zapraszam na nasze strony

Wspólnota Chleb Życia

Żyjemy z ludźmi ubogimi wokół Chrystusa w Eucharystii,starając się pomóc im wyjść na prostą.
Prowadzimy domy dla ludzi bezdomnych, fundusz stypendialny, przedszkole, świetlicę dla młodzieży na wsi.

przejdź

Skarby Prababuni

Prowadzimy przetwórnię i szwalnię dając pracę bezrobotnym kobietom na wsi w Świętokrzyskim. Pyszne, tradycyjne przetwory i oryginalna bielizna.


przejdź

Katolelementarz

W co wierzą katolicy, jak się modlą, rozważania, filmy, audio.






przejdź

Intencje modlitwy

Tutaj można wpisać prośby o modlitwę. Dwa razy w tygodniu odprawiana jest w tych intencjach msza  św.




przejdź

Interes

ze studentami z nowosądeckiego duszpasterstwa Na Strychu

Po kolejnych rekolekcjach-u OO.Jezuitów w Nowym Sączu i wizycie na Uniwersytecie JPII w Krakowie, przeplatanych zakupami żywności, organizacją składania mebli, wieszaniem arturowych samochodów na ścianach, milionami telefonów i “wpadniętymi na chwilę” współpracownikami oraz dziennikarzami, zastanawiam się, czy mam jeszcze coś do opowiedzenia. I w czasie mojej ulubionej lektury przed spaniem, kiedy – o zgrozo- jemy z Arturem, leżąc  w łóżku migdały albo rodzynki grając w “ja tobie jedną do buzi, ty mnie jedną do buzi”, do wyczerpania zapasów czyli torebki,  znalazłam kolejną perełkę. Świętą nędzarkę, która za życia nic nie zrobiła znaczącego. Miłość nie robi wielkich rzeczy.

ukochane samochody na ścianach

Kuchnię ratuje Pipi, ale po zakupy muszę jeździć jako kierowca, bo Pipi ma już co prawda prawo jazdy, ale hm….jak mi zniszczy ostatni dobry samochód, to koniec świata, a takiego, co by mniej było szkoda i stał bezczynnie nie mamy. Nie chodzi o to, że Pipi nie szkoda, ale…… samochód…..!!!!

W Warszawie ktoś nam wjechał w  dostawczaka, zreperują pewnie za miesiąc, a tu, na wsi jazdy w kółko. Głównie w sprawach mieszkańców. Starzy są i chorzy, jak nasze samochody.

Mebli złożyć, com je kupiła jakiś czas temu do Jankowic, też nie ma kto. W domu 40 ludzi! Znów- starzy, chorzy. Nie, nawet nie z lenistwa, tylko z braku sił i umiejętności. Trzeba wzywać fachowców z zewnątrz, a ci mają swoją robotę. Ulitowali się i mają być we wtorek.

Renia w schronisku dla chorych miała dzisiaj do mycia 36 osób. Personel chory albo na urlopie, albo wybył w siną dal. W domu ponad 90 osób. Uprzejmie donoszę Pani Minister. 90 x 20000 zł, toż zastrzyk dla budżetu. Bo tyle kary należy nam się zgodnie z ustawą za przyjmowanie starych i chorych do schronisk. Po co pisać idiotyczne ustawy, skoro wiadomo, że ich przestrzeganie jest nierealne i sprzeczne ze społecznym interesem? No więc Renia wymyła i dała radę.

A co do owego “interesu społecznego” to pojęcie to, choć w gruncie rzeczy szerokie i nieprecyzyjne, ale jednak niegdyś funkcjonowało. Dziś zostało zamienione na dwa. Czasem ze sobą sprzeczne, czasem idące pod rękę: interes osobisty i interes partyjny. 

Pan Garfield zajęty

Mała dobroć funkcjonuje jednak, jak szara myszka, nieśmiało. Choć w Nagorzycach szare myszki są nie tylko śmiałe, ale bezczelne, a kot nazywa się Garfield nie bez powodu. Zero zainteresowania czymkolwiek, oprócz michy z karmą i fotelem.

Ta Pani Doktor stosuje leczenie dobrymi uczynkami

Pani Doktór z Elbląga ze swoim pacjentem i współpracownikiem/ jak nie chcecie, żeby was zaprzęgła do roboty, to  nie chodźcie do niej się leczyć!/ przywieźli jedzenie i zimowe kurtki. Przyjaciel z Tajlandii przysłał Arturowi bluzę ze Scoobim.

nowa bluzka ze Scoobim!

