Na końcu życia Bóg nie zapyta nas o karteczki z podpisem proboszcza. Zapyta o miłość.

Szybka wymiana namiotów w punkcie testowania. Panowie z WOT musieli zabrać ten, który nam pożyczyli, bo mają ćwiczenia. I tak jesteśmy wdzięczni za te kilka tygodni. Jak wiadomo, jak masz swoje, to masz swoje, więc kupiliśmy własny. Będzie służył i po epidemii. Mam na dzieję, że to “po epidemii” nastąpi szybko. Przeryłam znowu internet i -namiot stoi, po pięciu godzinach pracy Janka, Jarka, Darka i Wojtka. Bogu dzięki, znalazły się na to pieniądze. Zdobyliśmy całkiem nową sprawność w kwestii namiotowej- jakości, składania itp. Punkt działa bez przeszkód.

Zupa na Monciaku wznawia zupy. Rozdawanie paczek przez trzy miesiące pokazało z jednej strony biedę, zwłaszcza ludzi bezdomnych, ale nie tylko, a z drugiej – odwieczne ludzkie myślenie: dają, to trzeba brać, czy potrzebne mi to, czy nie. Ćwiczyłam to jeszcze za czasów stanu wojennego, kiedy pracowałam przy rozdzielaniu darów, później przy okazji wspierania powodzian. Najbardziej potrzebujący rzadko pchali się jako pierwsi.

Rozmowa z kilkoma młodymi ludźmi, którzy przyszli pograć w piłkę na naszym boisku. Pretensję mieli, że nie wykoszone. Wszyscy dorośli. Po długich wywodach doszliśmy do wniosku, że mogliby przyjść i trawę skosić, chociaż nie byli do końca przekonani, że to słuszne. Przecież to moja głowa, żeby mieli to boisko i to dobrze utrzymane. “Sie należy”.

Przebijanie, kto da więcej, żeby go lubili lub po prostu dawanie, bo tak łatwiej niż pobudzenie do zaangażowania i współodpowiedzialności. To się zaczyna w domu, szkole. Hasło “Mam mieć”. Szybko, w dobrym gatunku i bez wysiłku. A jak coś zrobię dla innych, to za pieniądze. Są całe połacie kraju, gdzie jest pustynia w wychowaniu młodzieży do wolontariatu, do zaangażowania na rzecz innych. Nie ma ani harcerstwa ani innych organizacji. To małe miejscowości, małe parafie, przeważnie z jednym księdzem, który ma na głowie wszystko-od pogrzebu, poprzez katechezę i palenie w piecu CO. Dla szkół często też nie jest to ważny temat.

Cóż, żeby wychowywać w duchu służby drugiemu, uczciwości i skromności, albo po prostu braterstwa, trzeba samemu w takim to duchu żyć. A przynajmniej tego próbować.

Jasne, że są księża szaleni, sama takich spotykam, jasne, że są odlotowi nauczyciele w małych wioskach, także katecheci. Ale to hm….wyjątki. Dla którego młodego kapłana posłanie do malutkiej wiejskiej parafii nie będzie “zesłaniem”? Tkwimy więc w duszpasterstwie karteczkowym, byle do bierzmowania i pa, pa, pa. A karteczki z odbębnionych nabożeństw majowych, różańców czy Dróg Krzyżowych pozostają jedynym wyznacznikiem naszej wiary. / No i zeszyt do religii. / Wiary w krótkich majteczkach. Nie wiem, czy bym pokochała Boga, który -poprzez swój naziemny personel- kazałby mi po ośmiu godzinach nauki w szkole, dojeździe do domu na szybki obiad -lecieć do kościoła na litanię z perspektywą lekcji do odrobienia na jutro w głowie, bez chwili przerwy. Na litanię, której nie rozumiem. Pana Boga-księgowego- który siedzi w Niebie, liczy karteczki, notuje absencję.

