Witam serdecznie. Rzeczywistość przeszła moje oczekiwania. Od pierwszego dnia urlopu miałam grypę monstr, co znakomicie odcięło mi możliwość wszelkich rozmyślań i innych rozrywek. Choć przecież niegodziwych nie planowałam, ale widocznie stało się to na wszelki wypadek.
Oprócz tego, że nieoczekiwanie zabrakło oleju opałowego w Nagorzycach, to moja nieobecność nie przyniosła strat. Taki stan świadczy o dojrzałości całego naszego bieda biznesu i – mam nadzieję, jego stabilności. A olej Inżynier dolewał nocą dzbankiem do herbaty- z beczki. Dopiero następnego dnia dojechała cysterna. No cóż, panie już teraz wiedzą jak sprawdzać poziom w zbiornikach, bo przed wyjazdem oczywiście zadałam pytanie o stan.
Nawet kot, co zawsze opuszcza lokal jak mnie nie ma , wrócił, chociaż mocno sfilcowany. Za to teraz bezczelnie wykopuje mnie z łóżka. I Artur pilnuje mnie bez przerwy.
Przekopując się przez śniegi usiłujemy jednak normalnie żyć. Jutro zaczyna się remont kuchni w Jankowicach. Mimo, że dom pełen i zima, nie można już dłużej czekać.
Życie jak na zwolnionym filmie. I to jest łaska. Szansa powrotu do źródła.

„Gdybym miał pięćdziesiąt trzy minuty czasu – powiedział sobie Mały Książę – poszedłbym powolutku w kierunku studni…”