zapraszam na nasze strony

Wspólnota Chleb Życia

Żyjemy z ludźmi ubogimi wokół Chrystusa w Eucharystii,starając się pomóc im wyjść na prostą.
Prowadzimy domy dla ludzi bezdomnych, fundusz stypendialny, przedszkole, świetlicę dla młodzieży na wsi.

przejdź

Skarby Prababuni

Prowadzimy przetwórnię i szwalnię dając pracę bezrobotnym kobietom na wsi w Świętokrzyskim. Pyszne, tradycyjne przetwory i oryginalna bielizna.


przejdź

Katolelementarz

W co wierzą katolicy, jak się modlą, rozważania, filmy, audio.






przejdź

Intencje modlitwy

Tutaj można wpisać prośby o modlitwę. Dwa razy w tygodniu odprawiana jest w tych intencjach msza  św.




przejdź

nowy numer telefonu do schroniska dla chorych Betlejem w Warszawie, Gniewkowska 50
+48 502 024 754

Jak żyć, by nie złamać Twego imienia…..

Jak żyć, by nie złamać Twego imienia…..

Zawiłe są ludzkie drogi, a miłość bliźniego czasami płata figle. Pani, którą zimą przywieziono na wózku wyszła od nas na własnych nogach, jak tylko słonko przygrzało. Ekipy mądrych pomagających debatowały nad ciężkim kalectwem delikwentki, współczucie rosło, wszyscy byli bezradni. Cud nastąpił kiedy panią zaciągnięto do kąpieli. Nie mogła chodzić, bo miała paznokcie wrośnięte w ciało. Wystarczyło pazury obciąć i….władza w nogach wróciła.

Pan na wózku przywieziony przez dzielną Zupę na Plantach z Krakowa do Warszawy jeszcze ciepły od alkoholu, staje na nogi. Jest co prawda po operacjach i ma blachy w nogach, ale nie chodził, bo…..wózek był jego narzędziem pracy czyli żebrania, więc się zasiedział i nóg nie usprawnił. Nawiasem pan nie jest zadowolony z pobytu u nas, bo po pierwsze- zarobek ucieka, po drugie- dostaje zasiłek stały i u nas musi jego część wpłacać do wspólnej kasy. Na razie nie ma wyjścia, a właściwie wyjazdu, więc Pan Bóg ma trochę czasu, żeby nad nim popracować.

Inny z kolei noc spędził na urąganiu mi przez internet i straszeniu za wyimaginowane krzywdy. Chłopak cierpi widać na bezsenność. Jeszcze inny, młody, wyrzucony z naszego domu za brak inicjatywy w uporządkowaniu swojego życia, przyszedł po jakimś czasie……podziękować za wyrzucenie. To nim wstrząsnęło. Ma już pracę i wynajmuje mieszkanie.

Braterstwo dla chrześcijanina to nie wybieranie sobie miłych i wdzięcznych towarzyszy wędrówki do Nieba. Wspólnota chrześcijańska tym różni się od każdej innej, że to Chrystus kieruje do niej ludzi. Jako, że boskie poczucie humoru jest nieskończone, podobnie jak miłosierdzie, to zestawia On razem ludzi skrajnie różnych. Mądrych i mniej, zdrowych i chorych, białych i czarnych. I ten drugi-obok mnie-mój brat w Chrystusie czy po prostu w człowieczeństwie jest dla mnie prorokiem. On pokazuje mi kim jestem. Czy potrafię przeskoczyć ponad to, co mnie w nim razi, przez granicę obcości, żeby znaleźć twarz Chrystusa, często mocno zdeformowaną?  Słabość drugiego obnaża często naszą słabość. Dlatego nie chcemy spotkania ze słabymi. Dlatego bronimy się przed słabością- agresją. Dlatego innych, obcych, tych, których nie rozumiemy zamykamy w naszych głowach w przegródce „gorszy gatunek”. To uspokaja sumienie. Zezwala na pogardę i krzywdę. Utrzymuje nas w złudzeniu „porządności” jako opozycji do tych gorszych, nieporządnych.

