Po wielu pracowitych nocach i dniach przeszłam wieczorem przez podwórko. Wcale nie bezinteresownie, tylko żeby pozamykać okna w samochodzie. I usłyszałam świerszcze. Zupełnie bezinteresownie, przynajmniej z ludzkiego punktu widzenia, grające swoją muzykę spokojnie słuchającym gwiazdom.
Odebrawszy tę lekcję – przeszłam się bez celu po ogrodzie.

Mam dziwne wrażenie, że to był najlepszy uczynek, jaki dzisiaj zrobiłam. Chociaż pracowałam cały dzień „dla dobra ludzkości” . W hałasie włączonego przez Artura telewizora. Tym razem miał rzut na stację informacyjną. Wiadomości podawane non stop, tonem na przemian dramatycznym i podnieconym, o awanturach pomiędzy jakimiś ludźmi o sprawy dalekie od życia Kamila, Zygmunta, pani Eli, poparzonego Piotrusia czy Artura jak dalekie są od nas gwiazdy na niebie. O sprawy, które inni chcą nam narzucić jako najważniejsze. O sprawy, o których jutro nikt nie będzie pamiętał. A najważniejsza jest miłość. To powiedziała św. Teresa od Dzieciątka Jezus, ale najpierw mówił jej Nauczyciel. I dlatego do grobu tej małej, niepozornej dziewczyny, która zmarła młodo na gruźlicę w niewielkim klasztorze w Normandii, od stu lat pielgrzymują tłumy. A ona tam prała, sprzątała i opiekowała się zgryźliwą staruszką. Z miłością. Błogosławieni cisi…..albowiem oni na własność posiądą ziemię. /Jezus Chrystus/ Tak, na końcu władza będzie w ich rękach. Myślę, że  w niebie będzie specjalny oddział dla polityków i dziennikarzy. Za dźwiękochłonnymi drzwiami, w specjalnej strefie dalekiej od innych,  studio telewizyjne nadające całą wieczność ich przemówienia. Jedynymi widzami będą oni sami. Skoro to im daje szczęście, to niech mają. Reszta będzie miała ciekawsze zajęcie- bycie z Miłością Boga.