zapraszam na nasze strony

Wspólnota Chleb Życia

Żyjemy z ludźmi ubogimi wokół Chrystusa w Eucharystii,starając się pomóc im wyjść na prostą.
Prowadzimy domy dla ludzi bezdomnych, fundusz stypendialny, przedszkole, świetlicę dla młodzieży na wsi.

przejdź

Skarby Prababuni

Prowadzimy przetwórnię i szwalnię dając pracę bezrobotnym kobietom na wsi w Świętokrzyskim. Pyszne, tradycyjne przetwory i oryginalna bielizna.


przejdź

Katolelementarz

W co wierzą katolicy, jak się modlą, rozważania, filmy, audio.






przejdź

Intencje modlitwy

Tutaj można wpisać prośby o modlitwę. Dwa razy w tygodniu odprawiana jest w tych intencjach msza  św.




przejdź

Dziury w człowieczeństwie

Dziury w człowieczeństwie

Wracamy z Mikim od naszych przyjaciół. Dwoje schorowanych, starszych ludzi. On- po wielu zabiegach, nowotwór. Nie starcza na leki, dojazdy do Kielc do lekarza, na opał, na jedzenie. Ledwo żyją. Ona też chora. Mieszkają praktycznie w lesie. Córka obecnie w Anglii. Nie pomaga.

Odwiedzamy wielu starszych ludzi. Z trudem wychowali i wykształcili dzieci, często, nie ukrywam, z naszą pomocą.

Zostali sami. Dzieci w wielkich miastach lub za granicą. Zamiast wsparcia i pomocy od nich pozostaje duma, że pokończyli studia, że się ustawili. Duma w zimnym pokoju i nad pustym talerzem. I tłumaczenie przed sobą: “Zbiera na samochód, przecież ma rodzinę, ma dziewczynę, chłopaka, buduje dom, nie może mi pomóc.”  Bywa, że młody czy młoda wstydzi się matki, która została w nędznej chałupie czy gdzieś w biedzie. Bywa, że dorosłych dzieci jest kilkoro. Gdyby tak każde zrzuciło się po 50-100 zł miesięcznie, zwyczajnie, na jedzenie dla “starej”? Trudno się rozmawia ze starymi rodzicami, najczęściej matkami na ten temat, bo sprawa bolesna, upokarzająca. Po prostu pomagamy jak możemy i czasem pocieszamy.

10 Przykazań każdy praktycznie wkuł na katechizacji. I co z tego? Czy mówi się o tym w szkole? W Kościele? W polskich kościołach na emigracji?  To już nie tylko kwestia Przykazań, lecz zwykłej ludzkiej przyzwoitości.

Skończenie szkół czy studiów nie zbuduje człowieka, jeśli w tychże szkołach nie będzie wychowania. Do szacunku dla innych, starych, słabych. Praktycznego. Przecież istnieje przedmiot “wychowanie obywatelskie”. Wiem, wiem – nie ma tego w programie. No to niech będzie. Wiem, wiem, że trzeba nam nauczycieli uczących jednocześnie matmy i człowieczeństwa. I tacy są, ale …..nie wszędzie. Odpuściliśmy to sobie w pogoni za nowym, lepszym światem. No to mamy nowy świat, raczej gorszy, choć materialnie zdecydowanie lepszy. Świat praw bez obowiązków. I nie dziwmy się, że wielu nie chce się podzielić kawałkiem Polski wystarczającym na łóżko dla uchodźcy, skoro nie ma zamiaru dzielić się z własną matką kawałkiem chleba.

Trzeba zacząć od nowa i od podstaw. Łatać dziury w naszym człowieczeństwie.

Rozmawiam z panią mecenas. Z dużego miasta. Ktoś ma u niej dług. Niezawiniony, w gruncie rzeczy nie on jest dłużnikiem tylko rodzina, ale dług nie wybiera. Ktoś ten nie ma pieniędzy, ma rentę. Proszę o wykreślenie tego ktosia z listy jej dłużników. De facto i tak dług jest nieściągalny, ale lepiej żeby nie wisiał nad człowiekiem. Prośba ta nieco rozsierdziła panią mecenas. Po wywodzie o jej kłopotach, które zapewne w części są realne, choć nijak się mają w stosunku do kłopotów jej dłużnika, pada pytanie: ale w imię czego ja mam okazać miłosierdzie? Przecież to nie mój syn ani krewny.