łagodność to siła pod kontrolą

Łagodność jest cechą ludzi silnych i odważnych. I nie ma nic wspólnego z ciepłymi kluchami, bo kiedy trzeba-potrafi się postawić złu. Nie z zemsty, ale dla otrzeźwienia. Często mylnie odczytywana jako słabość właśnie, łagodność jest jedyną drogą do pokoju, dialogu, braterstwa. I może drogo kosztować.

„A jeżeli dobrze, to dlaczego Mnie bijesz?”- spokojnie zapytał Jezus faryzeusza.

 

 

Nad-obowiązkowo

Przebudzony kamień jest bardzo zdziwiony.
Z przebudzenia wynika, że nie jest kamieniem.
Więc czym jest? Z jakiej materii zdziałany?
Niewielkie jest moje poznanie, niewielkie,
Moja wiedza jest skąpa, a to, co rozumiem,
Jest owocobraniem mojej słabej wiary.
Trud mój dopiero teraz się zaczyna,
Boże, który jesteś dla mnie większym ciężarem
Niż ja dla Ciebie.
A chociaż upadam pod Twoim brzemieniem,
Trwam pod nim,
Bo pragnę zasiąść
Na drugim brzegu człowieka.
Na drugim brzegu brata,
Na drugim brzegu myśli,
Na drugim brzegu serca,
Przy stole pojednania,
Gdzie wszystko ma swój sens i ład,
Gdzie nie ma żadnych sprzeczności i złudzeń,
Gdzie duch nie walczy z oporem materii,
Gdzie ostry topór nie godzi w pień drzewa,
Gdzie krew nie płynie od ukłucia nożem,
Gdzie woda nie jest przeciwna ogniowi,
Gdzie nie istnieje szukanie i lęk.

Dlatego wierzę, chociaż owa wiara,
Która dla innych jest ojczyzną ciszy,
Dla mnie jest jeszcze jedną
Burzą.
Dlatego wciąż od nowa szukam Cie i szukam,
Jakby Cie za mało było w tym wszystkim,
W czym Cię nieustannie widzę i czuję.

Jesteś umęczony mną, Boże,
Ale ja również jestem umęczony Tobą.
Zerwane sieci w falach Genezareth,
Gorzkie modlitwy, piwnice, ciemności
I medytacje nad tajemną sprawą,
Dlaczego ginie sprawiedliwy mąż,
A zły zasiada w radzie człowieczeństwa,
Dlaczego mędrzec pada pod toporem,
A tłuste sadło żre włochaty szczur,
Dlaczego kłamie czarna zakonnica,
A Maria Curie była ateistką.
Kołowrót męki, niepokój sumienia
I karuzela grzechów, i upadek,
I to pytanie, od którego bolą
wargi:
Powiedz, czy tę rzeczywistość
Może ocalić poezja?

A potem znowu wszystko od początku:
Zawiłe drogi, zasadzki i sidła,
Zerwane sieci w falach Genezareth
I wizja kwitnącego figowca,
Który jeszcze wieczorem
Był uschniętym kikutem.

Boże nauki, serc i intuicji,
Pragnę odnaleźć nici, które łączą
Serce ze sercem, zjawisko ze zjawiskiem,
Pragnę odnaleźć kiełki wszystkich zdarzeń,
Ich sen i jawę, spoczynek i trud,
I te klęczące w naiwnej pokorze
Pyłki i ziarnka,
I te przeciwko Tobie zbuntowane
Góry gigantów,
Abym mógł wreszcie zrozumieć i pojąć,
Jak żyć, by przeżyć godnie odrobinę
Wrogiego czasu,
Jak żyć, by nie złamać
Twego imienia
Ja, celnik, który kiedyś

1901-1987

Będę Cię błagał o kromkę wieczności
Jak o kromkę chleba./Roman Brandstaetter Rachunek kamieni/

 

 

1901-1925

bł.Pierre Giorgio Frassati:

