Historia obrazu z wczorajszego postu.
Dwanaścioro dzieci na obrazie to rzeczywiste postacie, które filipiński malarz, Joey Velasco spotkał na ulicach Manilii i Quezon. Ofiarował im posiłek i porobił zdjęcia. Potem malował ten obraz.
Dzieci w wieku 4-14 latach, jak sam mówił, pokazały mu istnienie głodu większego niż może zaspokoić miska ryżu. „One dotknęły mojej duszy.Poprzez nie Bóg przemówił do mnie, zlecił namalowanie ich historii i opowiedzenie innym o ich życiu.
Dziewczynka stojąca skrajnie po lewej, na miejscu Judasza z malowidła Leonardo da Vinci to 10- letnia Nene. Mieszkała wraz z rodziną na cmentarzu. Onse siedzi przy stole, wyczyścił talerz do ostatniego okruszka i słucha Jezusa, żeby zaspokoić inny głód. Inne z dzieci ma matkę prostytutkę i ojca narkomana. Itok -11-letni żywiciel rodziny spędził już jakiś czas w więzieniu przyłapany na kradzieżach.
Dziecko na dole, niejako pod stołem nie jest mieszkańcem Manilii. To mały Sudańczyk. Jest dla malarza symbolem tego, który nasyciwszy głód zbiera okruchy Słowa spod stołu.
Wszystkie te dzieci i ich rodziny znalazły w końcu schronienie i pomoc dzięki malarzowi, który nawiązał kontakt z organizacją pomagającą bezdomnym. Ich historia opisana jest w książce: “They Have Jesus: The Stories of the Children of the ‘Hapag ng Pag-asa (Table of Hope).’”- „Oni mają Jezusa:Historie dzieci ze stołu nadziei.”
Nad-obowiązkowo
Malarz był wychowankiem Salezjanów. Poprzez obrazy walczył z niesprawiedliwością społeczną. Sam przeszedł kryzys depresji i poznał smak samotności i braku nadziei. Zmarł w 2010 w wieku 43 lat na raka. Najbardziej znany jest tu pokazany: Ostania Wieczerza lub inaczej Stół Nadziei. Nie oceniając walorów artystycznych, bo gusta są różne, jego obrazy, przemawiają realizmem, potrafią wstrząsnąć ludzkimi sercami. Bieda jest realna do bólu. Arcybiskup Manilli zachęcał wiernych do powieszenia kopii tego Stołu nadziei w domach, a sam Velasco przyznał, że malując myślał o swoich dzieciach, które nie zaznały głodu i biedy. Chciał im uświadomić konieczność wdzięczności Bogu i zobowiązanie wobec Niego. Pisał:
„Pamięć, że śmierć może przyjść w każdej chwili to najważniejsza rzecz, jaką sobie kiedykolwiek uświadomiłem. Ponieważ wszystkie nasze zewnętrzne oczekiwania, cały lęk i niepowodzenia, cała pycha i zakłopotanie- wszystkie te rzeczy znikają wobec śmierci, pozostawiając tylko to co jest na prawdę ważnie, dlatego nie ma powodu, żeby nie pójść za głosem serca.„