W imię człowieczeństwa, Szanowna Pani. Bo to Pani bliźni. Nic Pani by nie straciła, a wiele zyskała. Serce. I twarz.

Zasłona, która zakrywa oblicze przyszłości, tkana jest przez rękę miłosierdzia./E.Bulwer Lytton/

A z info reporterskich, to spędziliśmy z Mikim świetny niedzielny wieczór w Łodzi, w Parafi św.Wojciecha. Pipi wyjechała na urlop, więc z Tomaszkiem i Marcychą klecimy obiady, a nasi księża doskonalą się na obieraku. Cezary okazał się mistrzem w krojeniu sałatki! Panowie do dachu w Krakowie mają wrócić do roboty w poniedziałek, łazienka w domu dla chorych prawie dobudowana- przy 120% obłożeniu trzeba było dobudować jeszcze jedną. Biura nasze w szaleństwie rozliczeń i sprawozdań, tak, że lepiej się do nich nie odzywać. Nasz kiermasz w  Zawichoście po liftingu będzie miejscem spotkań i ploteczek okolicznych znajomych i młodych. Można będzie pożyczyć książkę, obejrzeć film czy pograć w jakąś grę. Zupełnie galeria handlowo – usługowa! Na kilkudziesięciu metrach, ale zawsze. Tamara z chłopakami i Martą pracują nad tym całe dnie. Tamara, która zna się na tysiącach rzeczy, ale remontowa nigdy nie była, właśnie zdobywa nową sprawność.  Tylko u nas, do końca życia masz zapewniony “rozwój osobisty” i darmowe szkolenia.

W domu dla mam i dzieci jak zwykle. Kasia z Cezarym z dzieciakami i matkami w szpitalach, u lekarzy, w zwałach darów, które trzeba posegregować, gdzie i co może się przydać i w wychowawczej akcji w stosunku do niektórych, co im się wydaje, że nasza cierpliwość jest jak Boża, czyli nieskończona. Niestety nie jest, a może “stety” i czasem trzeba jakąś czarną owieczkę, co robi w poprzek- hm….wyjścia są dwa: przemalować na biało albo usunąć, jeśli farba nie chce pokryć czarnego koloru. Posiadanie dziecka jest czasem traktowane jako tarcza: mam dziecko, widzę, że wam na nim zależy, więc mogę poświrować, bo i tak mi wybaczycie ze względu na owo dziecko. Zawsze się ktoś taki trafi i rozwala cały dom. Jak w każdej społeczności. Nawet jeden z najłagodniejszych i najpogodniejszych świętych-Jan Bosko-po wielu nieudanych próbach postawienia wychowanka do pionu, usuwał go z oratorium. Dla jego i pozostałych dobra.

Nad-obowiązkowo

Hojność

Pastor w szkółce niedzielnej pyta dzieci, czy dałyby milion dolarów na działa misyjne.

-“Tak!” odpowiadają chórem. 

-Czy dalibyście 1000 dolarów? “Tak” -odpowiadają.

-A co ze stoma dolarami? – “O tak, oczywiście”.

-No, a jednego dolara?

Chłopcy krzyczą “Tak!” Milczy tylko Johnny.

-Johnny, pyta pastor. Czemu nie powiedziałeś “tak”?

-Bo mam w kieszeni jednego dolara. 

Po kolędzie

-Nigdy nie chodzę do kościoła. Pewnie to ksiądz zauważył?

-Tak, zauważyłem.

-Dlatego, że jest pełen hipokrytów.

-O niech się pan tym nie martwi. Mamy duży kościół, znajdzie się miejsce dla jeszcze jednego.