Wobec rosnących wpływów faszyzmu, organizacje, do których należał, musiały się, przy różnych okazjach, opowiedzieć za lub przeciw. W 1922 Pier Giorgio pisał do przyjaciela: „Rzuciłem okiem na przemówienie Mussoliniego i cała krew zawrzała w moich żyłach. Doprawdy, zupełnie się rozczarowałem do postawy ludowców. Gdzie się podział piękny program, gdzie Wiara, która ożywia naszych ludzi? Niestety, kiedy chodzi o wznoszenie się ku zaszczytom, ludzie depczą swoje sumienie”. Rok później donosił temu samemu przyjacielowi: „W kole szykują się wybory; wybierzmy na przewodniczącego Severiego, na Guardię Rivę bowiem jesteśmy wszyscy oburzeni, a niżej podpisany bardziej niż wszyscy inni, bo wywiesił on sztandar na powitanie Mussoliniego. Złożyłem wtedy dymisję z członkostwa, a potem ją wycofałem, dla dobra Koła”.

Odwaga, z jaką Frassati demaskował niebezpieczeństwo faszyzmu, naraziła go na odwet bojówek „brunatnych koszul”. Tak opisał w liście do przyjaciela napad, który na niego uczyniono: „Piszę, żeby cię uspokoić. Przeczytasz w gazecie, że wczoraj mieliśmy nagle coś w rodzaju dewastacji w mieszkaniu, spowodowanej przez tych obrzydliwych faszystów. Był to wyskok tchórzów, nic więcej. Spokojnie siedzieliśmy przy stole i był kwadrans na godzinę pierwszą, kiedy rozległ się dźwięk dzwonka u drzwi. Marysia [służąca] pobiegła i zobaczyła przez okno młodego człowieka dość dobrze ubranego. Pomyślała więc, że to jeden z moich przyjaciół, i uchyliła drzwi. On natychmiast zażądał, aby się zjawił „Komandor Frassati”. Usłyszawszy odmowę, pchnął drzwi i krzycząc: „Naprzód!”, wszedł do domu z pięcioma innymi. Jedliśmy spokojnie, gdy nagle usłyszeliśmy krzyk Marysi. W pierwszej chwili pomyślałem, że to złodzieje, ale gdy wybiegłem do przedpokoju i zobaczyłem, że jeden z nich usiłuje zerwać telefon, od razu pomyślałem, że to faszyści, i w tym samym momencie krew zaczęła szybciej pulsować w moich żyłach. Rzuciłem się na nicponia, dając mu mocno pięścią, krzycząc: „Łajdacy, tchórze, mordercy!”. Ledwie ci oszuści usłyszeli męski głos, bardzo odważnie rzucili się do drzwi i uciekali na łeb na szyję…” Dwa dni przed zajściem pisał w liście do przyjaciela: „Przypominam sobie pierwsze wybory okresu powojennego, potem nadejście faszyzmu, i oto uświadamiam sobie z radością, że w naszym dotychczasowym życiu nigdy, ani przez chwilę, nie byliśmy za faszyzmem, lecz zawsze walczyliśmy z tym nieszczęściem Italii”./za adonai.pl pełny tekst tutaj /

18 Responses to Jak żyć, by nie złamać Twego imienia…..

  • Wielki szacunek należy się samej Siostrze i jej Współpracownikom oraz Wolontariuszom. Podjęli się wszyscy bardzo trudnej misji. Wśród nich jest o, Antoni – sam nienajlepszego zdrowia. Niech Pan Bóg Wszystkich Was wspiera swoją mocą i da zdrowie oraz sprawi że wspierających Siostry fundację modlitwo ale i materialnie będzie jak najwięcej. Ja to od niedawna czynię symbolicznie. wspieram comiesięcznie Waszą Fundację.

