zapraszam na nasze strony

Wspólnota Chleb Życia

Żyjemy z ludźmi ubogimi wokół Chrystusa w Eucharystii,starając się pomóc im wyjść na prostą.
Prowadzimy domy dla ludzi bezdomnych, fundusz stypendialny, przedszkole, świetlicę dla młodzieży na wsi.

przejdź

Skarby Prababuni

Prowadzimy przetwórnię i szwalnię dając pracę bezrobotnym kobietom na wsi w Świętokrzyskim. Pyszne, tradycyjne przetwory i oryginalna bielizna.


przejdź

Katolelementarz

W co wierzą katolicy, jak się modlą, rozważania, filmy, audio.






przejdź

Intencje modlitwy

Tutaj można wpisać prośby o modlitwę. Dwa razy w tygodniu odprawiana jest w tych intencjach msza  św.




przejdź

bezdomne kobiety poniżane i maltretowane w schronisku

Pewien dziennikarz, poświęcenia pełen, traktując niezwykle serio swoją misję marzł dzisiaj pod naszym Schroniskiem dla Kobiet przy ul. Stawki w Warszawie. Cel był szczytny – namówić którąś z mieszkanek, żeby opowiedziała mu o mrożących krew w żyłach scenach znęcania się nad biednymi kobietami. Bohaterski mściciel pokrzywdzonych trafił na panią, która akurat biegła do pracy, współpracy odmówiła, bo, jak stwierdziła, nic się dziwnego nie dzieje, a ona wdzięczna jest za naszą skromną pomoc i tyle. Wówczas Dziennikarz zaproponował pieniądze za nagrywanie toczących się w schronisku rozmów, oczywiście z dyktafonem w pakiecie. I wiecie co? Pani odmówiła, chociaż na pewno każdej osobie w sytuacji bezdomności kasa się przydaje. Powiedziała, żeby po prostu wszedł do środka i porozmawiał z kierownictwem i mieszkankami. Ale przecież nie o to chodziło Panu R.

Chodziło zapewne o taki tytuł w jego, znanej z pseudosensacji, gazecie:

BEZDOMNE KOBIETY PONIŻANE I MALTRETOWANE W SCHRONISKU

Można by jeszcze wiele takich hasełek wymyślić, żeby nakład wzrósł. Nawet konkurs możemy ogłosić dla Czytelników. Nagrodą- dwie noce w schronisku gratis z wyżywieniem. Niestety, na razie na materacu w korytarzu. Miejsc na łóżkach chwilowo nie ma. Zima.

Drogi Panie Dziennikarzu! 

Zapraszamy serdecznie do środka. W taką pogodę nie warto poświęcać zdrowia nawet dla celów tak szczytnych. Proszę wziąć pod uwagę, że wiele pań u nas mieszkających nie orientuje się zawiłościach sztuki dziennikarskiej, zatem przed rozmową wypadałoby podać wizytówkę, a nie mignąć przed oczami często słabo widzącym osobom legitymacją. To też kwestia etyki.

Jeśli ktoś ma coś do ukrycia, to nie my, tylko najwyraźniej Pan. Uczciwy nie ukrywa się w cieniu. Oczywiście w końcu może znajdzie Pan kogoś, kto jest bez kasy i zrobi, co mu Pan zaproponuje. Wszak pieniądze nie śmierdzą, a ludzie ubodzy ich potrzebują. Tylko wątpię, że znajdzie Pan tam coś ciekawego.

Schronisko jest dla wielu pań czasowym, bardzo skromnym domem. Nie mogą żyć w przeświadczeniu, że ich prywatność czy informacje o nich dostaną się do prasy, chyba, że same o tym zdecydują. Przychodzą tu ludzie bardzo różni. Tacy, którzy mają wolę i możliwości odbicia się i wyjścia na prostą, jak i chorzy, uzależnieni, osoby zaburzone lub po prostu nie mające ochoty na zmianę życia. Także osoby niepełnosprawne intelektualnie. Drzwi są otwarte, przyjmujemy każdą kobietę i nikt nikogo na siłę nie trzyma. Każda pani podpisuje zgodę na regulamin po uprzednim dokładnym sprawdzeniu, że rozumie co czyta lub, w przypadku niemożności czytania- rozumie, co jej przeczytał pracownik. Wykorzystywanie tych osób do tworzenia  „mrożącego krew w żyłach” artykułu pod publiczkę jest po prostu niemoralne. Czy krew w żyłach mieszkanek zamarza-może Pan sprawdzić osobiście. 

Jeśli wie Pan o nieprawidłowościach- proszę zawiadomić odpowiednie instancje. Telefon do mnie wisi na tablicy ogłoszeń w korytarzu schroniska /z adnotacją, że w sprawach spornych można do mnie dzwonić o każdej porze i co więcej-personel schroniska ma obowiązek udostępnić aparat telefoniczny/.  Telefony do RPO, prokuratury i ew. władz Miasta, które częściowo dotuje ten dom-znajdzie Pan bez trudu.

Poszukiwanie sensacji żerujące na najsłabszych metodami podsłuchów, nakłaniania za pieniądze ludzi do świństwa – jeśli można wejść i porozmawiać z każdym, pachnie paranoją. Choć od długiego czasu wszelkie granice przyzwoitości zarówno  w sztuce dziennikarskiej jak i w relacjach międzyludzkich zostały przekroczone, ja się na to nie godzę. Dlatego nie podaję nazwy gazety, ani pańskiego nazwiska. 