Milioner 

Przed kwestą na misje świadectwo wiary daje pewien postawny mężczyzna;

“Jestem milionerem. Zawdzięczam wszystko błogosławieństwu Boga w moim życiu. Pamiętam, że kiedy zarobiłem pierwszego dolara, poszedłem do kościoła na mszę. Kazanie mówił misjonarz, który opowiadał o swojej pracy. Wiedziałem, że mam tylko jeden banknot dolarowy i mogę dać Bogu wszystko albo nic. I zdecydowałem się oddać całego dolara Bogu. Myślę, że Bóg pobłogosławił tę decyzję i dlatego dzisiaj jestem milionerem.”

Kiedy mężczyzna skończył i usiadł w ławce, zapadła cisza. Nagle odezwała się drobna, starsza kobieta trzymająca puszkę na datki:

“Zachęcam, żeby pan to zrobił tutaj jeszcze raz”. 

 

(Visited 1 169 times, 7 visits today)

19 Responses to Dziury w człowieczeństwie

  • Robi się coraz bardziej tragicznie! W Sosnowcu eksplozja gazu zabija kobietę i ciężko rani jej męża, Oboje maja ok. 80 lat. Kilkanaście osób na zrujnowane mieszkania. To kolejny wypadek w mieszkaniu z udziałem/spowodowany przez osoby w zaawansowanym wieku. Często, ułomności z nim związane doprowadzają do dramatów. Nie oskarżam nikogo, nie o winę tu chodzi, a o konieczność pomocy seniorom. Niedawno namówiłem starsze małżeństwo do zmiany kuchni gazowej z butlą na elektryczną. Zdarzyło się, że woda z zapomnianego garnka zalała płomień na palniku i gaz ulatniał się. Seniorzy nie zwracają uwagi na te sprawy, bo jak ktoś 60 lat bezpiecznie działał w kuchni, to… Tyle ze pamięć inna, słuch, dokładność w zakręcaniu zaworów. Zwróćcie Państwo uwagę, czy u waszych bliskich, znajomych seniorów da się sprawnie wynieść osobę z mieszkania? Czy okna, drzwi na balkon, na klatkę schodową, chronią potężne kraty i zamki, czy w razie nagłej potrzeby, służby ratownicze mogą dostać się do mieszkania, bez walenia ścian? Piszę te uwagi po to, aby zwrócić uwagę na problem stający się bardzo palącym często na wagę życia.

  • Rodzice-dzieci. Podopowiadam pobliski temat, na który trzeba zwracać uwagę, z którym społeczeństwo będzie musiało się zmierzyć: To samotni seniorzy. Tych, 75 lat plus jest już w Polsce 1,5 mln liczba rośnie bardzo szybko, ze wszystkimi negatywnymi skutkami zaawansowanej starości. Oni będą musieli starzeć się we własnych domach. Często totalnie samotni. W marcu ub r. na lubelskiej wsi koledzy trafili na samotnego staruszka. Niedogrzane mieszkanie, brak jedzenia. Cud, że przetrwał zimę. Takie zdarzenie w społeczności wiejskiej, dawniej było nie do pomyślenia. Obecnie zamknięcie międzysąsiedzkie poraża skalą. W miastach staje się codziennością. Pracownicy pomocy społecznej ,nie zawiadomieni, nie dotrą. Zamiera pomoc sąsiedzka. A mamy Wyż Senioralny i ludzi starych, niezaradnych, przybywa w szybkim tempie. Mało kto wie, że rocznie w wypadkach we własnych mieszkaniach ginie ponad 3000 osób 60+. Mamy społeczeństwo totalnie nie przygotowane do wyżu senioralnego. Stąd konflikty w autobusach komunikacji miejskiej, w kolejkach w przychodni. Młodzi nie akceptują, często niestandardowego zachowania seniorów /starość to też choroby, uciążliwość/ Seniorzy nie rozumieją że młodość to też problemy psychiczne i fizyczne. Obserwuję dyskusje na takie tematy na forach internetowych, niepokoją mnie coraz liczniejsze konfliktowe wypowiedzi. Zbliżamy się do sytuacji, gdy bllisko polowa Polaków będzie w wieku senioralnym. Radośni staruszkowie są najczęściej w zachodnich reklamach. Na podobne tematy chyba zbyt mało rozmawiamy! Pozdrawiam!

