zapraszam na nasze strony

Wspólnota Chleb Życia

Żyjemy z ludźmi ubogimi wokół Chrystusa w Eucharystii,starając się pomóc im wyjść na prostą.
Prowadzimy domy dla ludzi bezdomnych, fundusz stypendialny, przedszkole, świetlicę dla młodzieży na wsi.

przejdź

Skarby Prababuni

Prowadzimy przetwórnię i szwalnię dając pracę bezrobotnym kobietom na wsi w Świętokrzyskim. Pyszne, tradycyjne przetwory i oryginalna bielizna.


przejdź

Katolelementarz

W co wierzą katolicy, jak się modlą, rozważania, filmy, audio.






przejdź

Intencje modlitwy

Tutaj można wpisać prośby o modlitwę. Dwa razy w tygodniu odprawiana jest w tych intencjach msza  św.




przejdź

“Onych” nie ma. Jestem “ja”.

“Onych” nie ma. Jestem “ja”.

Dobrze, że raz do roku pamięć nam powraca. O tych, którzy odeszli. Co prawda powszechnie mylone są dwa dni-Wszystkich Świętych i Dzień Zaduszny, ale może gdzieś na dnie duszy, pomiędzy wyborem zniczy i kwiatów a obiadem rodzinnym odnajdziemy prawdę o naszej ludzkiej kondycji. Przechodniami jesteśmy. Jest i druga- każdy może i powinien być święty.

W ostatnich kilkunastu dniach zmarło nagle dwóch naszych mieszkańców. Ot, zszedł na papierosa i upadł. Drugi zmarł nagle w łóżku. Schorowany, ale nie tak, żeby…..Zawał po prostu.

Każdy dzień jest nam darowany. Jakby spojrzeć na życie z tej perspektywy, to śmieszne nasze awantury, zawiści, gromadzenie bogactw, władzy. Jedynie Miłość trwa wiecznie. I to nie jest frazes. To pierwsza prawda tischnerowska. Reszta to pustka.

Gorąca atmosfera politycznych awantur i dyskusji o dyniach nie dociera do najsłabszych. /Nawiasem-mam w domu 2 sztuki, które kupiłam od przydrożnego sprzedawcy jakiś czas temu. Kupiłam, bo są pięknie kolorowe! Pan dał zniżkę “dla siostry”. Leżą na półkach w zadumie. Nie straszą./ Do tych, którzy martwią się o opał na zimę, do pana A., któremu nadal gnije noga i nadal żaden szpital w Krakowie nie chce go przyjąć, do starych ludzi bez opieki i starych ojców i  matek dorosłych niepełnosprawnych dzieci, którzy nie śpią po nocach w lęku, co będzie jak ich zabraknie. Walka o przeżycie kolejnego dnia odbiera chęć do szerszych rozważań i nie pozostawia miejsca na problemy dyń oraz patriotyczne, mniej lub bardziej, uniesienia. Wiem, punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. My siedzimy na ostatniej  ławce i wcale nie mamy zamiaru się przesiadać. A pierwsze ławki wcale nierzadko wyciągają do nas rękę. W ten to sposób tkwiąc na tylnym siedzeniu życia pozwalamy ludziom, którym się w życiu lepiej poszczęściło wydobyć z serca iskry człowieczeństwa i solidarności.

Tysiące rzeczy drobnych i większych i to nie tylko tych, które zbywają, ale także tych, których ktoś się wyrzekł dla bliźniego, zorganizował transport, dowiózł….Złotówki i wiele złotówek – grosz do grosza, warunkujące utrzymanie 9 już domów. Budowa kolejnego. Mamy świętych wśród nas. I większość z nich wcale o tym nie myśli, a nawet pewnie nie wie. Wielu też nie wybija dziur w kościelnej posadzce. Oj, po tamtej stronie zdziwimy się wielce, z kim będziemy mieszkać przez ścianę.

Wpadłam do Pionek- dwa samochody w doskonałym stanie plus kilkaset kilo kurzych udek. Co miesiąc! /Udka, nie samochody/. Dwa w jednym, co nam ratuje sytuację. Wpadłam do Medyni, a Jurek mi grzybów nazbierał. Wpadłam do Warszawy, a Rzecznik Praw Dziecka medal wręczył, ale ważniejsza od medalu była wspaniała rozmowa. Do dziś stoi na półce słoik soku zrobionego dla mnie przez p.Mirka. To on zmarł nagle, idąc na papierosa. I kaktus od Pipi, co właśnie wyjechała w kolejną wędrówkę, a najpierw zorganizowała mi dwa dni odpoczynku zająwszy się Arturem. Kaktus jest odleciany, kręcony dziwacznie. Mam odlot na kaktusy.

W powodzi wiadomości nie najlepszych spójrzmy na siebie dobrymi oczyma. “Oni” nie zbudują świata, o którym marzymy. “Onych” po prostu nie ma.  Jest człowiek- ja, brat, matka, sąsiadka, ksiądz, nauczyciel i pani w sklepie. No to lecimy po świętość. Dnia codziennego.