Przyjaciele z Emaus czy od Brata Alberta dzielą się tym, co mają, a niedawno wpisaliśmy na listę dwutysięcznego stypendystę. Moim zdaniem było ich ciut więcej, ale początkowo nie mieliśmy programu komputerowego, więc dane zniknęły. We Francji Małgosia organizuje ze znajomymi  książki po arabsku dla Grzegorza.

Jurek- mieszkaniec domu w Medyni zrobił stół i położył kafelki w kuchni rzeszowskiej Zupy. Zup zresztą jest już wiele w różnych miastach. Niektóre wspieramy udzielając subkont, żeby mogli zbierać pieniądze. Do Sopotu dla Zupy na Monciaku idzie nasze Iveco. Na razie przechodzi lifting w warsztacie. Cierpliwości, Sopocianie!

Nasi młodzi, choć nieliczni, to rękawy sobie zrywają. Błażej ciągnie Medynię i jak na poetę, to ma dwie nóżki na ziemi mocno. Właśnie obrabia Szczecin na remont domu w Krakowie, który nareszcie idzie pełną parą, za to Inżynierowi pary zaczyna brakować od kłopotów z krakowską inwestycją. Parę podtrzymać musi  kasa. Na wykonawców i materiały, rzecz jasna, a wtedy i Inżynierowi podniesie się ciśnienie w kociołku życia.

Miki prawie nie wysiada z auta, Tomasz jedną ręką bawi synka, drugą ciągnie Zochcin, wozi dzieci do przedszkola i z przedszkola, zagląda do świetlicy, Marta walczy w Jankowicach, a bez drugiego Tomasza i Pipi leżę i kwiczę w Nagorzycach. Artur zaopiekowany, goście ugoszczeni, sierściuchy, rybki i papug lśnią. Każdy, kto wejdzie od progu kawusię, herbatkę i jedzonko dostaje. Bo to jest dom.

Starzy niech się nie oburzają, że o ich zasługach nie piszę. Tak się jakoś złożyło, że jak stary coś robi, to nikt się nie dziwi. No i pracownicy też w tej bieda instytucji pochwałę powinni dostać od polityków: mało zarabiają a dużo robią. To zgodnie z najnowszym trendem w zawodach “służebnych”. Tylko my mamy naprawdę malutki budżecik i mało zarabia tu każdy. Co więcej, nie ma co liczyć, że sytuacja znacząco się poprawi, bo ludzka bieda wysysa nam stale każdy grosz, który wpadnie. Tutaj “dobro społeczne nad własnym interesem” albo nic. Choć oczywiście ludzie muszą z czegoś żyć, bo ideą i misją swojego i dzieci brzucha się nie napełni. Staramy się jak możemy godnie wynagradzać, ale w naszej republice biedaków nie ma podatków a same wydatki, więc dzielimy, co Pan Bóg da i uda się zapracować.

Jesienny napływ mieszkańców ogłaszam za rozpoczęty. Jeszcze wieś ma kilka miejsc i potem już korytarze.

Nad-obowiązkowo

Urodzona w chłopskiej rodzinie wcześnie straciła matkę. Miała niedowład ręki i gruźlicę. Macocha, jak z bajki, była złą kobietą. Wypędzono ją z domu do obory, traktowano jak służącą reszty rodziny, zabroniono kontaktów z przyrodnim rodzeństwem. Uprosiła u ojca pozwolenie na pasienie owiec. Całe dnie spędzała na modlitwie, najczęściej na różańcu. Kiedy szła na mszę do kościoła, zostawiała stado, wbijała kij pasterski w ziemię i owce skupione wokół laski nigdy nie zostały zaatakowane przez liczne w tej okolicy wilki. Dzieliła się z ubogimi nędznym jedzeniem, które dostawała od rodziny. Podejrzewana przez macochę o kradzież chleba dla biednych otworzyła fartuch i ukazały się róże.  Zmarła w wieku 22 lat na schodach obory. Pochowana skromnie i szybko zapomniana. Chora i nędzna wieśniaczka. Niczego w życiu nie zdziałała, niczego nie napisała. Mimo prześladowań, była dobra dla rodziny i stale przebaczała macosze.  Przypadkiem odkryto i otworzono jej trumnę po 40 latach. Ciało zostało nienaruszone, mimo, że ciała innych zmarłych w tym czasie dawno się rozsypały w proch. Przy jej nowej trumnie działy się liczne cuda. Patronka chorych na gruźlicę, słabych,  odrzuconych, pasterzy.

