Niewielka informacja prasowa: w Warszawie zaczęły pracę asystentki rodzinne- maja wspierać rodziny z problemami tak, żeby uniknąć konieczności odbierania dzieci. Docelowo planuje się likwidację domów dziecka i zwiększenie liczby rodzinnych domów dziecka.
Nasz Kamilek właśnie zawitał w Zochcinie. Jako dziecko był z mamą i siostrą w naszym domu dla matek w Brwinowie dość długo. Potem mama się z dziećmi wyprowadziła, a w końcu oddała je do domu dziecka. No i mamy 20 lat, liczne zakłady opiekuńcze i schroniska dla bezdomnych zaliczone. Nie umiemy nic, pracę zmienialiśmy 23 razy. Wreszcie- ostatnia szansa, Zochcin. Może tutaj Kamil się uspokoi i pomalutku zacznie żyć. Jedynym jego dobrym wspomnieniem z dzieciństwa jest Brwinów. Ma nawet jedno zdjęcie z tych czasów. Czy damy radę? My i on?
Przyjechał pewien ksiądz, pełen dobrej woli. Ma wspaniały dom, pokoje z łazienkami i chce przyjmować ludzi bezdomnych. Problem w tym, że to nie brak pokoi z łazienkami, ale relacji -czyni człowieka bezdomnym. Trzeba pokazać człowiekowi, że nam na nim zależy. A on nie tak znowu chętnie w to wierzy. Jak się było od zawsze numerem w kartotece, to trudno uwierzyć , że się jest Kamilem, Basią czy Zosią. Trudno także zrozumieć, co to w ogóle oznacza- „zależy mi na tobie”.To po prostu trzeba przeżyć. Razem. Granica między bidulem a domem, instytucją a wspólnotą.
A szalony słowik śpiewa nadal, choć ma chyba chrypkę. Trudno się dziwić. Noce są zimne.
