Miastowi nie znają tego problemu. Zbliża się jesień i nasze siostry myszy wciskają się do domów każdą mysią dziurką. Duże i małe, domowe i polne, wygryzają ścianki gipsowe i ścielą gniazda z wełny mineralnej ocieplającej domy. I wszystko byłoby dobrze, gdyby nie zabierały się za dokumenty, ubrania i elektryczne kable. Ostatnio nadgryzły….dekret arcybiskupa./pardon, Ekscelencjo!/
Niech nam wybaczy św.Marcin de Porres nasze działania obronne.  On myszki dokarmiał, a kiedy współbracia Dominikanie nie podzielali jego miłości do wszelkiego stworzenia, zawarł z nimi, czyli myszkami umowę: będę was karmił pod warunkiem, że nie włazicie do klasztoru.
  
Ten człowiek zresztą był cały niesamowity. Tatuś Hiszpan go nie lubił za kolor skóry- mama była Murzynką. Dominikanie nie chcieli go przyjąć na brata zakonnego, bo był nieślubnym dzieckiem. Ale w końcu go przyjęli, a nawet – uczynili po latach przełożonym. Studiów marketingu nie skończył, a jego jednoosobowy 'bieda biznes” wspierał dziennie 160 nędzarzy, a według wyliczeń skrupulatnych buchalterów- tygodniowo wydawał na to ok 2000 USD.
Jak mu zamykali drzwi do chorych, to przenikał przez nie. Nie tracąc czasu na podróże, dzięki darowi bilokacji zjawiał się przy cierpiących daleko od Limy, której nigdy nie opuszczał. Zawszonych i zarobaczonych nędzarzy kładł we własnym łóżku. Kiedy nie miał kasy na wykup niewolników, zaproponował przełożonym, żeby go sprzedali jako niewolnika i za to wykupili innych.
No, wiele się modlił i umartwiał /czy ktoś wie, co oznacza jeszcze to ostatnie słowo?/ Ale ciężko harował – żebrząc na żebraków, lecząc chorych, tworząc sierocińce i zamiatając w klasztorze.
  
Nawet w czasach podziałów rasowych i klasowych / wiek XVI/ w skolonizowanym Peru ten gość pokazał klasę.
A u nas- pewien ksiądz pracuje w schronisku dla chorych i ….myje, przebiera, karmi.  Dlaczego nas to dziwi? A potem spowiada i odprawia mszę św.  
Podobno, kiedy modlimy się za wstawiennictwem św. Marcina i zobaczymy mysz, czego nie należy mylić z widokiem białych myszek po pijaństwie, to oznacza, że nasza modlitwa została wysłuchana. My na razie wstrzymujemy się od jego pośrednictwa, bo wolimy myszy nie widzieć.