    • Ogromny problem, na który jako społeczeństwo jesteśmy zupełnie nieprzygotowani. Ani finansowo, ani merytorycznie ani też …..kulturowo. Moje obserwacje od bardzo wielu lat/mój ojciec był lekarzem na wsi/ nie potwierdzają tezy, że w środowisku wiejskim ludzie starzy byli-są otoczeni troską bardziej niż w mieście. Oczywiście wszystko zależy do konkretnej rodziny, ale generalnie hm….wiele jest do odrobienia.

      • Siostro! Próbuję wejść z projektem Mentorzy seniora. Nowy zawód doradcy osób starszych w poruszaniu się w bardzo dla nich skomplikowanej cywilizacji XXI w. Przede wszystkim w obszarze ich bezpieczeństwa, bo te 6 mld zł trudnych kredytów obciążających osoby starsze, to efekt m.in nieznajomości realiów świata.Ale nie utrafiam w politykę senioralną, nastawioną na aktywizowanie seniorów aktywnych. Rozmowy przy okazji z decydentami dają jednak efekty. Np. strażacy pożarni zrozumieli, ze seniorzy będą dla nich problemem że trzeba poprowadzić inną prewencję adresowaną dla nich. Powołali oficerów ds. społecznych. Coś się zaczyna dziać. Niestety decydenci jeszcze nie łapią, że pomoc osobom starszym to nie tylko uniwersytety Trzeciego Wieku.Politykę senioralną, determinuje propaganda pod kątem efektów wyborczych. Ale jak się mówi, pisze, dyskutuje- w wielu głowach opada klapka i rusza myślenie. Na marginesie: namotałem w ub roku w Opatowie projekt badawczy nt. przeciwdziałania ubóstwu dzieci i rodzin. Robi to Miasto Opatów, Instytut Pracy i Spraw Socjalnych i firma OSI CompuTrain. Sugerowałem prof. K. Frieske, kontakt z Siostrą Małgorzatą jako ekspertem od realnego zmagania z ubóstwem w tamtym rejonie. Szczęść Boże! Pozdrawiam!

      • Chyba moja wieś nie była tak wyjątkowa, a pamiętam, jak w drodze do szkoły zanosiłam samotnej staruszce , co jakiś czas, posiłek który dawała mi Mama. Może w pozostałe dni zanosili inni sąsiedzi ? Mieli jakieś dyżury? Nie wiem, miałam wtedy około 10 lat. Pani nie wyglądała na zaniedbaną. Nie była to bliska sąsiadka. Ktoś pewnie to koordynował. I tu refleksja, ta sama co powyżej: jak cała wioska miała na utrzymaniu jedną babcię to nie był wielki problem, wystarczyło chcieć, ale jak w co drugim domu taka będzie? Kto to udźwignie?

        • W Polsce większość seniorów będzie musiała starzeć się we własnych domach w dużej części samotnie. Do niedawna niewydolny staruszek miał szansę na dom pomocy, opiekuna z pomocy społecznej, PCK. Rzadko żył ponad 70 lat. Dzisiaj zaczyna brakować opiekunów i pieniędzy na nich. Ludzie żyją w coraz dłużej, niestety w złej kondycji zdrowotnej. Problemem jest nie tylko nakarmienie, oporządzenie starszego. Ale też zabezpieczenie, aby nie wysadził mieszkania nie zakręciwszy gazu, nie wsiadł za kierownicę auta po lekach i nie zabił siebie lub innych. Tu jest m.in. 3000 seniorów, rocznie ginących we własnych mieszkaniach. Problem z osobami 65 +, mają od dawna inne kraje, często bogatsze. W Polsce brakuje zrozumienia problemu, pieniędzy. Co można zrobić? Na swoim podwórku rozmawiać o zagrożeniach z decydentami. Zwracać baczną uwagę na starszych sąsiadów. Sam kilka razy interweniowałem u swoich, w bardzo trudnych sytuacjach. Po pożarze w kuchni sąsiadki, na szczęście niegroźnym, zaprosiłem oficera ze straży pożarnej na spotkanie z sąsiadami. Wyjaśnił i przejrzał domowe instalacje. Zaapelował o nie zastawianie autami dróg osiedlowych, To są małe sprawy, ale bardzo ważne lokalnie. Patrzmy życzliwie jak można sąsiadom pomóc. Bo za ich samotność niesamodzielność zapłacimy sami. Władze jeszcze nie rozumieją powagi społecznej sytuacji. Pozdrawiam!