Nie jest to w żadnym wypadku krytyka nabożeństw, uświęconych tradycją. Bardzo je lubię. To raczej smutna refleksja nad stanem wychowania chrześcijańskiego do życia Ewangelią w Kościele. Bo Ewangelia to życie. Chrystus to życie. W szkole, domu, pracy, na ulicy i w sklepie. W internecie, telewizji i na stadionie. I to życie, choć piękne, nieco kosztuje. Wysiłku i wyrzeczenia.

Pokazać piękno życia z Bogiem, piękno Boga miłosierdzia i czułości jest o wiele trudniej niż porachować owe karteczki z obecnością.

Kiedyś uczyłam religii w szkole dla niewidomych, niepełnosprawnych intelektualnie dzieci w Laskach. To była czwarta klasa. Poszliśmy do kaplicy, żeby spotkać się z Jezusem w Najśw. Sakramencie. W pewnej chwili Romek, mój pupil zresztą, sierota, podbiegł do ołtarza, zdjął świecę i zaczął ją gryźć. Na moją uwagę, że to świeca Pana Jezusa, odpowiedział przytomnie:-Pan Jezus by się ze mną podzielił.

Oczywiście, Romeczek zrobił to, żeby zwrócić na siebie uwagę, ale odpowiedź była trafiona. No, z malutkim marginesem na ewentualną biegunkę po konsumpcji.

Całe to rozważnie ma odniesienie do chwili, w której żyjemy. W ogromnym zamieszaniu politycznym, dla wielu -lęku przed chorobą ale także przed utratą pracy i dorobku życia, kiedy na Boga i Kościół powołuje się wielu, kiedy pogarda i niszczenie “innego” z innej bajki przestały być czymś marginalnym, a stały się powszechnym narzędziem do zdobywania wpływów i władzy lub po prostu sławy, tym lepszym, że działającym błyskawicznie poprzez mass media i internet, trzeba trwać korzeniami w Bogu prawdy, miłosierdzia, przebaczenia i pojednania. Bogu, którego słońce świeci nad dobrymi i złymi. Patrzeć na świat i ludzi poprzez pryzmat Ewangelii. Nie karteczek, lecz Miłości i Prawdy. On jest Panem historii. W wersji dla niewierzących- żyć przyzwoicie, nie ulec pokusie drogi na skróty. Nawet, jeśli trzeba za to zapłacić. Do dobra nikogo się zmusi, tym bardziej kopiąc go i niszcząc, lecz można zachęcić przykładem.

Na końcu życia Bóg nie zapyta nas o karteczki z podpisem proboszcza. Zapyta o miłość.

Nadobowiązkowo

Prawo jest drogą do Boga;
Wezwałeś nas, żebyśmy dołączyli do naszego Ojca w Niebie,
żebyśmy Cię wielbili i naśladowali:
Bądźcie doskonali jak doskonały jest wasz Ojciec w niebie.

To więc miłość jest regułą w naszych relacjach z Nim
i naszych kontaktach z drugimi.
A miłość nie ma granic.
Nie ma już problemu: “wolno” czy “zabronione”.
Trzeba kochać zawsze i wszędzie.
To nie jest łatwe, Panie!
Wiesz o tym….
Przeżyłeś to i z tego powodu umarłeś!

To ustawiczna śmierć naszej pychy,
naszego egoizmu…
wyrzeczenie się siebie, które przekracza nasze możliwości.

Chcesz takiej śmierci, Panie?
Jak bogatemu młodzieńcowi,
który nie ma odwagi powiedzieć “tak”,
odpowiadasz nam:
Dla ludzi to niemożliwe, ale nie dla Boga/Mt 19,26/

I dajesz nam do zrozumienia,
że to nie śmierci chcesz dla nas
ale życia, prawdziwego Życia, Twojego, Jezu.

To życie przyszedłeś rozwinąć w nas przez Eucharystię.
Tak, przyjdź żyć w nas! I z Tobą, przez Ciebie, w Tobie
nasze życie będzie miłością do Ojca
i do wszystkich naszych braci.

ks.Pierre Duvillaret