Kiedyś przeszłam szybki kurs cerowania skarpetek. Umiejętność zapomniana i dziś nieprzydatna. Musiałam zacerować skarpety małego kuzyna. W górskim schronisku w pełni zimy – nie było wyjścia: palce i pięty w butach narciarskich miał gołe. Z zajęć szwalniczych to jest koniec moich umiejętności.
Rozdarcie świata odczuwamy boleśnie na co dzień. Młodzi i starzy rozdarci wewnętrznie, błędni rycerze poszukujący szczęścia i miłości, ciągle nienasyceni, bo szukający obok. Nasza wspólnota jest jednym z takich miejsc, gdzie Bóg leczy rany. Ale blizny pozostają. I mam wrażenie, że spędzamy życie na cerowaniu i łataniu dziur. Ktoś, kto nigdy nie chodził w połatanej odzieży może pogardzać biedakiem w zacerowanej kurtce. Jezus przestrzega jednak tych w markowych, /duchowych/ ciuchach: „Ostatni będą pierwszymi” „
To po co my się tak staramy- zapytały kiedyś siostry zakonne rekolekcjonistę, -skoro celnicy i grzesznicy nas i tak wyprzedzą do Królestwa?”
Otóż do nieba nie idzie się samemu. I to staranie nie może być tylko dbaniem o ogródek własnej duszy czyli swoje ciuchy. Trzeba zacerować ubrania innych, żeby też mogli stanąć w komnacie Króla.
Nawiasem – matka św. Jana Bosco, prosta, wiejska kobieta, spędziła wiele lat na cerowaniu podartych ubrań chłopców, którymi syn się opiekował. On cerował dusze, ona skarpety.