          • I to jest przykład, że nie oglądając się na władze, można tworzyć małe, lokalne społeczności wsparcia. Dziękuję.

        • No właśnie! Jak we wsi zostaje większość ludzi starszych? Ale nie wszędzie tak jest. Przykład zanoszenia obiadu- o to właśnie chodzi, żeby dziecko zaniosło obiad sąsiadce. Dziecko staje się dorosłym. I w wielkim mieście nie minie drzwi starej kobiety, której nie ma kto zrobić zakupów. I o matce własnej pamiętać będzie, Pozdrawiam.

    • Łopuszańska 17 mieszkaniec Jurek sieje ferment przeklina zachowuje się jak kierownik. Jestem głuchy doniósł że za zamianę dyżuru biorę papierosy. Odnosi się do mnie p chamsku. Nie pozwolebsobie na to, konstytucja mi jako osobie głuche gwarantuje spokój czekam na lokal socjalny.

  • Jakże wartościowa jest dzisiejsza lektura samego posta jak i komentarzy. Takie są dyskusje o konieczności przestrzegania IV Przykazania Dekalogu: Czcij Ojca swego i Matkę swoją. Wszyscy wierzący, a myślę że i niewierzący przyznają, że to podstawa relacji rodzinnych. Tylko deklaracja jedno, a życie drugie. Zaraz pojawiają się podliczenia i próba odpowiedzi kto w ciągu następstwa pokoleń złamał tę zasadę i zawinił wobec swoich przodków, a jeszcze bardziej wobec następców gorsząc ich swoim przykładem.
    Jesteśmy rożni i nie zawsze z własnego wyboru, ani z własnej winy. Mądrze czynią ci, których stać na przerwanie ciągu złego traktowania i mimo, że nie otrzymali to jednak dają.
    Potrzebna jest taka rozmowa i dzięki Bogu mamy Siostrę, która ją inicjuje i tworzy miejsce, gdzie można się z taką rozmową zapoznać aby porównać się do wzorców i daj Boże coś skorygować w swoim myśleniu i działaniu.
    Pozdrawiam całe grono czytelników i komenttorów

    • Ważne jest dawać mimo że się nie otrzymało. Ważna jest umiejetność wybaczania. Jeśli tego nie zrobimy to będziemy budować swiat pełen goryczy. Warto pomyslec jak rozliczamy innych czy sami zawsze jesteśmy w porządku.

  • Dziękuję za wszystkie mądre komentarze. Każdy wnosi do refleksji cenne uwagi. jasne, że pierwszym wychowawcą jest rodzina. Jednak w pewnym wieku młody człowiek konfrontuje się ze światem, który go otacza. Przekazy i wzorce są często sprzeczne. Problem jest duży, moim zdaniem. To problem w jakim społeczeństwie chcemy żyć, nasze dzieci i wnuki. jakie społeczeństwo sobie zbudują. Dlatego szkoła, Kościół, uczelnie są ważnymi wychowawcami. A właściwie powinny być. Pozdrawiam.

  • Nie wyobrażam sobie, nie opiekować się rodzicami. Dla mnie i moich braci to naturalne,tak jak oddychanie. Ale fakt faktem, stosunek dzieci do rodziców – to swoista informacja zwrotna. Druga sprawa: współczesny system edukacji skupia się raczej na rywalizacji. Celem i sukcesem życiowym człowieka mają być kariera i pieniądze. Egocentryzm jest cenioną siłą napędową (oczywiście, troszkę uogólniam, bo są wspaniali, epatyczni młodzi ludzie).
    Oj, dlatego myślę sobie,że łatanie dziur przez Siostrę – jest wręcz niezbędne!
    Pozdrawiam Siostrę, dzielnych Współpracowników i całą Wspólnotę.