A może zamiast marznąć bez moralnego sensu pod naszymi drzwiami, wziąłby się Pan za robotę. Wszak zima, miejsc nie ma, ludzie na ulicach marzną, każde ręce się przydadzą. U nas też. Zapraszam.

A ku przestrodze- pewna stara, więc mogę upublicznić, historyjka. 

Do naszego domu w Jankowicach trafiło małżeństwo z dzieckiem. Ona- niby niewidoma, zwolniona warunkowo z więzienia, on lekko upośledzony umysłowo, dziecko ok. roczne. Udawanie ślepoty niezbyt dobrze szło, bo jak trzeba było ganiać z nożem po korytarzach, to widziała lepiej niż ja. 

Ona- siedziała za podwójne morderstwo, chyba ktoś z rodziny i policjant. On spokojny, nie karany. Ona psychopatka, nocami latała z nożem po korytarzach, przykładała nóż do szyi śpiącego męża, dziecko karmiła jakimiś substancjami tak, że lądowało w szpitalu. On zastraszony i bezradny, zmanipulowany. 

Mimo naszych monitów i monitów szpitala, w którym dziecko leczono- służby sprawą zająć się nie chciały. W końcu otworzyłam drzwi/było lato/ i wyprosiłam, bo baliśmy się o życie pozostałych mieszkańców. Miała adresy innych schronisk. zawiadomiliśmy pomoc społeczną.

Najpierw pani wezwała policję: biedna matka wyrzucona na bruk! Panowie przyjechali napaleni, ale jak się dowiedzieli o przeszłości i teraźniejszości  kobiety, odjechali. Po kilku dniach zadzwoniła rozgorączkowana dziennikarka z telewizji. Żądała, żebym przyjechała  do studia i toczyła dyskusję z naszą psychopatką, przedstawiającą się jako ofiara. Pomysł świetny, żeby mnie wrobić! Istnieje bowiem ochrona danych osobowych i mam zamkniętą gębę, albo proces sądowy o naruszenie dóbr, jeśli zdradzę dziennikarce lub publicznie historię tej kobiety. O czym nasza „ofiara” doskonale zresztą wiedziała, bo była równie porąbana, co bystra. Poradziłam tylko dziennikarce, żeby przepytała dobrze panią o jej przeszłość i – jeśli jej ktoś takie dane udostępni, zadzwoniła do szpitala i ew. więzienia. Podejrzewam, że wypuszczono ją warunkowo, bo nawet tam nie mogli z nią wytrzymać, a dziecko zrobiła sobie z upośledzonym człowiekiem, żeby na nich obu żerować. Nie wiem, co się nimi stało, ale do dzisiaj myślę o dziecku.  

 

5 Responses to bezdomne kobiety poniżane i maltretowane w schronisku

  • Ja, Bogu dzięki, FAKTU nie czytam… Trafiłam tu z Blogu Klarki Mrozek i …zostanę. Jak znajdę chwilę, przeczytam od początku wszystkie wpisy.

  • A swoją drogą, wolność słowa wolnością, ale przydałaby się zmiana prawa, aby kłamstwa, pomówienia, manipulacje i półprawdy kosztowały gazety/media przynajmniej tyle, ile goryczy kosztują owe złe słowa osób pomówionych, kłamliwie oskarżonych etc. Boleję nad tym, że na różnych forach bezkarnie można lać pomyje na osoby publiczne, ale także na innych dyskutantów.

  • Domyślam się, że jest SIOSTRA odporna na tego typu „dziennikarzy” , ale to się w głowie nie mieści.
    Przy tylu problemach „taki” się napatoczy i sieje ferment. A SIOSTRA pewnie jeszcze się
    pomodliła za niego w ramach: „módlmy się za naszych nieprzyjaciół”…
    A ta stara historyjka – to dopiero był horror !
    Dołączam się do gratulacji za otrzymanie Medalu św. Brata Alberta.

  • Przypomina się Encyklika Centesimus Annus Jana Pawła II, a w niej Rozdział III pkt 25 i sformułowanie „… w zmaganiach z przeciwnikiem, który nie czuje się związany zasadami moralnymi …” Dzisiaj wiadomo, że przemiany, które wówczas nastąpiły, były tylko zmianami na powierzchni rzeczywistości. Zmiany w ludziach są najtrudniejsze, zwłaszcza te wymagające samoograniczeń. Pan dziennikarz jak czytam w tekście powyżej wymaga zaopiekowania się nim gdyż cierpi na moralną bezdomność, która w skutkach bywa gorsza od tej materialnej. Ale czy zechce wybrać sobie jakiś „ośrodek pomocy moralnej” i poprosić kogoś o pomoc?

  • Skandal i dziennikarska nędza moralna. Kiedyś pracowałam w gazecie i w największej malignie nie przyszłoby mi do głowy posługiwać się takimi metodami. Cechą tego zawodu jest jednak duża rotacja ludzi.Często do mediów trafiają osoby z układów,albo przypadkowe, charakteryzujące się jednak dużą dozą agresji i bezwzgędności – co jak wiadomo, w niektórych tytułach jest mile widziane. Ten pan czający się pod Waszym schroniskiem – to zapewne ten gatunek. Szkoda, że jeszcze z takimi problemami musicie się zmagać. Na osłodę: dziennikarze pisali ostatnio, iż Siostra (i jeszcze kilka innych szacownych osób) zostali laureatami Medalu św. Brata Alberta za rok 2016, przyznawanego za niesienie pomocy osobom niepełnosprawnym. Serdecznie gratuluję 🙂