zapraszam na nasze strony

Wspólnota Chleb Życia

Żyjemy z ludźmi ubogimi wokół Chrystusa w Eucharystii,starając się pomóc im wyjść na prostą.
Prowadzimy domy dla ludzi bezdomnych, fundusz stypendialny, przedszkole, świetlicę dla młodzieży na wsi.

przejdź

Skarby Prababuni

Prowadzimy przetwórnię i szwalnię dając pracę bezrobotnym kobietom na wsi w Świętokrzyskim. Pyszne, tradycyjne przetwory i oryginalna bielizna.


przejdź

Katolelementarz

W co wierzą katolicy, jak się modlą, rozważania, filmy, audio.






przejdź

Intencje modlitwy

Tutaj można wpisać prośby o modlitwę. Dwa razy w tygodniu odprawiana jest w tych intencjach msza  św.




przejdź

Życie to nie “event”

Prosiłam o pomoc znajomego Pana od Budów. Tego samego, co nam piękny dom w Zochcinie wybudował. Pojechaliśmy do starej chaty. Matka, starsza pani i syn dorosły, niepełnosprawny. Pan od Budów wyszedł w lekkim szoku. Na razie zreperuje piec, bo stojąca w pokoju koza nawet nie jest szczelnie podłączona do komina, więc nie mogę kupić węgla. Zaczadzieją. Z wiosną zaczniemy kleić co się da, bo nie za bardzo jest się czego czepić w sensie dosłownym. Wszystko z jakiś resztek i “na ślinę”.

W domu dla chorych kwitnie życie kulturalne. Koncert mają i nawet do teatru pojechali. Oczywiście ci, co są w stanie chodzić. Na zaproszenie p.Mai Barełkowskiej  byli w “Teatrze Polskim” na  Ukraińskim Dekameronie. A przedtem koncert
Warsaw Jazz Trio w jadalni. Niestety “u nas na wsi” takich rozkoszy nie ma. Oczywiście najpierw jest problem, żeby zebrać chętnych, bo nikomu się nie chce ruszyć, potem szukanie koszul, butów i wyjściowych innych części garderoby, a na końcu wszyscy zadowoleni.

Jestem w Medyni. Przejęłam dowodzenie. Wczoraj i dzisiaj lekki szok. Innego rodzaju. W przychodni nie ma kolejki, niezwykle życzliwa Pani Doktór, a w PCPR, gdzie składałyśmy z Marzeną papiery na grupę inwalidzką – szybko, uprzejmie i serdecznie. Cholera! Można? Można. Bo tak na prawdę komfort codzienności zależy od ludzi. Od nas samych, nie od polityków.

Artur pod opieką młodych w Nagorzycach bawi się świetnie. Nie wiem, co zastanę, jak wrócę, ale jak imprezują, to znaczy, że żyją. Na razie ćwiczenia z anatomii czyli rozbieranie lalek na części pierwsze i łączenie rąk z głową. To jego ulubione zajęcie. Potem do pustych kadłubów wrzuca drobiazgi. Bo generalnie uwielbia wszelkie pojemniki, do których można nawrzucać zapalniczki, połamane długopisy i spinacze. I kto by wpadł na taki pomysł? Mam nadzieję, że nie rozbierze pralki na drobne i nie powrzuca do butelek i lalczynych kadłubków.

Jedna z mam w Brwinowie ma nowotwór. Potrzebne pilnie badania, żeby zacząć równie pilne leczenie. Termin władza poprzez NFZ oferuje za kilka miesięcy. Trzeba prywatnie. Gdyby u nas nie była, co by zrobiła? Nie wiem i wolę nie dociekać. Wolę nie dociekać dlaczego ci, co dysponują naszą wspólną kasą wydają miliony na bzdety, a najsłabsi żyją za 604 lub mniej, na leczenie dzieci rodzice muszą żebrać, a WOŚP jest wrogiem państwowym zagrażającym bezpieczeństwu narodowemu. Choć może  odpowiedź znana jest od bardzo dawna. Od czasów Kaina i Abla. Tak tłumaczy to św.JPII:

