Kupuję wkręty do drewna w zaprzyjaźnionym sklepie w Opatowie. Zaprzyjaźniony chyba bardziej niż wszelkie inne, bo non stop coś klecimy i poprawiamy. Właściciel żartem: „Taka piękna pogoda, siostra by sobie pomedytowała, a tu śrubki siostra kupuje”. Właśnie byłam w trasie pomiędzy naszymi trzema domami. Z głową pełną różnych niezwykle ważnych myśli. A tu taka propozycja nie do odrzucenia. No i zaczęłam medytować w samochodzie. Bo przecież można śrubki kupować i medytować. Zwłaszcza, że śrubki miały cel iście pobożny- do kaplicznych kinkietów.
W przedszkolu dzieciaki uczyły się wierszyków. Teraz przedszkolaków nie wolno uczyć literek. No to nie uczymy. My się bawimy. Jeszcze nie dano wytycznych jakiego kształtu ma być zabawka i jak długi ogon ma mieć pluszowa małpka, żeby było według norm UE.
Niestety wiele dzieci pozostaje poza naszym przedszkolem, bo mamy za mało miejsca. Wg norm starcza na dwanaścioro.Musimy rodzicom odmawiać. Zgodnie z normami dzieciaki siedzą więc w domu.
W świetlicy zajęcia wszelkie idą pełną parą. Remont strychów w Nagorzycach stoi, bo panowie kończą prace polowe w obawie przed deszczem.
Pan Zbyszek, co to wyleciał z Jankowic miesiąc temu za pijaństwo – właśnie wrócił. Niestety sanatorium pod chmurką sprawiło, że schorowany. To norma. Doprowadzamy do ładu, potem, latem, albo wędruje się w Polskę, choć czasem także do obcych krajów, w końcu jesteśmy w Unii, albo wypraszamy za alkohol. No i powroty jesienne. Nasi bracia bezdomni to trudna rodzina.
I ta nasza medytacja i kontemplacja musi się pośród śrubek, prania, zaopatrzenia, opatrywania ran i wszelkich przyziemnych prac prześlizgiwać.
św. Teresa z Avila swoim młodym, lekko egzaltowanym siostrom mówiła:
„Można tak kontemplować, żeby nie przypalić jajecznicy”.
„Niech Bóg ci wybaczy, bracie Janie, nie tylko żeś mnie namalował, ale że namalowałeś mnie brzydką i z paskudnymi oczami”.
Uwielbiam tę kobietę. To był XVI wiek!
