Na dzisiejszej mszy św. w Zochcinie wiernych było dwoje: Józio i ja. Józio wszedł do kaplicy, rozejrzał się i skomentował: nie wiedzą, co tracą. Chłopaki z takim impetem zabrali się za pracę w ogrodzie i przy remontach, że wieczorem padli. Msza św. była jak zwykle we wtorki /i czwartki/ we wszystkich intencjach wrzucanych do skrzynki modlitw.
Po wczorajszym dniu, pełnym wrażeń do pierwszej w nocy, dzisiaj po południu i ja padłam i usnęłam. A Artur w tym czasie zniknął. Zniknął po prostu, rozpłynął się, nie ma gościa. Zastęp mieszkańców wyruszył na poszukiwania, bo Artur czasem idzie przed siebie „do sklepu”, ale w końcu coś mnie tknęło. Zadzwoniłam do Janka i okazało się, że Jasiek z Mikim zabrali go do świetlicy. „Przecież wysłałem ci sms-a- padła odpowiedź na wymówki. No tak, ale nie zaglądam co chwila do telefonu. A synek wrócił szczęśliwy, bo grał w piłkę. I tłuściutki tyłeczek, co całą zimę w łóżku zalegał, trochę się przewietrzył.
Wczorajsze wrażenia zasponosrowała nam młoda dama, co, jak każda młoda, lekko poszalała i trzeba ją było z tego szaleństwa wyciągnąć, żeby nie przechlapała szkoły i życia. Do odznaczenia jest pani szkolna pedagog, która jest normalna. Medal za normalność powinien być pilnie ustanowiony, bo to obecnie rzadkość. Chociaż z powodu braku norm nie wiadomo już co jest normalne, więc kółko się zamyka. Jako, że jeśli czegoś mało, to modne powinno być, to może szerzmy modę na normalność mimo wszystko. Normalny jest cool!

Żeby nie było, że narzekam, że czegoś ciągle nie ma, to teraz – to, co jest. Ano, mnóstwo ludzi dobrych, księży dobrych- ks.Jacek jeżdżąc po parafiach stale takich spotyka. Żyjących skromnie, czasem aż nadto, zapracowanych. Ludzi, którzy się dzielą, choć sami mają niewiele. O nich nie napiszą w gazetach. Ale dzięki nim możemy robić, co robimy. Mnóstwo młodych, szczerych, szukających wartości, otwartych. Piękne słońce i śpiew ptaków, com je karmiła całą zimę. I takie oto cuda, których jesteśmy świadkami:
Maniuś, to ten co po świątecznym obiedzie chciał chleba z musztardą. Już teraz takich frykasów jadać nie chce. To ten także, co na drzwi nasiusiał i Reni wiek wymawiał: „Kaszaneczkę ale z grilla by się zjadło, szynki to nie, dobry salceson tak, kapustka z żeberkami„- koniec cytatu (chapeau bas drodzy państwo). Jest jeszcze jeden dowód, ale nie na istnienie wiosny, tylko Pana Boga. Ten sam Maniuś, którego miesiąc wstecz podnosiliśmy z łóżka, myliśmy. sadzaliśmy, pampersy zmienialiśmy, tylko sam jadał, teraz sam chodzi do łazienki, na posiłki zasuwa pierwszy. No i cóż w tym dziwnego. W „Betlejem” przecież jesteśmy, tu naprawdę zdarzają się cuda. Nie wierzycie? Przyjedźcie, zobaczycie. /schronisko dla chorych w Warszawie/
Nad-obowiązkowo
Po niedzielnej mszy św. synek oznajmia mamie:
-Mamusiu, chcę zostać księdzem!
-Dobrze, synku, ale skąd ci to przyszło do głowy?
-Bo i tak w niedzielę trzeba iść do kościoła, a jest o wiele przyjemniej stać i mówić niż siedzieć i słuchać.
Mały chłopiec modli się wieczorem:
„Dobry Boże, opiekuj się moją mamusią, moim tatą, moją siostrzyczką i braciszkiem i moim psem. I proszę Cie, Boże, uważaj na siebie, bo jak by Ci się coś stało, to będę musiał pójść na bardzo długą mszę za Ciebie.”