Po zbrodni Bóg wkracza, aby pomścić zabitego. Kain, zapytany o los Abla, zamiast zawstydzić się przed Bogiem i prosić o przebaczenie, z zuchwałością omija pytanie: „Nie wiem. Czyż jestem stróżem brata mego?” (Rdz 4, 9). „Nie wiem”: Kain próbuje kłamstwem zakryć zbrodnię. Czyniono tak często w przeszłości i czyni się nadal, posługując się różnymi ideologiami dla usprawiedliwienia i zamaskowania najokropniejszych przestępstw przeciw osobie. „Czyż jestem stróżem brata mego?”: Kain nie chce myśleć o bracie i odrzuca odpowiedzialność, którą każdy człowiek ponosi za bliźniego. Mimo woli przychodzą tu na myśl współczesne tendencje, prowadzące do uwolnienia człowieka od odpowiedzialności za bliźnich, wyrażające się między innymi zanikiem solidarności z najsłabszymi członkami społeczeństwa, jak starcy, chorzy, imigranci i dzieci oraz obojętnością często występującą w relacjach między narodami, nawet wówczas, gdy w grę wchodzą wartości fundamentalne, takie jak życie, wolność i pokój./EV 8/

Życie to nie event, wieczna imprezka bez konsekwencji, dla siebie i innych. Bez liczenia się z bólem innych. Bez zobowiązań. Jak mi się tutaj impreza nie spodoba, to przecież mam tyle innych do wyboru: kolejną dziewczynę, czy chłopaka, żonę lub męża, kolejną wspólnotę, kolejnych przyjaciół. Kolejne wartości, polityczną partię czy nawet religię.  Na koniec zostaje się z pustymi rękoma i pustym sercem, bo okazuje się że to, co jedynie się liczy i nas buduje i wyzwala to miłość. Nie miłostka. A to wymaga cierpliwego trwania i budowania. Cóż. Robota głupiego? Pewnie. Dlatego tak mało chętnych. Nie ma nic wielkiego w codzienności prania, sprzątania, podawania leków, trwania z chorymi, ubogimi, rzetelnej pracy kasjerki, lekarza,  księdza, urzędniczki czy polityka. W codziennej modlitwie i dotrzymaniu danego słowa, nawet jeśli to jest obiecane dziecku wyjście na basen. W geście podania chleba czy uśmiechu do smutnego. Nuuuda! Nie ma nic wielkiego w codziennej pracy nad sobą. Szarzy, zwykli ludzie budują lub rujnują pokój. Szarzy, zwykli ludzie tworzą prawdziwe życie. Nie wydarzenie. Tego nam, zwykłym szarym ludziom nikt nie może odebrać. Apostołowie toć byli zwykli, szarzy ludzie. I było ich dwunastu. No to koleżanki i koledzy – Szaraki, robimy dalej. Szare dobro! W ubiegłym roku przyjęliśmy do naszych domów 1085 osób bezdomnych. My, zwykli szarzy ludzie dzięki setkom innych zwykłych, szarych ludzi. /patrz-najnowsze Wiadomości na stronie głównej/

Nad-obowiązkowo

A to szare życie własnie. Tym razem list mieszkanek domu dla matek w Brwinowie.
list mieszkanek Brwinowa 1

list mieszkanek Brwinowa 2

 

17 Responses to Życie to nie “event”

  • To prawda Siostro, wózek świata pchają miliony zwykłych ludzi, swoją codzienną, mrówczą pracą. Szarość bez mediów i fajerwerków.
    List mieszkanek domu dla matek w Brwinowie bardzo ujmujący swoją szczerością.

  • Witam Siostro ! Ze zgrozą przeczytałam o problemach chorej z Brwinowa -istnieje tzw zielona karta czy jak kto woli system DILO. Wg tego systemu lekarz rodzinny wystawia choremu tę kartę zapisuje się on do specjalisty i od wizyty u tegoż jest 8 tygodni na diagnostykę czyli po tym czasie zaczyna się leczenie.Domagajcie się tego do skutku!!! Pozdrawiam,nieustannie podziwiam.

    • W praktyce to nie takie różowe…Jeśli jest możliwość trzeba jak najszybciej doprowadzić do diagnozy. Niestety czas jest bardzo waż ny , komórki nowotworowe dzielą się szybciej niż ubywa kolejka oczekujących. Obrzydliwe jest ,że lekarz bierze 450zł za konsultacje, która jest przepustką do szpitala gdzie już szybciutko będzie diagnostyka i operacja..Trzeba użyć wszystkich możliwych środków by ratować tą Mamę.Dobrze,że jest u Was, w śród ludzi gdzie każdy jest ważny, godny.

    • Tak tylko na termin do specjalisty czeka się dość długo i te 8 tygodni zmienia się w nieskończoność

      • Trzeba prywatnie…Nie ma wyjścia, później to już pójdzie. Należy się dostać w tryby machiny NFZ jak najszybciej.

  • I co ja mam napisać? Że dzięki Siostrze chce się wierzyć w dobro i w drugiego człowieka? Przecież to Siostra wie. Uwielbiam spokój, jaki płynie z tych tekstów, choć mówią o rzeczach mocnych, bolesnych.

