Johny Halliday śpiewał kiedyś o tym, że przez całe swoje życie zapominał żyć. /j’ai oublie de vivre/. Chrystus mówi trochę podobnie: Cóż przyjdzie człowiekowi, choćby cały świat pozyskał, a na duszy swej poniósł szkodę?
Ta szkoda na duszy, to może pustka powstała dlatego, że nie mamy już czasu na spokojne spojrzenie w niebo, uśmiech do życia, a nawet nie zauważamy, że nasze dzieci wyrosły i pies osiwiał na pysku. W pogoni za życiem tracimy życie, które jest tu i teraz, w chwili obecnej. Tajemnica poetów i świętych polega chyba na tym, że potrafią patrzeć i widzieć. I dzieci też.
W naszym naprawianiu świata też istnieje pokusa, żeby gnać do przodu i mieć efekt. Najlepiej przeliczalny na walutę. Zszywanie rozdartego świata na pewno polega na zmianie struktur, ale przede wszystkim na zalewaniu czarnych dziur podziałów miłością. Chrystus nie zakładał sierocińców i szkół. Jeśli je zakładamy w jego Imię, to po to, żeby tworzyć przestrzenie miłości i braterstwa. A tych nie da się wyliczyć wg taryfikatora.
Lecimy do psychologów, żeby nam polepszyli samopoczucie, a może zamiast tego wystarczyłoby, jak mówił Mały Książę- pójść powolutku w kierunku studni.
Kiedyś Tamara opowiadała mi, ze podczas adoracji Najśw. Sakramentu ma wrażenie, że obok monstrancji siedzi diabełek, który szepce: co ty tu robisz, to strata czasu, tyle można by zrobić dobrego w tej godzinie. Ale ile można stracić bez tej godziny?