  • Bardzo przykre, ale tj efekt tego, że ich życie (rodzicow, obecnych dzieci albo obojga naraz) było/jest bez Boga.

    Moi rodzice pomimo, że zachowali wszelkie “obowiązki wychowawcze” czyli dbanie o to, żebym miała co jeść, chodziła czysta i zadbana do szkoły i właściwie żebym chodziła do tej szkoły; to jedyne co wyniosłam z domu rodzinnego to problemy.

    Gdyby nie moja niepokora, wymaganie od siebie i Opatrzność Boża to nie miałabym pracy, która jest spoko, super męża, ekstra teściów i wiele innych błogosławieństw które mnie spotkały i które uważam za wynagrodzenie za to jaką mam rodzine.

    Jednakze pomimo ciezkiego zycia z rodzicami to nigdy ich nie opuszcze w biedzie. Jak nie beda mieli co jesc to dostana, jak nie beda mieli na leki to je ode mnie dostana. Jak wiem, ze znowu zachowali sie jak idioci czyli znowu sciagneli sobie klopoty na łeb to w ich intencji pomodle sie/ zrobie post lub pomoge finansowo na ile moge sobie pozwolic.

    Jaki płynie z tego wniosek?
    Bez wzgledu na okolicznosci i wspolne relacje, wyrzadzone krzywdy itp. to należy sobie pomagać, bo to jest obowiązek kazdego chrześcijanina i tyle.
    Jednakże przez przykre doświadczenia pomagania w rodzinie (nawet takie byly) to nauczylam sie ze trzeba pomagac ale MĄDRZE.

    Chocby mialo sie najczystsze intencje i do tej pory nie bylo nic, zeby dolepic łatke to pomoc moze zostac zle zrozumiana/przeinaczona i moga zostac dopisane intencje, ktorych nie bylo. Nie mozna patrzyc ta sama miara na kazdego czlowieka w potrzebie. Nawet jesli w naszych oczach ta osoba wrecz wymaga opieki i on/ona narzeka to nie zawsze oczekuja pomocy…poza wysluchaniem narzekań. Mówie na podstawie osobistych doświadczeń a nie urojonych w glowie teorii.

    -Najpierw Bóg musi być w rodzinie i mieszkać w sercach rodziców. Rodzice nie mogą żyć jakby Boga nie było a później narzekać jacy to oni sa poszkodowani bo sa biedni/chorzy/opuszczeni (a czy przypadkiem to nie jest kara za niewlasciwe priorytety za młodu?).

    -jesli rodzice wybiora Boga to dzieci nie opuszcza bo to bedzie godzilo w wypracowany wspólnie system wartosci. Bo Bóg jest silniejszy niz przeciwnosci losu.

    -jesli rodzice są jacy są (w tym negatywnym znaczeniu) to wazne zeby dzieci jak najszybciej usamodzielnily sie, uzdrowily w sobie krzywdy i relacje i odnalazly w relacji z Bogiem i dopiero beda w stanie normalnie pomagac.

    Jesli czlowiek zawodzi to wrecz oczywistym powinno byc wyjscie Kosciola do ludzi “niekoscielnych”, walczyc o swiadome i pelne milosci postawy. Tlumaczuc im, wspierac i ciagnac do gory. A w Panstwie od strony świeckiej rowniez powinny byc wprowadzone madre chrzescijanskie postawy i reklamowane w kampaniach spolecznych. Indywidualnosc jest cenna i ja bardzo szanuje, bo bez niej nie bylabyn kim jestem ale jestesmy jednym organizmem i dzialania powinny byc ze wszystkih stron.

    Nie patrzmy zero-jedynkowo, ze opuszczony biedny rodzic to znaczy, ze ma złe dzieci albo ze taka ich kara za ich dzialania.

