Od czterech dni próbowałam wyrwać się do Medyni. Tutaj mamy mały domek. Bardzo go lubię. No i odwiedzić naszych po dłuuugiej przerwie. Covid, potem wojna. A z nią związane jazdy do lekarzy, dentystów, zaopatrzenie, buty, majtki, internet, który trzeba doładowywać co chwila i ogarnianie tego bałaganu, czyli logistyka, żeby było sprawnie i tanio oraz dobrze. Przy okazji dowiedziałam się, że najnowszy hit to playstation któryś tam numer, co go nie można ot tak sobie kupić, tylko zamawiać trzeba telefonicznie. Ale co może robić nastolatek sam, bez kolegów, bez rodziny na polskiej wsi oddalonej od jego życia o ponad 1200 km? Życia, które być może nigdy nie wróci. No i jest już u nas to urządzenie, którego cena powala. Nie ma jednak ceny za kawałek radości i oderwania się od świata zła, z którym się spotkał. W domu u siebie to miał, więc jakby wrócił tam na milimetr. A jutro urodziny Kiriła. Klocki kupione, ciasto takoż i napoje wyskokowe w postaci coli. Cztery lata to jest coś! Kirił będzie chyba budowniczym. Mamy rozebrane płytki chodnikowe, nieco porozkręcane rynny. Innym pomysłom zdołałam zapobiec. W planie jest piaskownica i trampolina.


I tak przy okazji dzisiejszej próby uruchomienia kolejnego routera, po kilku “brzydkich słowach” /karta mi się wyślizgnęła i wpadła do urządzenia, ale w końcu okazało się, że i tak była nieczynna/ uświadomiłam sobie, że tenże router poprzez łączność ze światem i rodziną, da kawałek życia tam, gdzie chciano je zniszczyć. Czyli- naprawa tego pudełka może być aktem…. chrześcijańskim. Miki kupił nową kartę, Tomek przy moich podpowiedziach zresetował maszynę i śmiga. Tak to nie marnujmy żadnej okazji do dobra, zwłaszcza ofiarom zła. A ja w końcu wyjechałam z Zochcina nie oglądając się za siebie, czy przypadkiem komuś coś znowu się nie przypomni.


Kolejne stypendia, kolejne osoby korzystające z chwilowej przystani w Krakowie i Warszawie. Mariupol dotrze pewnie w przyszłym tygodniu, ale jest już bezpieczny po stronie ukraińskiej. Tęsknota zżera naszych Przyjaciół, chcieliby do domu. Część domu już nie ma, część dom ma tam, gdzie co chwila spadają bomby. Babcia Ałła do Charkowa by już wróciła ze swoim kotkiem. Inni do Sum, jeszcze inni do Kijowa. Oni nie marzą o naszym, wątpliwym, socjalu.


Nasi polscy mieszkańcy częściowo odlatują, bo słoneczko wysoko i “zew wolności”. Większość jednak trzyma się domów, jako, że to starsi i schorowani ludzie. Majówka była, grile, a jakże.

Tak dla porządku. Kasa sławna, obiecana na utrzymanie przyjętych z Ukrainy uchodźców dotarła tylko w połowie. Podobnie jak naszym matkom 500+. Cóż, inne są priorytety kasjerów Polski. Zbliżamy się do punktu. w którym matki z dziećmi zaczną żebrać na ulicach. Społeczeństwo, ofiarne do granic możliwości, nie daje już rady. Do tego dochodzi zubożenie tych Polaków, którzy dotychczas balansowali na krawędzi finansowej. Głownie starszych i niepełnosprawnych. Tacy mają u nas priorytet. Dzielimy się tym co mamy. Komuś na leki, komuś jedzenie….


Właśnie przed chwilą dzwonił Kuba z Jankowic. Dwie kobiety i dziecko z Ukrainy muszą w ciągu trzech dni opuścić dom, który je przygarnął. Jeszcze się posuniemy, ale …..


Nie ma, że nic się nie stało i nic nie dzieje. To nowy świat, w którym uratować nas może stara, spracowana i często lekceważona- solidarność. Od góry do dołu. Jak naszej sąsiadki, skromnej emerytki, co spotkawszy mnie na drodze wyciągnęła z portfela 50 zł, bo więcej nie może, dla naszych gości. Dzieciakom kupiłam za to słodycze. Takich i innych gestów są miliony w Polsce. Jednak bez śmiałego planu na poziomie państwa gesty sąsiadek nie wystarczą.


Czujemy bezradność wobec ogromu zła. Owszem. Ale nie dajmy się tej bezradności zagarnąć. Pokój trzeba nam budować. O zaraz. Tu i teraz. Między nami, w jednym domu, mieście, Kościele, państwie, kontynencie. Tylko taka pespektywa sprawi, że cierpienia i śmierć ofiar tej i innych wojen, egoizmów i niesprawiedliwości nie pójdą na marne. Odzyskajmy braterstwo. Przemieńmy Krzyż w Zmartwychwstanie.

Nad-obowiązkowo

Pokój niech będzie z wami!

Nie lękajcie się. Jam zwyciężył świat.

Zło zostało pokonane. Śmierć jest martwa!

Widzicie mije ręce i mój bok?

One mnie nie pokonały! Jestem żywy!

Amen!

Pokój niech będzie z wami!

Nie lękajcie się. Zwyciężyłem świat.

Przestańcie być niedowiarkami, uwierzcie!

Miejcie ufność we Mnie.

Mówię wam: “Jam zwyciężył świat. Amen!

Otwórzcie drzwi!

Wyjdźcie!

Nie lękajcie się!

Jestem z wami na zawsze. Alleluja!

/ ks. Pierre Rivard/

2 komentarze

    1. Okazuje się, że może być trudniej. Ale jak to się ma, te nasze trudności, do tego, co mają Ukraińcy? Albo ci na granicy z Białorusią ?Pozdrawiam Tatulu.

      siostra

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.