  • Siostro, w punkt – sama prosta, szara, prawda. Tylko tych ludzi kochających blyskotki i eventy jakoś dużo wokól… Cieszę się, że Siostra taka ” normalna” , życiowa. I dziękuję za wrażliwość. To przywraca nadzieję.

  • i chce się żyć jak czyta się ten list od dziewczyn w Brwinowie.
    Kochane dbajcie o Kasie i Czarka . Przecież jesteście rodziną… musicie nad sobą czuwać wzajemnie.
    Impreza w Nagorzycach…fajnie. Tu też jak w rodzinie, chata wolna będzie bal :).
    I jak Cię czytam Siostro Kochana to znów myślę – róbmy swoje byle dobrze.
    Dziękuję,że Siostra jest i “ciągnie” za sobą tak wielu współczesnych apostołów.

  • Witam.życie za 604 nie jest proste.Z powodu swojej niepełnosprawności mam utrudnione korzystanie z łazienki więc pomyslalam że skorzystam z PEFRonu i ja wytemontuje.niestety gdybym to zrobiła MOPS zabrały mi zasiłek bo potraktowano by to jako dochód. Na święta dostałam 400 zł a w międzyczasie pies się rozchorowal więc poszło na weta niestety niezgodnie z ustawą bo kasa miała pójść na żywność.czasem się zastanawiam czy urzędnicy sami siebie słyszą jak mówią zgodnie z ustawą…zgodnie z ustawą mam mieć utrudnione korzystanie z łazienki a pies mial zdechnac. Mam nadzieję że Pan Bóg nie rozlicza zgodnie z ustawą bo wtedy marnie wypadne .Pozdrawiam

    • Nic nowego, w 2006 mojej leżacej . po udarach, mamie odmówiono pomocy przy wymianie okien ( emerytura szła na prywatna rehabilitacje bo na panstwowa nie było co liczyc,a utrzymanie i opiekunke zapewniałam ja). 40 lat pracy mamy i fakt ze nigdy nie korzystała z państwowych benefitów nie było żadnym argumentem…Żadna dotychczasowa władza nie powiązała składek ludzi pracujących z wydatkami na nich, w razie potrzeby. Kase sie dzieli w ramach tzw sprawiedliwości(?) społecznej po równo. Tak wiec ten zdrowy co nigdy nie schylił się po prace korzysta na równi albo i bardziej ( bo ma czas sie upomniec) z reszta. Dlatego fundacje prywatne i zbiórki społeczne (ale rozliczane rzetelnie) lepiej się sprawdzają.

      • To bardzo przykre.Moja mama również choruje a w mieszkaniu wszystko musi robić na własny koszt.też ma lata przepracowane

    • Odwagi!! Uratowała Pani życie, bo pies to też Boże stworzenie. I na pewno Bóg to Pani wynagrodzi. Serce rośnie jak ktoś ze swojego niedostatku pomaga innym, również zwierzętom. Wszystkiego dobrego dla Pani i pieska.

    • Moniko, zgodnie z ustawą, a właściwie intencją ustawodawcy, jako osoba niepełnosprawna nie masz prawa mieć psa ani łazienki, ani innych rozpustnych oczekiwań od życia w postaci lodów czy fryzjera. . Masz prawo do chleba z margaryną. 604 zł zasiłku stałego jest skandalem, zwłaszcza, że nie można do tego mieć innego dochodu, bo zabiorą.

      • A najgorsze jest to rozliczanie jakby ta kwota była zawrotną.W sumie zawsze pracowałam za najniższą krajową .Z tego płaciła za mieszkanie i szkole.ogólnie zrobiłam dyplom kosztem dużych wyrzeczeń.ale to jeszcze nic.W MOpsie są etaty a ja pracy nie dostałam.to mnie chyba najbardziej odbiło..zawsze jak do nich chodzę to mnie skręca bo wolałabym sobie na chlebek sa na zarobić.samo życie.żeby drugiego człowieka szanować to trzeba mieć klasę i tyle.Siostra nigdy nie pokazała mi swojej pogardy a urzędnicy uważają że jak ktoś był wozem roboczym to do pracy się nie nadaje.przepraszam za tę smutne wywody i pozdrawiam

        • P.ś A do tego na wywiadzie socjalna mówi mi że życie to nie bajka.no cóż dla mnie nigdy bajka nie było.ale trudno dyskutuje się z młodą zdrowa osoba która prawi wykłady na temat życia którego właściwie nie zna.

  • tak trzymac

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.