Kilka ton węgla kupione. Jeden domek oddany starszej pani po remoncie, drugi będzie gotowy w sobotę. Wszędzie w domach już pełno. Służba zdrowia walczy z nami, a my z nimi. Absurdów systemowych ciąg nieskończony. Dość powiedzieć, że jednego z naszych panów, który ma orzeczenie o niepełnosprawności wydane przez jeden powiat przeciągnięto na drugi koniec Polski celem powtórnego postawienia na komisję. Komisja komisji. Ile to kosztuje? Może jakimś cudem wzrok odzyska? Pan doktór w pewnej przychodni uczciwie stwierdził, że pacjent powinien być w szpitalu, ale jego szefowa nigdy się na to nie zgodzi. Człowiek ubezpieczony! Ministerstwo ogłasza konkurs dając pieniądze na dostosowanie domów, przepraszam, schronisk, bo nie wolno mieć domów dla ludzi bezdomnych, do swoich zasad. Cóż z tego, skoro pieniądze realnie otrzymalibyśmy w końcu listopada, a wydać trzeba do końca roku. Po drodze Święta. Niewykonalne w sposób uczciwy i rzetelny. Nie startujemy. Toż samo ministerstwo organizuje kursy sławnej już “organizacji pomocy społecznej” dla kierowników schronisk. Lokalizacja: Białystok, Kraków itd. Renia w przypływie czarnego humoru  zaproponowała Brukselę albo Barcelonę. Jak szaleć to szaleć. Kto z naszych, w Warszawie, może sobie pozwolić na trzydniowy, cotygodniowy  wyjazd i pozostawienie pracy, rodziny itp.? Nikt. Ale kasa z naszych podatków będzie wydawana na hotele, dojazdy. Można by też w Warszawie, gdzie jest wiele organizacji, ale po co? Jeśli już uznać zasadność tego typu kwalifikacji w działce “bezdomność”.  To kilka tylko drobnych uwag do poprawy tego świata, a właściwie kawałeczka pod nazwą Polska. “Oni” nie zaczną rozsądnie myśleć. “Onych” po prostu nie ma. Jest człowiek – ja, urzędnik, pracownik, działacz, polityk.

Nad-obowiązkowo

Jezu, Ty nam przypominasz, że Duch tchnie, kędy chce.
Jest obecny w w sercach i gestach
tych wszystkich, którzy walczą z nędzą
złem na naszej ziemi
niesprawiedliwością, która niesie śmierć.
Jakiekolwiek są ich przekonania i wiara
Sprawiają, że rozkwita życie tam, gdzie zasiano śmierć.
Oni są dla nas.
Widzisz także, Jezu, Twojego Ducha w działaniu
w tych wszystkich ludziach, których serce jest jasne
spojrzenie współczujące
ręce wyciągnięte.
Oni budują Królestwo
i rozciągają Zbawienie na cały wszechświat.
Realizują pragnienie Mojżesza:
uczynić z całego ludu Pana lud proroków.
Oni są dla nas.
Panie, wyzwól nas od lęku przed tym, który wierzy w Ciebie inaczej.
Naucz nas przyjmować nasze braki jako wezwanie do budowy razem wspólnoty,
pracować razem, budować świat, w którym każdy będzie mógł
na swój sposób iść za Tobą i żyć jak Ty./s.Marthe Lamothe, Kanada/

 

 

Gdy myślę o tych, którzy byli przede mną, czuję się – jak na przyjęciu towarzyskim w chwili pustki – po odejściu gości honorowych. Gdy myślę o tych którzy przyjdą po mnie albo przeżyją mnie – czuję się, jak gdybym brał udział w przygotowaniach do uczty, w której radościach już nie będę uczestniczył.

Nie szukaj śmierci. Śmierć sama cię znajdzie. Lecz szukaj takiej drogi, by śmierć była spełnieniem.

Dobroć jest czymś bardzo prostym: być zawsze do dyspozycji drugich, nigdy nie szukać samego siebie.

Bóg nie umiera w chwili, w której przestajemy w Niego wierzyć, ale my umieramy w dniu, w którym nasze życie przestaje być oświecane blaskiem, odnawianym codziennie, zachwytu, źródło którego jest poza naszym rozumem.

Nie możemy wybrać ram naszego losu. Ale to, co w nie włożymy jest nasze. Ten, kto lubi przygody będzie ich doświadczał-według miary swojej odwagi. Ten, kto pragnie uświęcenia będzie uświęcony-według miary czystości swojego serca. 

