No i udało się. Miałam zakaz pojawienia się na miejscu akcji. Pewnie słusznie, bo bym chyba umarła ze strachu, że się coś stanie. Została mi modlitwa. Pan od dźwigu przyjechał, pogoda była, kontener nie wszedł przez bramę, tylko górą, ponad domem sąsiada- sołtysa. Sołtysowa w moje miejsce mało nie umarta była, czemu trudno się dziwić. Gdyby nad waszym domem huśtało się niepewnie cztery tony, to też byście się denerwowali. Potem owe cztery tony huśtało się przy ścianie posesji, wstrzymywane rękoma naszej ekipy i siłami niebiańskich zastępów. Inżynier odetchnął, bo od tygodni żył w stresie kontenerowym. Powtórki raczej nie będzie. Raz się może udać, ale drugi- już nie. Teraz meblowanie i podłączenie prądu, ale to już mały pikuś. Film nie dla dam i dżentelmenów z manierami, bo…hm….jak to na budowie, emocje wyraża się krótko i zwięźle oraz niezbyt wyrafinowanie. Cóż, dobre uczynki nie zawsze robi się na salonach.
Dziękuję Chłopakom z naszej ekipy no i Inżynierowi. W imieniu służby, rzecz jasna.
