Wczoraj kapitalne spotkanie z kapitalnymi kobietami. Babki są młode, mają rodziny i dzieci lub jeszcze nie/rekordzistka ma czworo!/świetnie wykształcone, wszystkie piękne, a jakże! I nieźle w życiu ustawione. No i babkom się chce …..szukać czegoś więcej, czyli spotkać się razem, plotki wymienić, bo to część życia niezbędna do ludzkiego funkcjonowania, ale także rozmawiać na okropnie poważne tematy z ludźmi, których zapraszają. Ot tak, po prostu. Czyli latający /bo nie mają siedziby ani chyba formalnych struktur, tym lepiej!/ salon kobiecej elity. Tym razem w maleńkiej, sympatycznej kawiarni. Ten kraj żyje wbrew ponurym przepowiedniom.
Dzisiaj już było mniej przyjemnie, bo życie ma zawsze dwie strony, jak medal. Awantura z powiatowymi centrami pomocy społecznej, co powinny opiekować się dzieciakami wychodzącymi z domów dziecka i rodzin zastępczych. Oszczędzę szczegółów, ale wniosek od lat ten sam. Dzieciaku, radź sobie sam. No, zawrzało we mnie i w telefonie.
A na koniec, kiedy doczołgałam się do Zochcina, po drodze kupującodtwarzacz DVD dla zrozpaczonego Józia, któremu się ów sprzęt popsuł /dzięki księże Tischnerze!/ i próbowałam wreszcie coś zjeść, telefon z Nagorzyc. Dwóch milusińskich dziewiętnastolatków powyrywało kable od internetu, podeptało stół bilardowy i parę innych numerków łącznie z opluciem podłogi wykonało. Była to kara dla pani Kasi – wychowawczyni, za odmowę otwarcia siłowni, w której to przedwczoraj niszczyli wyposażenie. Tak to wykazali głęboką znajomość zasad demokracji, nie pozwalając odebrać sobie praw obywatelskich w postaci prawa do demolowania, poniżania i niszczenia cudzej pracy w cudzym domu lub inaczej- wspólnej własności. No cóż, przykład idzie z góry. Różne grupy, co im chcą odebrać przywileje, wykonują to samo na większą skalę.
Przecież siłownia mi się należy, powtarzali, Otóż się nie należy i szlaban na pół roku w zamian dostali. Siłowni nie ma jako prawa konstytucyjnego, drodzy chłopcy. Ani boisk, ani świetlicy. To dar, prezent, wspólna własność, którą trzeba uszanować. Cięęęęężko nam idzie ta nauka.
Dwa dni, dwa światy. Oddzielone przepaścią.
A Chrystus przyszedł pojednać świat. Każdy ma szansę zostać świętym. Chłopaki, nie załamujcie się!
Nad-obowiązkowo
![]() |
| 330-405 |
Św. Mojżesz Egipski zwany Czarnym, albo Mocnym, jeden z Ojców Pustyni, był bezwzględnym bandytą, zbiegiem z dworu królewskiego, szefem bandy siejącym na pustyni strach. Uciekając przed ścigającymi go ludźmi schronił się wśród pustelników. Ci, mimo, że nie mieli wątpliwości iż nie jest pobożnym pielgrzymem, przyjęli go, nakarmili i dali celę. Stopniowo, bandyta i gwałtownik odkrywał świat Chrystusa, miłości i przebaczenia. Wreszcie został mnichem, a w końcu kapłanem słynącym z pokory i łagodności. Ale trwało to długo, bo walczył ze sobą i swoim temperamentem zaciekle. Kiedy bracia naradzali się nad ukaraniem mnicha za ciężkie wykroczenia, wziął kosz, nasypał piasku, zarzucił sobie na plecy i tak przechadzał się wokół nich. Na pytanie zdziwionych odpowiedział, że jego grzechy są jak ten piasek, który rozsypuje się za nim, zatem nie ma prawa sądzić bliźniego. Mnisi sądzonemu współbratu przebaczyli. Zginął wraz z siedmioma braćmi z rąk innych bandytów. Spodziewając się ataku na klasztor rozesłał większość braci po pustyni, nie godząc się na zbrojny opór w klasztorze.
![]() |
| Ojcowie pustyni |
![]() |
| klasztor św.Pawła z Teb na pustyni |