/Dag Hammarskjold, sekretarz generalny ONZ, protestant, życie polityka łączył z głęboką wiarą i pragnieniem świętości, zgłębiał katolickich mistyków, czytał O naśladowaniu Chrystusa Tomasza a Kempis, laureat pokojowego Nobla -pośmiertnie, zginął w katastrofie lotniczej w Afryce w 1961 r. Samolot prawdopodobnie zestrzeliły służby RPA/

 

 

 

4 Responses to “Onych” nie ma. Jestem “ja”.

  • Mozna oczywiscie nabrac dystansu do wszyskiego spogladajac w gore i patrzac wniebo usiane gwiazdami. Robie to za kazdym razem kiedy jestem w moich ukochanych gorach.Takie momenty sa potrzebne ,niezbedne dla nabrania odpowiedniej perspektywy , dla nowego spojrzenia na ten szalony swiat.W “dolinie” czuje zazwyczaj caly ciezar codziennosci. Bezsilnosc wobec pewnych spraw na ktore nie mama wplywu. Nieskutecznosc mojego dzialania w sprawach na ktore mam wplyw.Tu czy tam moglabym wiecej albo lepiej , ale : leniwie sie , boje, nie zauwazam – lista jest otwarta. I wzrasta poczucie winy. Zazwyczaj wtedy przychodzi refleksja , ze , tak jak siostra wyzej pisze , trzeba leciec po swietosc dnia codziennego. Leciec , to duzo powiedziane , ja raczej drepcze , pamietajac co napisal wieszcz Adam ” Trudniej dzien dobrze przezyc niz napisac ksiege…”
    Pocieszam sie , ze proza zycia tez czasami moze byc poezja. W przeblysku ale sie zdarza i daje nadziei na to , ze kiedys zrozumiem o co w tym wszyskim chodzi…
    No to swiatelek zycze w ten listopadowy wieczor i lece 🙂

    Widze , ze milosc moze miec ksztalt zakreconego kaktusa, koszyczka grzybow, i sloika z sokiem oraz dwoch samochodow.. czy to nie piekne?
    pozdrawiam serdecznie
    Malgosia

    • Małgosia K.super napisane.często mam tak samo.kiedyś chodziłam po górach i patrząc z tej perspektywy wszystko na dole wydawało się małe.☺

  • Ja zwykle cudnie napisane , jak zwykle czuje własną małość – czuje tak samo i już nawet myślę tak samo ale robię – nic . Spotkałam w życiu anioła była nim moja babcia . Anioł ten każdemu z nas dawał poczucie że właśnie jego kocha najbardziej , brakuje mi jej do dziś i jedno co mogę zrobić to dbam o rodzinę . Własne dzieci , siostra i tato jakiś kuzyn który wychodzi na prosta – tylko tyle . Dbam aby przekazać ta miłość której otrzymałam ogrom dalej , aby rozpieszczac tatę swego jak on kiedyś mnie (mama była rozpieszczana ale tego nie chce ) Dbam aby moje dzieci rozpieszczaly dziadka jak on ich i oby chciały aby ich dzieci dostały tyle od niego co my , miłość , czułość i opowieści cudzych bajek . Tylko tyle robię . Za chwilę grudzień i 3 lata jak byłam po tamtej stronie – chwilka pewnej nocy i tylko krzyk córki kazał wracać na chwilę zobaczyć co się jej dzieje – zostałam słysząc od lekarzy że z jednego z takich zaworów się nie przeżywa u mnie kilka na raz . Nazwano to cudem i powiedziano że mam serce że stali może ale ta stał potrafi kochać 🙂 Po tamtej stronie czekano już na mnie i byłam bardzo szczęśliwa…to jak powrót z dalekiej podróży i radość . Powrót oiom i 3 dniowy ogromny ból tego serca że stali 🙂 ale jak widać i to można przeżyć zwłaszcza jak leży się w szpitalu w Belgii . Pielęgniarka na oiomie miała nas dwie bo sala dwuosobowa , i opieka jak w hotelu lux . Troska i wręcz czułość i uczucie że każdemu zależy na tobie . Można wszystko tablet , telefon jeśli za zimno albo za ciepło na już zmiana temperatury . Co chwilę pytanie czy ok ? jak się czuje czy nic nie potrzebuje ? Co 3 H lekarze i badania które przyjeżdżają do łóżka z fachowcami wszystkich typów . Wyjazd do ginekologa (bo zator może być oznaka nowotworu) więc na już trzeba zbadać wszystkie organy . Usg wszystkiego plus skan całego ciała na cito na już z łóżkiem na komputer . Wiem że brzmi jak bajka ale przybiega ordynator w randze profesora (szpital kliniczny) płaszcze po głowie i mówi zuch dziewczyna przeżyłas coś nie do przeżycia teraz my zrobimy wszystko abyś wyszła z tego tylko mów co czujesz nie tak musimy wiedzieć . Pyta czy potrzebny psycholog .Ginekolog mówi że mam zakaz ciąż i antykoncepcji (Mam 42 lata i dwoje dorosłych dzieci) Sterylizacja ale mi jej nie zrobi bo moja krew ja woda , więc idzie mąż . Leczenie tu jest dla ludzi a personel to anioły i nie tylko na oiomie tak jest wszędzie . Dziś jestem zdrowa wróciłam do pracy , kocham tak samo jak zawsze mnie kochają bardziej , zawsze mnie kochano ale po tym mają świadomość że jestem delikatna kiedyś byłam niezniszczalna:) Zawsze wiedziałam że jest Bóg teraz wiem że czeka i wszyscy którzy odeszli , czekają i tęsknią jak ja .Dlatego czas ucieka a robię mało ! Dziękuję bardzo siostro za przypominanie ja ruszę wiem że muszę .

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.