 

17 Responses to Interes

  • A ja postanowiłam przestać pomagać. Po dwóch latach wspierania pewnej romskiej wielodzietnej rodziny. Zaczęłam, ponieważ wiem, jak trudno jest być samotną matką. Zwłaszcza, gdy dzieci mają problemy rozwojowe i zdrowotne. Rezygnowałam z wielu rzeczy, by pomóc im. Teraz zaczęły mi dokuczać nieleczone zęby, chory kręgosłup i stawy, depresja, anemia. A członkowie tej rodziny, gdy mnie widzą zgłaszają kolejne potrzeby. Nowy wózek inwalidzki dla jednego dziecka (pomoc w postaci pieluchomajtek i ubrań nie wystarczy), rower i buty do szkoły dla drugiego (bo w wyprawce do szkoły, którą kupiłam, akurat butów nie było), dla trzeciego nowe ubrania do przedszkola (bo te co kupiłam nie pasują), 600,00 zł na rachunek za prąd. I nie wiedzą dlaczego taki jest duży. Przeczesałam cały dom i oddałam wszystko, czego już jakiś czas nie używałam. Proszę znajomych, by nic nie wyrzucali i zanoszę im. Robię większe zakupy, by część z nich im dać. W ciągu 2 lat wydałam już około 10 tys. zł. W ich sytuacji zmieniło się tylko to, że przybyło kolejne dziecko. Ale ja przestałam już to ogarniać. To nie jest dla jednej osoby, zwłaszcza takiej, która nie radzi sobie ze swoim życiem. Trudno będą musieli szukać pomocy gdzie indziej, chociaż każdej niedzieli widzę, jak ludzie wychodzący z kościoła z pomocą dla tej rodziny się nie garną.

    • Pani Kasiu ja tez stracilam zdrowie pimagajac innym.Jednak robilam to z milosci do Boga.Dzisiaj fizycznie jestem wrakiem ale nie zaluje.wszystkie moje wybory byly swiadome.ludzie ktorym sie pomaga czesto bywaja egocentryczni.samo zycie.jednak niech pani sie nie zniecheca.pamietam jak z chorym kregoslupem kapalam chorych ryzykowalam i ktegoslup poszedl.jakims cudem dostalam sie na rehabilitacje i mnie podleczyli.prosze pamietac ze gdy robimy cos bezinteresownie to Pan Bog nas nie zistawi.pozdrawiam

    • Oczywiście, trzeba czasem przestać, kiedy samemu nie ma się sił, albo ten, komu pomagamy zaczyna żerować na naszej solidarności. Zainwestowane dobro nigdy się nie zmarnuje, chociaż niekoniecznie widzieć będziemy jego owoce. Pozdrawiam

      • Dziękuję bardzo! Przerwy potrzebuję, ale już mam wyrzuty, że ją sobie robię. Pozdrawiam!

  • To co robicie trzyma mnie przy życiu…wczoraj płakałam bo czytałam instrukcję KEP co do muzyki liturgicznej..Stworzyliśmy zespół muzyczny w Rybniku, chłopaki po przejściach, grali w barach przy piwie, szwendali się po świecie…Pan Jezus ich dotknął…teraz grają w kościele, na mszy i na różańcu…pięknie i całym sercem dla Boga…i co im teraz powiedzieć? Jesteście niepotrzebni z gitarą …tylko organy? No i wkurzam się…ale kiedy zaglądam na waszą stronę to od razu widzę: ROBIĆ SWOJE, nie narzekać, nie kombinować…ROBIĆ MIŁOŚĆ, być dobrym…tu nie można się pomylić….a co do instrukcji KEP…wy tu jeszcze z durniejszymi przepisami walczycie…robicie swoje. Niech Bóg wam błogosławi!!!!

  • A ja czytam …. i uwierzyć nie mogę ???
    Zawsze mowi się tylko ” Renia to … Renia tamto ” cudowna siostro Małgorzato, Renia też nie jest osamotniona. Sa ludzie wiernie oddani posłudze i siostra o nich nic nie wspomina …
    Czy dlatego, ze są skromniejsi niż Renia?
    Czy jest inny powód? Bo wszyscy wiemy że rownie ciężko pracują, tylko może się nie wychwalają jak Renia …. bo są skromni! A skromność to cecha ludzi …. powiem delikatnie dobrych tak mawiał mój ukochany Jan Paweł II.