  • Myslę że ten blog jest dobrym miejscem na wymianę myśli również politycznych.z tego względu że Siostra pzedstawia każdy temat ukazując go przez pryzmat ewangeli.właściwie ja tu piszę bo tego oczekuję gdyż nie wszystko jest dla mnie zawsze jasne a ufam Małgorzacie jeśli chodzi o poglądy i jasność spojrzenia.jeslichodzi o udział w polityce osób duchownych to jest on niezbędny.kiedy ten głos zaniknie bedzie chaos.obecny Papież również śmiało wypowiada się o krzywdzie wobec tych najuboższych.prowadzi dialog z politykami i nie zawsze im potakuje.nue da sie odzielic życia od polityki niestety.pozdrawiam

  • Oczywiście że nie!
    Czy słyszano, by ktoś z obecnej władzy, ktoś(choćby jeden), spośród popierających tę władzę(a takich są miliony), groził ludziom więzieniem-już teraz, bez sądu, wydając taki wyrok?
    Czy słyszano, by ktokolwiek z w/w osób krzyczał:”Będziesz siedział!, a nawet(ostatnio):Będziesz wisiał!?”
    Czy słyszano, by mówił:”Idziemy po ciebie”(np:”Jarek, idziemy po ciebie!”), sugerując dokonanie linczu(bez sądu)?
    Czy była choć jedna taka sytuacja, w której to zagrożone byłoby zdrowie(a moze nawet i życie) jakiejś osoby w następstwie dzikiego, wściekłego ataku tłumu, składającego się z kogokolwiek z w/w, gdyby nie ochrona policji?

    Jest to zatem aluzja do jakiejś przyszłej(oczywiscie zupełnie hipotetycznej)sytuacji w Polsce.
    Może się zdarzyć, dlatego róbmy co w naszej mocy, by do niej nie doszło…
    Módlmy się więc o to, aby tacy ludzie-aż tak źli ludzie, nigdy nami nie rządzili, nigdy nie doszli do władzy…
    Byc może takich nie ma, ale strzeżonego Pan Bóg strzeże…Stąd apel o modlitwę.

    • Oj, Iksie, niestety słyszano.

    • Demagogiczny wpis X-a przekłamuje rzeczywistość i fakty. Tak jak Siostra pisze, obecna władza (plus jej zwolennicy) i przedtem i teraz śmiało i odważnie groziła i grozi ludziom więzieniem.
      A ten wściekły! atak tłumu to już zupełna paranoja! Ma się ten specyficzny sposób opisywania „rzeczywistości”!

      • Może zamiast prezentować tu przekonania polityczne podjęlibyśmy zobowiązanie, że dołączymy do codziennej modlitwy intencję o pokój w Ojczyźnie i błogosławieństwo dla naszych przeciwników oraz powierzyli wszystkie trudne sprawy Najwyższemu – On znajdzie rozwiązanie i wyprowadzi dobro z rozsiewanej przez złego nienawiści. Ja postanowiłam tak robić, bo doszłam do wniosku, że tylko On może coś z tym zrobić. Kościół też podzielony.

        • Myślę że modlitwa jest ważna ale za nią musi iść działanie.wtedy to ma sens.co do poglądów politycznych to prawie każdy je ma.nie da się żyć ponad tym bo to jest realna rzeczywistość której nie da się ominąć.jestem też za tym aby ludzie protestowali i wychodzili na ulicę.większość rzeczy która się dzieje jest krzywdząca dla ludzi najuboższych niestety.pokazywanie rzeczywistości w różowych kolorach jest irytująca delikatnie rzecz ujmując.

          • Dla mnie Bóg jest realną rzeczywistością – na tym polega wiara.
            Rozwiązywanie spornych kwestii na ulicy zmierza w nieobliczalnym kierunku. Nie będę się wdawała w polemikę, której opcji politycznej bardziej zależy na poprawie sytuacji najuboższych itd, bo każdy ma swoje poglądy jak napisałaś, ale to chyba nie jest miejsce na takie debaty. Myślę tez, że szczególnie osoby duchowne powinny bardzo rozważnie wypowiadać się, bo angażują autorytet Kościoła wyrażając swoje prywatne zdanie na jakiś temat. Ostatnio często się z tym spotykam i uważam, że to nie jest dobre. Ja gdy mam dylemat zadaję sobie pytanie co w danej sytuacji zrobiłby Chrystus? Jakie dobro z tego wyniknie? Przynajmniej staram się rozeznawać w tym duchu, zapewne bardzo nieudolnie, ale jednak…

