zapraszam na nasze strony

Wspólnota Chleb Życia

Żyjemy z ludźmi ubogimi wokół Chrystusa w Eucharystii,starając się pomóc im wyjść na prostą.
Prowadzimy domy dla ludzi bezdomnych, fundusz stypendialny, przedszkole, świetlicę dla młodzieży na wsi.

przejdź

Skarby Prababuni

Prowadzimy przetwórnię i szwalnię dając pracę bezrobotnym kobietom na wsi w Świętokrzyskim. Pyszne, tradycyjne przetwory i oryginalna bielizna.


przejdź

Katolelementarz

W co wierzą katolicy, jak się modlą, rozważania, filmy, audio.






przejdź

Intencje modlitwy

Tutaj można wpisać prośby o modlitwę. Dwa razy w tygodniu odprawiana jest w tych intencjach msza  św.




przejdź

Solidarność we śnie

Dobra wiadomość to ta, że udało się znaleźć rodzinę naszej pani K. Przysłana przez konsulat w Rzymie – rozchorowała się, straciła pracę i wylądowała pod mostem nad Tybrem. Konsulat szukał rodziny przez pomoc społeczną, my prosiliśmy takoż i nic. Choć miejscowość mała i wszyscy zapewne się tam znają. W końcu niezawodny ks.Jacek przypomniał sobie, że mamy tam znajomą. Szybciutko znalazły się dzieci i ucieszone, mamę zabrały.

Niedobra to taka, że w piątek wylądował u nas pan, także import z Włoch. Miał być “młody, piękny i zdrowy”, a oczywiście jest całkowicie leżący. Nie możemy mu zapewnić opieki w Jankowicach. Zaczynamy batalię o umieszczenie pana w odpowiednim dla niego miejscu. Rodzina, owszem, raz się pojawiła i zniknęła.

Dobra wiadomość to ta, że w piątek o godz.15.20 wpadliśmy z Tomaszem do Urzędu. Urząd pracuje do 15.30, a większość w piątek nieco krócej, jak wiadomo. Mieliśmy kłopot wielki z pomocą niepełnosprawnemu człowiekowi. I co? Nie tylko nie dostaliśmy żółtej kartki, lecz pan Urzędnik wyjaśnił i załatwił sprawę, poświęciwszy jej więcej niż należne do końca pracy 10 minut. Można? Można być człowiekiem.

Dlatego zachęcam pana Prezesa spółdzielni B do okazania ludzkiej buzi. A rzecz się ma następująco:

W pewnym nie małym mieście, takim średnim, robimy podnośnik z balkonu na parterze niepełnosprawnemu na wózku panu G. Mama tego pana zwoziła go na wózku po schodach. Choć mieszkanie na parterze, to schody są. Ostatnio starsza już kobieta przewróciła się z wózkiem i panem G, co skończyło się dla niego ciężkimi obrażeniami. I teraz się zaczyna.

Podnośnik będzie schodził z balkonu na trawnik należący do spółdzielni A, która nie tylko wyraziła na to zgodę, lecz także na zrobienie chodnika przez trawnik i na końcu tego trawnika na mały parking dla samochodu mamy. Trawnik jest oczywiście spółdzielni A.

Pan G zjeżdża z balkonu, mama pcha wózek po utwardzonej nawierzchni do samochodu. Pech chce, że potem mama musi zjechać z parkingu na uliczkę osiedlową, otwartą małą uliczkę między blokami, 40 metrów do miejskiej ulicy. Uliczka należy do spółdzielni B. No i się zaczęło. Musieliśmy wstrzymać roboty, bo spółdzielnia B zastanawia się, czy wyrazić na to zgodę! Na przejazd kobiety z niepełnosprawnym synem 40 metrów po ICH uliczce, którą zresztą jeździ, kto chce. Orwell? Kafka? Czekamy na zgodę, chłopaki stoją z robotą, pogoda i czas ucieka, a pan G siedzi na balkonie i tęsknie patrzy na bloki spółdzielni B, od których oddziela go trawnik należący do jego spółdzielni  i uliczka -własność B.

A ja miałam sen. Piękny był. Prezes spółdzielni B zwołuje swoich mieszkańców i zaprasza ich do wykonania podjazdu, a następnie udekorowany kwiatami samochód z mamą i panem G, który zjechał podnośnikiem, przejechał zrobionym chodnikiem i na parkingu został wniesiony przez rozentuzjazmowany tłum do samochodu, przy akompaniamencie muzyki rusza z parkingu uliczką. ICH ULICZKĄ.

Niestety, obudziłam się. W Polsce.

Udało się nakarmić dwie panie. Dotarliśmy tam z Tomaszem.  Jedna straciła męża. Bardzo lubiłam tego prostego, dobrego człowieka. Miał nowotwór mózgu. Do końca starał się trzymać. Zrobił nam kiedyś, już bardzo chory, budę dla psa. Nie chciał brać darmo pomocy. Została żona. Bez środków do życia. Rentę po mężu dostanie. Za jakiś czas. Sama schorowana. Druga pani straciła jedyną córkę, naszą stypendystkę. Zmarła nagle. Matka w rozpaczy została też bez pieniędzy, bo pomoc społeczna od nowa musi jej naliczyć zasiłek. Znów miałam sny. Pracownik socjalny stoi następnego dnia po otrzymaniu informacji  w drzwiach obu pań i pyta, czy w czymś pomóc. Znów się obudziłam.

Kolejna dobra wiadomość, to taka, że KK przybyło trochę ludu. Chrzciny w Brwinowie. Imprezka była, a jakże.

Nad-obowiązkowo

Dziś kanonizowano m.in.Arcbp.Romero:

Pokój nie jest produktem terroru i strachu.
Pokój nie jest ciszą cmentarzy,
Pokój nie jest milczącym rezultatem gwałtownych represji.
Pokój to wielkoduszna, spokojna współpraca wszystkich dla dobra wszystkich.
Pokój jest dynamizmem.
Pokój jest wielkodusznością.
Jest prawem i obowiązkiem.

Oto przesłanie od Chrystusa dla dobra ludzkości. Nie wystarczy być dobrym. Nie wystarczy nie czynić zła. Moje chrześcijaństwo jest bardziej pozytywne: nie jest negatywne. Jest wielu ludzi, którzy mówią: “Nikogo nie zabiłem, niczego nie ukradłem. Niczego złego nikomu nie zrobiłem. ” To nie wystarczy. Brakuje ci  wielkiego czynu.  Nie wystarczy być dobrym.

 

5 Responses to Solidarność we śnie

  • <3

  • Cieszę się, że mogłam pomóc.

    • Dziękuję. Traciłam wiarę w ludzi. Uratowaliście ją. Dobra wiadomość to taka, że spółdzielnia B łaskawą rączką wydała w poniedziałek zgodę na przejazd ich uliczką pani M z synem. Pozdrawiam

  • Znajoma pozdrawia serdecznie

  • Sen….Siostro kochana, niech się spełni sen!
    Mnie najbardziej poruszyły słowa z nad obowiązkowo “Brakuje Ci wielkiego czynu. Nie wystarczy być dobrym”
    Tych czynów dziś życzę sobie i blogowiczom. Siostrze emerytury.. tej fizycznej , bo na inną się nie zanosi :), bo od dobra i wielkoich czynów emerytury nie ma!

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.