W samochodzie słucham audycji radiowej o dzieciach. O ich naturalnej pasji poznawania świata. Zabijanej w szkole już w najmłodszych klasach – to moja refleksja. Stawiać sobie pytania, szukać do ostatniej chwili życia, to przecież przeżyć przygodę. To być wolnym. Podobnie jak miłość małżeńska zmierza ku szybkiemu końcowi, kiedy niegdyś zakochani i „odstawieni” na randkach, po ślubie siadają do śniadania z gazetą lub komputerem, w gatkach lub brudnym szlafroku i papilotach, tak miłość do Boga i smak życia jako przygody dostają uwiądu, jeśli nie pytamy i nie szukamy. Poznajcie prawdę, a prawda was wyzwoli-Jezus Chrystus.Nad-obowiązkowo
![]() |
| Robert Naoussi-1947-1970 |
Urodzony w maleńkiej wiosce w Kamerunie, w licznej rodzinie, ojciec żył w poligamii. Jako siedmioletni chłopiec zapragnął „nauczyć się”. Usłyszał o człowieku, który uczy w sąsiedniej, oddalonej o 5 km wiosce i prosił tam o zapisanie do szkoły.Nie miał pieniędzy, więc koszta nauki odpracowywał. W szkole poznał prawdy wiary i w wieku 10 lat poprosił o chrzest. Był dobrym uczniem, zawsze wesoły, chętny do pomocy, pasjonat futbolu. Do szkoły średniej poszedł już w mieście. Mieszkał u pewnego człowieka, który był poganinem, jednak nie rezygnował z modlitwy przy posiłkach, był ministrantem i przyciągał do kościoła kolegów. Pragnął zostać księdzem.
Plamy na ciele, zmęczenie-wyrok- trąd. Natychmiast odesłany do leprozorium. 400 km od rodziny. Szok.
Bunt? Odrzucenie wiary? Nie! Najpierw długie milczenie. Po kliku dniach, w rozmowie z zaprzyjaźnionym kapłanem wyznaje:
„Wiem, dlaczego jestem tutaj. Mój ojciec żyje w poligamii, jestem jedynym ochrzczonym w rodzinie. To żeby moja rodzina była zbawiona tutaj przyjechałem.To dla nawrócenia mojej rodziny.”
Choroba zdeformowała mu ciało, pozbawiła kończyn poprzez konieczne amputacje i mimo wszelkich znanych sposobów leczenia, wspieranego materialnie przez przyjaciół, misjonarzy i siostry zakonne pielęgnujące go z oddaniem, zmarł w wieku 23 lat.
” Cierpię, ale proszę Boga o więcej cierpienia, żebym choć trochę zbliżył się do tego, co zechciał wycierpieć Jezus dla nas na Krzyżu.
Chcę pociągnąć innych do nieba poprze moje cierpienie, otworzyć im bramy. Kiedy przyjdą z różnych stron świata, zastaną drzwi otwarte. Tych, którzy zamknęli swoje serca na Miłość, Bóg przyjmie do swojego Serca i Pan powie: „To on, nasz mały Robert, to on wykonał tę pracę”.



