Powrót do domu to zawsze Artur pilnujący, żebym zdjęła buty, rozpakowała bagaż, powiesiła kurtkę i otworzyła komputer. Nie dlatego, że lubi porządek, tylko to są oznaki, że Gosia jest w domu i nigdzie nie wyjeżdża. Wreszcie usnął spokojnie. Sierściuchy w liczbie sztuk 3 wreszcie się uspokoiły, bo robiły wszystko, żeby pokazać, jak były maltretowane, głodzone i Bóg wie co jeszcze. Biedaki! Tłuste i bezczelne. Rybki jakby mówiły, to też by płakały, pękając z przeżarcia, nad swoim losem w czasie mojej nieobecności.  
Wszyscy lub prawie mi wszystko lub prawie poopowiadali. Teraz ja Wam mogę poopowiadać.
Że byłam u wspaniałych oo.Saletynów w Rzeszowie, a mieszkałam u ss.Saletynek. Stara, rozsypująca się chałupa pęka w szwach. Kościół nowy, ale dom dla wspólnoty w budowie, a stary ma pewnie ze sto lat. Chłopaki zarobione, tłumy młodych, dzieciaków, starych i średniaków plącze się po wszystkich kątach zakonnych przybytków. Wiatr Kościoła hula w korytarzach i o to chodzi. A że kilku solenizantów akurat było, to mi się trafił lepszy catering. Następnym razem pojadę tylko tam, gdzie będą w trakcie rekolekcji jakieś parafialne imieniny.Tak się rozpuściłam jak moje futrzaki.
Mówiłam o 3 adresach Boga, bo to podstawa wiary naszej, która w Miłość wierzy. 
W środę w nocy Artur usnął obok mnie, bo przyjechałam z Rzeszowa, ale obudził się obok Tamary, bo świtem wyjechałam do Warszawy. Tam konferencja TEDx, taka burza mózgów, ale pomysł świetny. Ma to być platforma spotkań z ludźmi, którzy w różnych dziedzinach wychodzą przed szereg lub potrafią do tego zachęcić. Miałam 12 minut na gadanie. Nie wiem, czy zachęciłam, ale bili brawa na stojąco. Panu Bogu bili, bo On tu być Szef. Znaczy Pan Bóg może się podobać młodym! Posiedzieliśmy z Tomaszem chwilkę, bo potem Boska TV przebierała nogami, żeby cosik powiedzieć na Wielki Tydzień. Od poniedziałku będą u nich moje na temat króciutkie uwagi dla ciekawych. I przez nich zgubiłam mój ukochany szalik, com go od mojego syna dostała. Paskudy jedne. Zdążyłam na wydechu odwiedzić naszą Przyjaciółkę, starszą, wspaniałą Panią, co zawsze coś z renty odkłada dla naszych braci, którzy odkładać już doprawdy nie mają z czego i św. Andrzeja Bobolę w kościele Jezuitów, bo to blisko. Załatwił mi dzisiaj ważną sprawę,  a prosiłam wczoraj. Szybki jest!  Jeszcze na Łopuszańskiej  spotkanie przy herbacie i cieście z moimi ze Wspólnoty i wróciłam wreszcie do Zochcina zapakowanym jak zwykle samochodem. Nasze życie polega na wożeniu wte i wewte różnych rzeczy oraz ludzi. Nigdy nie jeździ się „na pusto”. Specjaliści od logistyki transportu mogą nas  zatrudnić jako doradców. 
Generalnie w życiu jazda „na pusto” się nie opłaca. Jak już ktoś nas wsadził do tej bryki, co życiem się zwie, to załadujmy ją porządnie. Po prostu dobrocią. Wysiąść się i tak nie da, współpasażerów nie my dobieramy, więc niech chociaż będzie wszystkim miło. 
A ja zabieram się za porządną robotę. Koniec światowego życia. Właśnie Piotruś skończył świrować i jakimś cudem nie poszedł z domu na mróz, żeby nas zmusić do szukania siebie po nocy. Jaki uprzejmy chłopczyk. 

Nad-obowiązkowo

1300-1367
Bł. Jan Colombini- bogaty sieneński kupiec, znany z głowy do interesów i porywczego charakteru oraz małej empatii dla bliźnich. Raz wściekł się z powodu opóźnionej kolacji. Żona podała mu książkę o św.Marii Egipcjance, żeby go zawstydzić. Najpierw rzucił książką o ziemię, ale podniósł i zaczął czytać. Biedna kobieta! Efekt przerósł jej oczekiwania. Chłop zaczął sprzedawać najtaniej w mieście i płacił za towar drożej niż żądano. Znikał z domu odwiedzając chorych, trędowatych, rozdawał na prawo i lewo, własny dom zamienił w szpital i przytułek. Wreszcie rozdał wszystko i został po prostu żebrakiem, znanym z uczynków miłosierdzia i łagodnego charakteru. Wielu młodych przyłączyło się do niego chcąc służyć Jezusowi w ubogich. Przerażone rodziny patrycjuszów wygnały go z miasta. Kiedy żona chciała nieco przytemperować ten rozmach, przypomniał jej, że sama dała mu żywoty świętych jako lekturę. „Modliłam się o deszcz, a otrzymałam ulewę”- krzyknęła kobieta.
Powstało z tego zgromadzenie Apostołów Kleryckich św.Hieronima. Budowali szpitale, odwiedzali chorych, wspierali ubogich. Zgromadzenie Jana zniknęło z historii Kościoła w 1668 r. 
Swoją drogą św.Hieronim był również strasznym złośnikiem i ….niezwykle serdecznym człowiekiem.