    Doskonalny sie w miłosci i mądrosci, a te znajdzie sie wylacznie u Boga.

  • mam 38 lat; wynajmuje z mezem 12 metrowy pokoj w domku, w ktorym mieszka kilka osob , godzine od Paryza.nie posiadam wielu rzeczy na wlasnosc, nie mam swojego mieszkania, balam sie zobowiazac na lata i splacac dlugoletni kredyt;
    Ale nie czuje sie przegrana, choc w paru kategoriach moge byc na szarym koncu.
    kiedy spaceruje ulicami Paryza i mijam cale rodziny “mieszkajace” na ulicach, dochodzi do mnie ,ze i tak mam duzo.
    mysle, ze gdybym chciala komus wytlumaczyc; komus kto ma dom i samochod, ze mam za co dziekowac, bo inni maja mniej, uznalby to za naiwne;
    jest jakas szlachetnosc w minimalizmie, w prostocie, skromnosci, nawet w braku; nie mam dziecka, ale gdyby mnie nim Bog obdarzyl, chcialabym mu pokazac ile piekna jest w braku, w byciu “innym” ale nie gorszym ;
    Brak prowokuje do poszukiwan; Piszac o nim nie mam na mysli braku najwazniejszych elementow, takich jak posilek i dach nad glowa, drobnych przyjemnosci jak kawa, czasem kawa w milej paryskiej kafejce, ksiazka, bilet do kina…

  • Seniorzy narzekają na młodych, na opuszczenie przez dzieci wnuków. Często pytam: dlaczego narzekają? Przecież są to często efekty własnego wychowania. Jeśli kiedyś babciu/dziadku nie nauczyłaś syna córki szacunku do starszego sąsiada, dlaczego chciałbyś, aby szacunek mieli do Ciebie? Jeśli na pierwszym miejscu były kariera, pieniądze, szpan- dlaczego dorosłe dziecko ma rezygnować z nich, gdy rodzice są niedołężni? Rodzinność, obowiązek opieki nad potrzebującymi nie są wzorce do nauczenia w szkole, ani w kościele. Z nimi człowiek wyrasta od dzieciństwa. Ileż to znam rodzin, gdy brat dla brata jest gorzej niż wilkiem. Kłótnie o majątek, często o urojone ambicje. Dorosłe dzieci, mają prawo do ułożenia sobie życia. Tyle, że zapominają o starych rodzicach, ze czasem wystarczy telefon, pogadanie przez komunikator, niedzielna wizyta w domu pomocy. Pozbywają się rodziców jak niepotrzebnego ciężaru. Zapominają ze kiedyś również mogą być samotni i starzy, odtrąceni przez własne dzieci.

