Mamy Covid, oczywiście. Na szczęście prawie wszyscy są szczepieni, więc w dwóch domach przechodzą lekko. Zaraz ta podła zaraza pojawi się w innych.


Nasze ukraińskie dzieci poszły do szkoły. Prawie wszystkie. Kilkoro czeka na orzeczenia z poradni psychologicznych. To dzieci, które jeszcze przed wojną, w swoim kraju, miały pod górkę. Chowały się praktycznie same, głównie na ulicach rodzinnego miasta. Mama jest niepełnosprawna. Dzieci bywały w szkole- czasami. Potem przyszłą wojna, ukrywanie się w piwnicach, ucieczka. I teraz mają pójść do polskiej szkoły, do klasy o dwa roczniki młodszej, bez możliwości wsparcia ze strony mamy, chociażby przy odrabianiu lekcji. A my nie wyrabiamy. Do tej rodziny są zatrudnione dwie osoby i pomaga wolontariuszka- ale to panie z Ukrainy, nie mówiące po polsku. No i już to widzę, jak trzynastolatek, lekko niepełnosprawny, za to pełen energii nie od opanowania, siedzi w czwartej klasie! Ale to wszystko w imię: “nie krzywdzić dziecka”. Powodzenia, szkoło! A nam wszystkim, co te dzieciaki znają, jest ich po prostu szkoda. W szkole dla dzieci z lekką niepełnosprawnością poradziłyby sobie bez problemu z własnymi rocznikami. I byłaby szansa, że ją w ogóle skończą i później nauczą się jakiegoś zawodu.


Kilka powrotów. Młodzi idą w świat pełni pomysłów na życie, które w konfrontacji z rzeczywistością okazują się mrzonką. I wracają, potłuczeni, ale mądrzejsi o doświadczenie. Bo jesteśmy ich rodziną. Takie życie.


Budowa w Warszawie idzie, chociaż niekończące się formalności wysysają siły pana Łukasza, a inflacja mrozi krew w żyłach. Musimy dać radę, bo na ten dom czekają najsłabsi. Oni są zawsze największymi ofiarami wojen i kryzysów. Starzy, chorzy, niepełnosprawni, dzieci.


Dzwonią ludzie z prośbą o pomoc. Leki, środki do pielęgnacji leżących, żywność i wiele innych potrzeb, na opłacenie których ich nie stać. Robimy co możemy, mając na głowie naszych mieszkańców i ukraińskich gości. Opatrzność ma pełne ręce roboty. Pewnie muszą zatrudnić dodatkowy personel w Niebie dla obsługi tysięcy pomagaczy, usiłujących łatać to, co rujnują inni ludzie przez swoją chciwość, głupotę i nienawiść. Nie wiem, czy mają tam też departament ekonomiczno-gospodarczy, ale pewnie by się przydał, skoro nasze, ziemskie, okazują się hm…niewydolne.


Jutro synek wraca z urlopu. Już dzisiaj dzwonił: “Gosia, Artur jedzie”. Z nim czasem ciężko, ale bez niego pusto. Przez tydzień można było zostawiać drzwi od wszystkich pokojów otwarte, a na stole zapalniczki, długopisy i dokumenty. Psy zajęły jego łóżko i wyciągają się rozkosznie, bo nie ma konkurencji i książek, którymi zwykle się obkłada przed snem, zabierając miejsce sierściuchom. A łóżko ma ogromne. I zasypia tylko z co najmniej jednym psem. I proszę mi nie mówić, że to niehigienicznie. Może i tak, ale za to przyjemnie. To jego świat. Każdy ma swój.

A na razie ……gdzieś koło Krakowa.


Nasze chrześcijaństwo i nasze człowieczeństwo musi wyskoczyć z ciepłych kapci. Łatwo jest mówić o wartościach, trudniej jest nimi żyć, a najtrudniej- z ich powodu cierpieć. Od niewygód, niedostatku po prześladowania.

Nad-obowiązkowo

I nie zasmuca Cię, to Panie, to ciągłe i nieuniknione stykanie się z cierpieniem ludzkim? Bo ja, jak Ci to już powiedziałem, ja nie mogę dłużej.
….Ja dźwigam wszystkie cierpienia wszystkich ludzi, wszystkich ras, we wszystkich momentach historii.
Dostrzeżone wszystkie i skumulowane wszystkie w jednej chwili wieczności ciążą na mnie jednocześnie. Od pierwszego cierpienia Adama i łez Ewy….aż do ostatniego jęku ostatniego mieszkańca, który zapłacze na ziemi.
-Jak to możesz wytrzymać, Panie?
-Bo kocham. Ty mnie nazywasz “Mój Chrystus połamany”. Zgoda. Połamany przez wszystkie cierpienia, udręki, zmartwienia wszystkich ludzi. I jeżeli zbliżysz się trochę do mnie, jeżeli będziesz prawdziwym chrześcijaninem, będą cię łamać, choćbyś tego nie chciał, cierpienia i udręki twoich braci-ludzi. Jeśli będziesz zdrowy i nic cię nie będzie bolało, ani nie będziesz chrześcijaninem, ani nie będziesz mój.
O ile zaczniesz upodabniać się do Chrystusa, zaczną cię szukać, otaczać, oblegać, łamać cierpienia ludzi. I staniesz się maleńkim, połamanym Chrystusikiem; ty sam-dla twoich braci-i przez nich.
To daje utajoną i nieskończoną radość. To jest autentyczna miłość.
Moje serce jest połączone przewodem bezpośrednim ze wszystkimi sercami moich braci, ludzi.”
wg.Ramon Cue Romano SJ “Mój Chrystus połamany”

rzeźba połamanego Chrystusa w Aguascalientes, Meksyk

3 komentarze

  1. Widziałem Siostrę w telewizji TVN 24, ale nie było mi dane wysłuchać całej wypowiedzi. Zmartwiło mnie zmęczenie widoczne na twarzy Siostry.
    Proszę dbać o siebie dla siebie i podopiecznych

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.