    • Droga Pani! Wielokrotnie wyrażałam wdzięczność współpracownikom. Pracownicy, chociaż oddani, idą do domu po godzinach pracy. Jedni zostają dłużej, inni odchodzą do lepiej płatnych i mniej stresujących zajęć po jakimś czasie. Nie są odpowiedzialni za całość. Tak się składa, że Renia ma na głowie cały ambaras plus dyżury na Stawkach plus jazdy do Brwinowa plus obowiązki pielęgniarki, kiedy pracownicy mają wolne lub zachorują, jak to było w ubiegłym tygodniu, kiedy została sama i trzeba było asystować chirurgowi przy oczyszczaniu straszliwych ran osób zaniedbanych przez samych siebie lub służbę zdrowia, rozdać setki leków itd. Na szczęście jest wspaniały chirurg wolontariusz, który przyjechał w sobotę i uratował ludzi. Ktoś go musiał wezwać przecież. I tak się składa, że to członkowie Wspólnoty mieszkają razem z ludźmi bezdomnymi i są do dyspozycji o każdej porze, kiedy się coś wydarzy, w tym w nocy, święta, weekendy itd. Nie liczą nadgodzin, urlop maksymalnie 2 tygodnie i to nie zawsze.To oni oddali życie ubogim na dobre i złe. Renia nie prosi o pisanie o niej. Skąd ta zazdrość? Nic nie stoi na przeszkodzie, żeby w dobrym konkurować z Renią, zamieszkać na Gniewkowskiej i zasuwać. To najlepsza konkurencja, jedyna dopuszczalna: konkurowanie, kto więcej dla Boga i ludzi dobrego zrobi. I wtedy odczuje Pani różnicę pomiędzy najlepszą pracą, ale “na godziny”, a byciem dzień i noc z ludźmi bezdomnymi i odpowiedzialnością za ich życie- na zawsze. Z szacunkiem pozdrawiam.

      • Oj to wszystko prawda Siostro!
        Moj ogromny szacunek dla tych ludzi, którzy dosłownie tyrają od rana do nocy, aby pomóc bezdomnym i wykluczonym. Jedna osoba ogarnia więcej niż jeden czy dwa etaty i ceruje braki kadrowe i państwową niewydolność.
        Jeśli ktoś zazdrości cudzego wyróżnienia, to być może dlatego, że sam czuje się niedoceniony w swoich wysiłkach?…Mnie zajęło całe lata nieoczekiwanie na tzw. pochwały mojej pracy z podopiecznymi. Jeśli są, to jest OK, jeśli nie – to nie ma dramatu. Oczywiście, nie porównuję swojej pracy, do tego, co ogarnia pani Renia. Gorąco życzę jej wsparcia ludzi i Opatrzności!
        Życze wszystkiego dobrego Siostrze, Współpracownikom i całej Wspólnocie.

    • Alez Renia jest bardzo skromna osoba do tego mila i serdeczna.wcale sie nie dziwie Siostrze ze o niej pisze.faktycznie we Wspolnocie przewija sie wiele osob ale Renia rozni sie tym ze jest wierna wyborowi.jest od poczatku.ilekroc bywam we Wspolnocie to kadra sie zmienia a ..Renia zawsze jest po prostu.Wiernosc i lojalnosc to rzadkie cechy

  • Czytając i widząc ile dobra czynicie, i jak “żniwo wielkie, ale robotników mało”, modlę się o ochotników do pracy i czekam wiosny, gdy ja będę mogła coś pomóc.

  • Gdy czytam tekst, robi mi się ciepło na sercu! Wielka jest siostra Małgorzata, oj wielka! Miłością do Boga, do ludzi, którym pomaga. Przed laty zimę spędzałem na Potrzebnej, po szpitalu. Dobra i ciepła tam otrzymanego, nie zapomną do końca doczesnego życia. Bóg zapłać, Wam wszystkim, Przyjaciele!

  • jest tez swiety zebrak sw Benedykt Labre

  • Witam.zyciorys swietej przedstawiony w nadobowiazkowych pokazuje ze dla Pana Boga kazde zycie ma sens.u mnie w Lipniku dwoch pijakow uratowalo bezdomnego ktory zaklinowal sie w bunkrze.system l
    adnie nazywa ludzi wykluczonymi spolecznie.na rejon dostalismy pracoownika socjalnego ktory dba o to zebysmy za duzo nie mie
    li.coz na pewno sie wykaze ta pani w
    pracy jest lepsza niz skarbowka.samo zycie.dka ludzi ktorzy zyja w skrajnym ubostwie dobra materialne nie maja az takiego znaczenia.tylko ze system ktory walczy z wykluczeniem tak dziwnymi srodkami niech sie nie dziwi ze ludzie nie chca juz zadnej integracji spolecznej.pozdrawiam

Dodaj komentarz