Toczą się poważnie debaty. Nie w Sejmie /niestety/, tylko tu, na blogu. 
Przejrzałam serwisy z wiadomościami. Kosmici mieliby dziwny obraz naszego kraju, gdyby zechcieli go poznać z popularnych serwisów informacyjnych. Jeszcze dziwniejszy obraz Kościoła Katolickiego, a chrześcijaństwa w ogólności. I najdziwniejszy, gdyby próbowali się dowiedzieć, kim my, ludzie jesteśmy. Umiejętność poznawania świata, życia, bliźnich przychodzi wraz z doświadczeniem, ale nie przyjdzie nigdy, jeśli nie będziemy szukać odpowiedzi na pytania. A świat pytań nie stawia. Świat konsumuje. 

W samochodzie słucham audycji radiowej o dzieciach. O ich naturalnej pasji poznawania świata. Zabijanej w szkole już w najmłodszych klasach – to moja refleksja. Stawiać sobie pytania, szukać do ostatniej chwili życia, to przecież przeżyć przygodę. To być wolnym. Podobnie jak miłość małżeńska zmierza ku szybkiemu końcowi, kiedy niegdyś zakochani i „odstawieni” na randkach, po ślubie siadają do śniadania z gazetą lub komputerem,  w gatkach lub brudnym szlafroku i papilotach, tak miłość do Boga i smak życia jako przygody dostają uwiądu, jeśli nie pytamy i nie szukamy. Poznajcie prawdę, a prawda was wyzwoli-Jezus Chrystus.
Papież nie ma już siły, żeby sprawnie kierować ogromem Kościoła. Papież wybrał jednak nie spoczynek, tylko  dalsze poszukiwania Boga. W tym sensie pozostaje nadal młody. I jestem przekonana, że będzie w swoich modlitwach niósł ten Kościół nadal. Wszak, póki żyje, jest niejako jego ojcem, choć młodszy zastąpi go w odpowiedzialności za rodzinę. Czyli może – papież dziadek? Tego jeszcze nie było!
A w niedzielę koncert w naszej lokalnej szkole w Mominie. Dla chłopaka, który uległ tragicznemu wypadkowi. Emil często bywał w naszej świetlicy. Młodzież sama wpadła na ten pomysł. Lekarze walczą o możliwość chodzenia. Grał w piłkę na sali gimnastycznej i po prostu nieszczęśliwie upadł. Jak bardzo krucha jest nasza powłoka! W momencie życie może się wywrócić od podszewki. I trzeba  podjąć wyzwanie. Znaleźć odpowiedź na pytanie najgłębsze. O sens życia i sens cierpienia. Czy Emil temu podoła? Daj Boże.

Nad-obowiązkowo

Robert Naoussi-1947-1970

Urodzony w maleńkiej wiosce w Kamerunie, w licznej rodzinie, ojciec żył w poligamii. Jako siedmioletni chłopiec zapragnął „nauczyć się”. Usłyszał o człowieku, który uczy w sąsiedniej, oddalonej o 5 km wiosce i prosił tam o zapisanie do szkoły.Nie miał pieniędzy, więc koszta nauki odpracowywał. W szkole  poznał prawdy wiary i w wieku 10 lat poprosił o chrzest. Był dobrym uczniem, zawsze wesoły, chętny do pomocy, pasjonat futbolu. Do szkoły średniej poszedł już w mieście. Mieszkał u pewnego człowieka, który był poganinem, jednak nie rezygnował z modlitwy przy posiłkach, był ministrantem i przyciągał do kościoła kolegów. Pragnął zostać księdzem.
Plamy na ciele, zmęczenie-wyrok- trąd. Natychmiast odesłany do leprozorium. 400 km od rodziny. Szok.
Bunt? Odrzucenie wiary? Nie! Najpierw długie milczenie. Po kliku dniach, w rozmowie z zaprzyjaźnionym kapłanem wyznaje:
„Wiem, dlaczego jestem tutaj. Mój ojciec żyje w poligamii, jestem jedynym ochrzczonym w rodzinie. To żeby moja rodzina była zbawiona tutaj przyjechałem.To dla nawrócenia mojej rodziny.” 
Choroba zdeformowała mu ciało, pozbawiła kończyn poprzez konieczne amputacje i mimo wszelkich znanych sposobów leczenia, wspieranego materialnie przez przyjaciół, misjonarzy i siostry zakonne pielęgnujące go z oddaniem, zmarł w wieku 23 lat.

” Cierpię, ale proszę Boga o więcej cierpienia, żebym choć trochę zbliżył się do tego, co zechciał wycierpieć Jezus dla nas na Krzyżu.
Chcę pociągnąć innych do nieba poprze moje cierpienie, otworzyć im bramy. Kiedy przyjdą z różnych stron świata, zastaną drzwi otwarte. Tych, którzy zamknęli swoje serca na Miłość, Bóg  przyjmie do swojego Serca i Pan powie: „To on, nasz mały Robert, to on wykonał tę pracę”.