  • Siostro,serdeczne dzięki za kolejny mądry wpis,który pomaga zrozumieć własne ograniczenia i choć trochę je przekroczyć.Mam tu na myśli przekaz o towarzyszach wędrówki do nieba i o słabości.Dzięki też za piękny i prawdziwy wiersz Romana Brandstoettera.I jeszcze za to ,ze Siostra jest.Renata

  • ,,Słabość drugiego obnaża często naszą słabość” – właśnie tak jest. Inni ludzie są naszymi lustrami, w których możemy zobaczyć siebie. Oczywiście od nas zależy, czy będzie to wersja (nas samych) – lepsza czy gorsza…

  • Dostałam dziś ten wpis w prezencie o poranku. Dziękuję. Bardzo. Biorę go i idę w nowy dzień.

  • Z tym przeciwstawianiem się złu to racja.ja tak z innej strony.mieszkam obecnie w przedwojennej kamienicy gdzie są ludzie starsi schorowani i żyjący z niskuch dochodów.wszelkie prośby o jakiekolwiek naprawy remonty nie odnosiły skutków.sama przekonałam się jak chodziłam i prosiłam o naprawę pieca.wczoraj przyszedł pan z lokalnej gazety i wysłuchał mieszkańców i opisze tę sytuację. Urzędnicy zaskoczeni oczywiście że jak to ludzie chcą mieć cieplo w domu bez grzyba wilgoci i nie chcą zeby im dach na głowę spadł? Myślę ze ignorancja urzędnicza też jest złem.wynika to pewnie tego że my jesteśmy ci gorsi.gorsi bo starzy schorowani bo biedni.ci porządni co płacą do kasy miasta wysokie czynsze mają full wypas.żerowanie na ludzkiej bezsilności jest niewybaczalne.a łagodność niekiedy musi zmienić się w stanowczość.akceptacja zła jest tak samo niedobra bo się z nim zgadzamy.pozdrawiam

    • Moniko. Trzeba walczyć bez przemocy i nienawiści, ale trzeba walczyć. Dobro samo się nie robi. To chcę przekazać podając m.in. przykład bł. Pier Giorgio. Nie akceptował zła. Walczył,jak trzeba było to nawet stanowczo dawał odpór złemu.

      • Tak tez to zrozumialam.pozdrawiam

      • Siostro, czy ten fragment o faszyzmie to jakaś aluzja do obecnej sytuacji w Polsce?

        • Ależ skądże, żadnych aluzji, broń Boże! Kto by śmiał. Tak mi się tylko przypomniało z życiorysu bł. Pier Giorgio. Brał udział w demonstracjach antyfaszystowskich. Nie był pogrążony we własnej pobożności, lecz przeciwnie- odczytywał Ewangelię w życiu społecznym swoich czasów i wyczuwał zagrożenie dla wartości chrześcijańskich. Nie wahał się temu przeciwstawiać. Wolność nie jest dana raz na zawsze. Żadnemu człowiekowi i żadnemu narodowi. Trzeba się o nią starać i o nią walczyć codziennie. Chrześcijanin ma taki obowiązek. Kto czyta, niech sam rozumie, co rozumie, ja zajmuję się „hagiografią nieprzypadkową”. Ci, którzy nas do Nieba poprzedzili żyli w trudnych czasach, bo czasy zawsze są trudne. I mieli odwagę iść pod prąd, za Chrystusem.

          • Myślę że każde czasy niosą jakieś trudności bez względu na ustrój polityczny.komuna była groźna bo niszczyła wiarę .dzisiejsze czasy są trudne bo partie pod płaszczem wartości religijnych ubijają swoje interesy.najbezpieczniej jest patrzeć na świat przez pryzmat ewangelii .Pan Bóg nie zmienia praw.jasno określa zasady co jest czarne a co białe.

Dodaj komentarz