Pewien znajomy, bardzo posunięty w latach ksiądz wybudował przed laty schronisko dla bezdomnych, starych ludzi ze wsi. Krok po kroku, często własnymi rękoma. Kilka lat temu postanowił, w wieku, w którym większość ludzi oddaje się rozkoszom starości – wybudować dom jeszcze lepszy, wygodniejszy i większy. I praktycznie tego dokonał. Na głębokiej wsi stanął piękny budynek. Sił ma ksiądz coraz mniej, ale ducha- oj, mocnego. No i same kłopoty. Jednym z nich jest ćwiczenie w wymiarze sprawiedliwości. Polega to na tym, że jeden z byłych mieszkańców ogarnięty zapałem twórczym pisze na owego księdza donosy. A machina owego wymiaru porusza tryby i pan policjant pracowicie przesłuchuje mieszkających w domu staruszków, którzy  nie rozumieją o co właściwie  chodzi. Takie numery ćwiczą wszystkie organizacje pomagające ludziom bezdomnym. Kiedy prowadziliśmy dom w Belgii proces przeciwko nam trwał ponad 2 lata. W końcu sąd uznał łaskawie, że sprzątanie /po sobie/ i zmywanie naczyń/po sobie/ nie jest pracą niewolniczą. Akta miały z dziesięć tomów. Niektóre osoby, zaburzone psychicznie piszą i piszą. Mamy taką panią w domu. Lubi  korespondować z Komendą Główną Policji. Na szczęście treść listów wskazuje jednoznacznie na problemy nadawcy, ale i tak kłopotu jest trochę. Urząd ma obowiązek zareagować, bo, a nuż. …
Rzecz w tym , że oprócz osób zaburzonych psychicznie, wiele innych nie może pojąć, że prawa zaczynają się od obowiązków. A osoba bezdomna ma takie same jak każdy inny obywatel. I nie wolno jej fałszywie oskarżać innych ludzi.
A  adresatom skarg brakuje czasem zwykłego, zdrowego rozsądku. Za jego brak obywatele Belgii zapłacili drogo. Dwuletni proces kosztować musiał podatnika niemało. Ale płacą także ci, którzy poświęcają czas, zdrowie żeby pomagać innym. A to nie jest sprawiedliwe. Jedyna roztropna reakcja na donosik, na napisanie którego dałam sama maszynę do pisania, to fakt, że Ks. Prymas odesłał list z adnotacją: mam wrażenie, że nadawca ma problemy z głową. Śmiechu było trochę, ale to była prawda. A maszynę dałam, bo pani bez napisania paru słówek donosu nie mogła usnąć. Trzeba było bliźniemu ulżyć w cierpieniu.
I jeszcze anegdotka: pani z pomocy społecznej błagała nas kiedyś, żebyśmy nie przyjmowali pewnego pana. Chodziło o to, że miał  nałóg pisania skarg, a urząd musiał wdrażać procedury i każdą z powagą rozpatrywać. Obleciał już wszystkie schroniska w województwie i wszędzie to samo. Gdybyśmy go nie przyjęli, to musiałby się przenieść na inny teren i kłopot poszedłby za nim.
„Nie mów fałszywego świadectwa przeciw bliźniemu swemu.” /ósme przykazanie/.