Na zakończenie dnia, w którym lawirowanie między telefonami, zakupami na kolonie/jutro wyjazd/, przedzieranie się pomiędzy licznymi dziećmi i wnukami zapełniającymi każdy kąt i papierami przypominało slalom gigant – popsuła się pompa od hydroforu. Uznawszy, że Pan Bóg może jeszcze coś dołożyć – na wszelki wypadek idę spać. Lepiej Mu zniknąć z oczu. A elektryk i tak przyjdzie dopiero jutro koło 10-tej.Ranek na sucho będzie trudny. Pozdrawiam.
