No i wróciliśmy. Pogoda, zgodnie z umową z Szefową wyprawy- była piękna. Jak nie u nas- wszystko się udało. Autokary dojechały na czas w obie strony. Miejsce prześliczne, pełne spokoju i wymodlone. To się czuje. Matka Boża Pojednania z każdym z nas załatwiała swoje interesy. Gościnni Ojcowie Misjonarze Oblaci. Ksiądz, który nas oprowadzał po sanktuarium zna Wspólnotę z Kamerunu. To ci sami zakonnicy, którzy „trzymają” klasztor na Św.Krzyżu. Wokół kościoła i klasztoru ogromne tereny, pięknie utrzymane, nad samym Bugiem. Nasz lud ściśnięty na co dzień w zatłoczonych pokojach z piętrowymi łóżkami, odetchnął. Do nocy były opowieści o wrażeniach, przy kanapkach, których zostało mnóstwo. Warszawiacy mieli suplement- w ostatniej chwili przed wyjazdem ktoś im przyniósł luksusy- firmowe kanapki z jakiegoś cateringu. Już dzisiaj przekazuję podziękowania sponsorom, na prośbę uczestników pielgrzymki. Niektórzy wyjechali na wycieczkę pierwszy raz w życiu, a przynajmniej pierwszy od wielu lat. A pokolenia były wszystkie- od trzylatka po staruszków. Pracownicy, współpracownicy i mieszkańcy. Połowa naszego plemienia, czyli ponad 120 sztuk. Pobożni i mniej. Sprawni i niezupełnie. Plemię wędrujące w trudzie do wieczności z Bogiem. To była chwila przypomnienia.

