka osób, panuje tłok. To wszyscy, którzy związani są z nami życzliwością, wspólną pracą, pomocą. To już nie setki, a tysiące ludzi. Różnych ras, religii, wyznań i bez- religijnych, młodych i starych. Może to jest jeden z cudów? Może po tym Go trzeba poznawać?
 
  
  kaplica w Zochcinie