w Krzyżtoporze

tradycyjnie- foto na nagorzyckich schodach
„Żal wyjeżdżać”– to westchnienie jednej z pań, która była na nagorzyckich wczasach dla mieszkańców naszych domów. Myślę, że w przyszłym roku już nie będzie problemów z rekrutacją na taki odpoczynek. W środę byliśmy na Św. Krzyżu i w Krzyżtoporze, a w niedzielę w Bałtowie większą grupą, bo dołączyli zochciniacy, czyli ciężko pracujący w ciągu tygodnia mieszkańcy naszego domu w Zochcinie. W Bałtowie owym, co lat temu kilkanaście był nędzną wioską nad Kamienną, dinozaur  spadek zostawił. I jego odciśnięta łapa stała się kurą znoszącą złote jajka. Powstał ogromy dino-park z setkami rozrywek i pomysłów, w tym- zwierzyńcem, który zwiedza się specjalnym busem, jeżdżąc wśród rozwydrzonych zwierzaków zaglądających do okien. No i było pięknie. A na Św. Krzyżu porwał nas w opowieści ojciec misjonarz, co 31 lat spędził w Kamerunie, przetłumaczył tam Ewangelię na jeden z języków tubylczych i….zna świetnie naszą siostrę Catherine-Francuzkę ze Wspólnoty, pielęgniarkę, od 20 lat tam pracującą. Świat jest mały. Wszędzie znajomi.
Nasza rodzina, której remontujemy dom, zaszczytnie zasiada już na sedesie i myje ręce w umywalce. Sławojka przechodzi do historii. Na wszelki wypadek ją na koniec remontu rozbierzemy, żeby nie było pokusy powrotu do Egiptu. A jako ratunek dla innej rodziny – będzie kontener mieszkalny. W ten sposób Inżynier nie umrze na zawał z przepracowania i zdążymy  przed zimą. Na pomysł wpadł znajomy, co przypadkiem do nas zajechał. No i proszę, ja bym na to nie wpadła, choć w Warszawie korzystamy z kontenerów. Czyli nic nie jest przypadkowe.  Jutro dzwonię do naszego Przyjaciela od metalu i kontenerów. Trzymajcie kciuki, żeby miał coś na stanie. 
Jutro także idziemy z Arturem do Wysokiego Sądu. Wysoki dba o swojego obywatela i sprawdza jego „dobrostan”. Ja jestem opiekunem prawnym, więc się muszę opowiadać. To akurat słusznie. Mieliśmy sporo osób ubezwłasnowolnionych w naszych domach, których opiekunowie prawni nie tylko mieli w nosie ich los, ale wręcz wykorzystywali, przynajmniej materialnie. A odpowiednie sądy nie wykazywały zainteresowania. Nie wiem tylko, czy uda mi się zajechać do Wysokiego bez arturowego sprzętu rehabilitacyjnego, czyli kundla Felicjana. Kot da się zostawić w domu.
Aha! Odkryliśmy przypadkiem świetną rzecz, którą wymyślili energetycy. Otóż można za prąd płacić jak za doładowanie telefonu: wykupuje się za jakąś sumę i potem dopłaca na ile nas stać. Proste i pozwoli na uniknięcie zadłużenia, odcinania dostawy, komornika i ponownej instalacji licznika. Ileż to razy musieliśmy nie tylko ratować takiego dłużnika, ale wesprzeć w ponownym podłączeniu prądu. Dla biedaków to dobre rozwiązanie. Nareszcie dobra wiadomość. I druga, że ponoć od września tzw.zasiłki stałe, czyli dla osób niepełnosprawnych idą w górę. I ostania- że ciągle żyjemy, niejako wbrew naturze, co samo w sobie jest cudem. Przynajmniej ekonomicznym!

Nad-obowiązkowo 

Rada dla naszych księgowych:
Do rabina chełmskiego przychodzi miejscowy kupiec.
-Rabbi-woła od progu-Jestem doszczętnie zrujnowany!
-Sza,-ty się uspokój! Skąd wiesz, że jesteś zrujnowany?
-Ja to wiem z moich ksiąg handlowych.
-To dlaczego ich nie spalisz?

Mary Walsh
1850-1922
Młoda imigrantka z Irlandii, służąca, spotkała w slumsach na Manhattanie płaczące na schodach dziecko. Zaprowadziło ją to najpierw do nory, gdzie w otoczeniu kilkorga przestraszonych dzieci leżała kobieta tuląca martwego noworodka. I się zaczęło. Nie dość, że zorganizowała pomoc dla tej rodziny, żebrząc na ulicach o pieniądze, to poświęciła życie biedakom, z kobietami, które się do niej przyłączyły, pielęgnując chorych, piorąc i sprzątając w ich domach. Przygarnęła i wychowała dziewczynkę, odwiedzała najbardziej zakazane dzielnice, a także burdele, tłumacząc kiedyś policjantowi, zdumionemu widokiem zakonnicy opuszczającej rano ów przybytek: „Trzeba pamiętać, że ci ludzie też mają dusze”. Pomagała tysiącom. Bardzo dbała, żeby zarówno ubodzy jak i siostry mieli godziwy wypoczynek i wakacje. Wszystko to wyłącznie za pieniądze z niebiańskiego banku, które spływały nie zawsze natychmiast, tak, że siostry bywały bardziej głodne niż ich podopieczni. Pochodziła z ubogiej rodziny i nie kończyła studiów pomocy rodzinie. Nie kończyła żadnych.