Zaległości towarzysko imprezowe z dwóch pandemicznych lat pognały mnie z Mikim do Krakowa w ostatnią sobotę. Odbierałam, a właściwie odbieraliśmy- wszyscy, którzy w jakiś sposób nam towarzyszą, Nagrodę Jerzmanowskich przyznawaną przez PAU. Było to dwa lata temu, ale wtedy szalał virusik, więc część oficjalna odbyła się teraz, hm….w czasie wojny. Co prawda nie u nas, ale prawie. Było pięknie i dostojnie, jak na tę instytucję przystało.

Ja wlokę za sobą inny świat, choć realny- tych, którym w życiu się nie udało, gorzej się urodzili. I takie okazje są po prostu tych światów spotkaniem.

Wczoraj zaś ja, com baba twarda, wzruszyłam się mocno. Mieszkańcy ostrowieckiego DPS zrobili wśród siebie zbiórkę na pomoc uchodźcom z Ukrainy i delegacja wręczyła nam kopertę w Zochcinie. Nasi ukraińscy goście też byli wzruszeni tym gestem solidarności. A każda złotówka się przydaje. Tu było spotkanie światów niezbyt dalekich od siebie.


Dzieci przychodzące na nasz plac zabaw wyrażają czasem poglądy rodziców. Cóż, cytować dosłownie nie będę, ale rzecz ująwszy delikatnie, nasi mali goście z Ukrainy mają się wynosić. Piasku dla wszystkich starczy, huśtawek też, ale “obcy” wdarł się w ich życie. Z drugiej strony setki drobnych i większych gestów solidarności i życzliwości oraz pomocy od ludzi. Jeśli nie nauczymy dzieci bycia razem, wojny nie ustaną. Tylko najpierw musimy sami się tego uczyć. Lekcja uchodźcza jeszcze się nie skończyła. Ona się dopiero zaczyna. Pomoc państwowa się kończy, a ludzie w potrzebie pozostają. Kończą się też możliwości społeczeństwa. Każdy gest solidarności, zwłaszcza materialny, będzie coraz większym wyrzeczeniem.


W Boże Ciało Chrystus wędruje przez wsie i miasta ogarniając czułą miłością nasze, jakże często, połamane życia. Tych, co Go kochają i tych, którzy Go nie znają. Tej czułości wzajemnej sobie życzmy. Tylko ona uratuje cały świat, a przede wszystkim nasz mały światek, w którym każdy żyje. Z tych małych światków buduje się pokój albo wojna.

Pani Ała właśnie się dowiedziała, że jej domu w Charkowie już nie ma. Pani Ała ma lat 84. Uciekła z kotkiem i jedną reklamówką. Od wielu dni powtarzała w kółko, że musi wrócić do domu. Tam został jej syn. Domu nie ma. Syn na szczęście żyje. Dobrze, że udało się ją zatrzymać, bo…..

A polska, rodzima bieda wciąż puka do drzwi. No to otwieramy według możliwości. I już mi się mieszają te wielonarodowe nieszczęścia, które usiłujemy zalepiać w naszych republikach biedaków. Nadzieja jest zawsze. To ją zróbmy. Nie czekajmy, aż ostatnia umrze. Przytulmy panie Ały – ukraińskie, polskie, i te z granicy białoruskiej. Przytulania starczy dla każdego. Jak Chrystus przygarnia każdego biedaka, nie pytając skąd przybył i dokąd zmierza.

W sobotę jadę do polskiej parafii w Wiedniu. Walca tańczyć nie będę, ale fajnie będzie z pewnością. Artur z Mikim będzie się gdzieś po kraju włóczył, więc synek nie ucierpi.

W sobotę także nasz opatowski Klub Rotary organizuje imprezę w winnicy. Zbiórka na potrzeby naszej Fundacji. Ostatnia w znaczny sposób wsparła ogromne wydatki związane z koniecznością adaptacji starego domu w Jankowicach do stale zmieniających się przepisów P/Poż. Piec gazowy też wymieniliśmy, a jakże. Nie wiem, czy nada się do ewentualnego palenia chrustem.

To taki śmiech przez łzy.

4 komentarze

  1. Zastanawiające jest stanowisko niektórych polityków. Wystawiają piersi dobrze medali grzejąc się zwykłym odruchem ludzkiej życzliwości, a drugiej strony złorzeczą na Unię za blokowanie pieniędzy na odbudowę. Tak, jakby dotyczyło to opieki nad Ukraińcami

  2. „Lekcja uchodźcza jeszcze się nie skończyła. Ona się dopiero zaczyna. Pomoc państwowa się kończy, a ludzie w potrzebie pozostają. Kończą się też możliwości społeczeństwa. Każdy gest solidarności, zwłaszcza materialny, będzie coraz większym wyrzeczeniem.”
    Ważne i jakże mądre słowa.
    Też mamy naszą Ałłę lat 29 z 2-letnią Alicją i przyrodnią siostrą Viką. Są z nami od początku marca. Wrastają w nas i w Poznań.

    A. Gołębka

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.