  • Szczęść Boże Siostro,
    Zawsze kiedy czytam o samotnych, starszych rodzicach, którymi dzieci sie nie interesują. Dzieci które wychowali i wykształcili kosztem wielu wyrzeczeń, zwyczajnie po ludzku mi smutno, ale chwilę potem zastanawiam się, czy to możliwe???
    Sama jestem w takim momencie swojego życia, ze jestem i dzieckiem i matką. Moi rodzice wiele mi dali, czasu miłości i wsparcia, zawsze wiedziałam ze jestem kochana i bezpieczna. Przez lata myślałam, że świat taki jest, że rodzice kochają i wspierają swoje dzieci, że wybierają dla nich najlepsze kąski choćby i z najskromniejszego posiłku, że przemierzają kilometry żeby zdobyć (w mojej młodości wiele rzeczy trzeba było zdobyć) dla nich modne ubranie, ciekawe zabawki, tak by czuły sie dobrze wśród rówieśników. Kiedyś jednak trzeba było dorosnąć, przejrzeć na oczy, zrozumieć ze nie wszyscy trfili tak jak ja. Poznałam mojego męża, który dzieciństwo wspomina nie tylko jako biedne, ale też pełne krzyków i wyzwisk, kłótni, braku zainteresowania, jako pasmo wstydu, smutku. Sam sie wykształcił, pracował od najmłodszych lat, najpierw u rodziców na roli, potem sprzątał, rozładowywał tiry, pomagał przy przeprowadzkach, a mimo wszystko od lat co miesiąc pomaga finansowo swojej mamie. Mamie o której, co przykre, twierdzi, że nawet jej nie lubi.
    On oczywiście moze byc tu wyjątkiem, ale mnie wydaje sie ze to nie szkoły zawodzą, nie kościół, nie instytucje, że czegoś musiało zabraknąć w domu, że to rodzice zrobili coś nie tak, skoro dzieci dziś o nich nie pamiętają. Moze sami nie pamiętali o swoich rodzicach???, moze nie potrafili nauczyć podstaw empatii, może pragnąc lepszego życia dla swoich dzieci, wpoili im nie te wartości, moze obawie, z powodu lęku karali za słabości za potknięcia, nie wiem, ale chyba to w domu czegoś zabrakło, Nie wyobrażam sobie zostawiam mojej mamy, nie tylko wyjeżdżając gdzieś daleko do pracy, nie wyobrazam sobie spędzać świąt we Włoszech na nartach czy w pięknym hotelu, nie bez mamy, nie bez siostry. Moje dzieci uczę ze w życiu najważniejszy jest drugi człowiek, nie rywalizacja ale współpraca, nie bycie lepszym od innych ale razem z innymi.
    Nie chcę tutaj atakować rodziców, sama jestem matką i wiem, że nie ma gotowych rozwiązań, że nikt nie napisał instrukcji obsługi dzięki której dzieci wyrosana na mądre, dobre i szczęśliwe, w moich decyzjach kieruje się sercem, wiem że wiele razy sie mylę, że błądzę, Czasem krzyczę choć wiem, że powinnam byc cierpliwa, czasem płacze choć wiem, że powinnam byc silna, czasem odpuszczam choć powinnam byc konsekwentna, mam nadzieje ze mimo a moze dzięki moim niedoskonałością uczę ich ze ludzie bywają słabi, potrzbuja wsparcia nie są nieomylni…., czy kiedyś dzięki temu bedą o mnie pamiętać czy mnie odwiedzą…?? Nie wiem

  • Nie mam studiów ani nawet matury . Jestem po szkole zawodowej . Jako dziecko byłam rozpieszczana i tak też wychowywalam własne dzieci . Dzisiaj jestem rozpieszczana przez własne dzieci i staram się rozpieszczac własnych rodziców. Mama czasem pyta po co mnie starej ? A ja jej na to tak mnie nauczyliscie , kiedyś kupowaliscie mi wszystko co chciałam dziś ja mam i chce kupować wam . Trzeba oddać co się dostało.

  • Witam.K.J.Twardowski pisał w jednym z wierszy źe pieniądze są brudne jak świnie. Myślę źe coś w tym jest.Wiem że bieda nie jest niczym dobrym bo kaźde cierpienie jest niedostatkiem który trzeba naprawiać. Jednak w dzisiejszym świecie jest za duźy rozdźwiek w posiadaniu. Jeden ma wszystko drugi nic. No cóż jednym się udało a drudzy dostają miche i kawałek kąta no i mają się cieszyć.U nas w mieście tych najbiedniejszych spycha się na obrzeźa miasta. Pewnie po to by nie razili w oczy. Czym? No ubóstwem i wizerunek miasta też już nie ten. Pozostaje jeszcze kwestia sumienia.Czy aby naprawdę umiem cieszyć się kasą wiedząc że nalbliźsi nie mają co jeść.Stosunkowo niedawno przed operacją przechodziłem koło domu rodzinnego .Miałam sporo swoich spraw ale weszłam .rodzina była w rozsypce.Ojciec leżał już z nowotworem. Jakoś ich pozbierałam i wzięliśmy się za robotę. Przeszliśmy przez to razem.W sumie nie mamy nic cennego materialnego ale mamy siebie i mamy miłość. Myślę że jakby tak zapytac ludzi bogatych czy są szczęśliwi to odpowiedzi byłyby różne. Bo dla każdego szczęście co innego oznacz. Pozdrawiam

Dodaj komentarz